Skocz do zawartości

Rekomendowane odpowiedzi

Sama nazwa producenta niewiele mówi . Wymienniki różnie wykorzystują swoją pojemność do gromadzenia w nich CWU .Do okresowego podgrzewania najlepsze są dwupłaszczowe bo grzeją wodę w całej swojej objętości , natomiast do grzania ciągłego wystarczy jedna wężownica , te jednak w najgorszym stopniu wykorzystują swoją pojemność . W przypadku łączenia zbiorników w celu zgromadzenia CWU na dłuższy czas najlepszy jest układ kaskadowy pozwalający ograniczyć mieszanie wody zimnej napływowej z ciepłą już podgrzaną . Mieszanie następuje w zbiorniku pierwotnym natomiast do zbiornika wtórnego/odbiorczegow którym jest gorąca woda trafia zawsze cieplejsza CWU z wyjścia tego pierwszego . Zaletą tego układu jest również fakt iż nie obciąża on kotła nadmiernie bo układ CO jest w tym przypadku szeregowy czyli grzany jest najpierw zbiornik wtórny i w momencie kiedy cała jego pojemność zostanie nagrzana do temperatury zasilania z kotła i temperatura CO z powrotu zbiornika wzrośnie zaczyna grzać wode w zbiorniku pierwotnym .

Co do obciążenia kotła jest to istotne dla prawidłowej pracy pozostałej części instalacji mając na uwadze że zasobnik płaszczowy 140 litrów potrafi zagospodarować prawie 24 kw z kotła ( gdzieś już wlkeiłem zestawienie )

Kaskada.pdf

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witajcie Palacze Kotłów C.O. :P

 

Precz z węglem !!! <_<

Mam dość !!! :wacko:

 

Dość tego popiołu, żmudnego rozpalania, dymienia z komina, czyszczenia pieca....

Mam jedno życie jak inni, i w d...pie mam już ten węgiel...

Zaopatrzyłem się  w pilarkę łąńcuchową jakiś czas temu, zajechałem jeden łańcuch "OREGON"

mam teraz nowy "CARLTON" i jadę już spokojniej po wszystkim co mi się napatoczy.

Ale do rzeczy. Suchym drewnem pali mi się w moim kociołku bezstresowo....

3 minuty od rozpałki i bucha ogień w kominie, warunek: suche (jak pieprz) szczapki itd...

Rozpalam czasami nawet samymi "zapałkami" oderwanymi z drewna, i......, dziękuję bardzo

za inny opał niż drewno. Nareszcie mam gorąco w domu, popiół wynoszę raz na tydzień kubełek może...

Palę nawet trocinami co mi zostaną z przerzynki drewna, i mają moc w sobie jak cholera !, aż kociołek szumi jak czajnik tuż przed zagotowaniem wody. Warunek: nasypać, otworzyć na maxa w popielniku powietrze, i nie zadusić, zostawić "szparę" dla ognia.

No i w zasadzie jakbym palił gazem...

 

Pozdrawiam !!

Idzie przerzyć i na górniaku, ale nie na tym szmelcu co sprzedają po 800-900 zł i nazywają węglem.

 

Teraz szukam drewna w wałku 10-20 m3

Się przetnie pilarką, rozłupie, podeschnie... i dwa sezony z głowy za ~2000zł

:D

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@FireFlame powinieneś napisać " Precz z tym co sprzedają za węgiel". Jadnak ja wole zasypać kryzę węgla i mieć spokój na cały dzień, niż chodzić i podkładać co chwile drewno.Popiół do kubła tez wynoszę raz na tydzień.Tylko ja mam węgiel w cenie ok 600zł.

Edytowane przez rybniczanin

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No i człowiek uczy się przez całe życie.

 

Wczoraj miałem doświadczenie z kotłem które mogło zmienić moje życie ...

 

I wcale nie chodzi o sposób podłączenia kotła itd...

 

Raczej, tak jak w tytule tematu: "Kocioł Zasypowy - Górniak - 8 Kw Jak Palić, Czym Palić"

 

Na szczęście nic się w końcu nie stało, ale to też dzięki mojej "zimnej krwi" i "doświadczeniu w temacie palenia w kotle na paliwo stałe."

 

PISZĘ TO KU PRZESTRODZE INNYCH !:

 

Niby zwykły mały górniak 10kW max, alee... jak na resztę żaru na ruszcie wsypiesz trzy garście orzechów włoskich zebranych z własnego ogrodu, bo larwy się jakieś zalęgły..., to co się stanie ?

 

No fajnie zacznie grzać, jakbyś nasypał koksu jakiegoś łatwopalnego.

 

A co się stanie jak wrzucisz resztę .orzechów z robakami, czyli całą reklamówkę, tak jak ja ?

 

Ja mam stary dom i mocny komin, podłączenia od pieca do komina wytrzymały, jednak w międzyczasie musiałem szybko tłumić ogień wodą, bo komin chyba by się stopił.

 

Niestety do końca nie stłumiłem (błąd), bo nie sądziłem że ma aż tyle energii w sobie.

 

Później to już były tylko strzały, (wszelkie powietrze odcięte a temperatura rosła).

 

Z popielnika na trzy metry, przez powietrze wtórne tak samo, no i oczywiście w komin.

 

Przytomnie pozamykałem wszelkie powietrze, bo każda próba uchylenia drzwiczek, czy uchylenia powietrza wtórnego kończyła się strzałem, tak konkretnym, że w całej "kotłowni" było siwo od dymu i popiołu.

 

_Po 3 godzinach udało mi się bezpiecznie rozbujać kocioł, dosypując węgla szufelkę (aby płomień był w końcu) i jakoś się uspokoiło, bo wsad orzechowy już prawie (PRAWIE !) odgazował.

 

No i zaraz wtedy osiągnęłem 70 st. w 5 min od 45. Nieźle co ? (resztki niedopalonych orzechów).

 

Do dzisiaj mam taki cug w kominie jakiego nie pamniętają "najstarsi górale"

 

A komin czyściłem kilka razy w ostatnich miesiącach osobiście, przyłącze dymowe od pieca do komina, też conajmniej 3 razy.

 

Reasumując.

Jak masz mocne nerwy, mocny komin, grubą skórę, siły do sprzątania, wrzucaj orzechy (włoskie przetestowałem) do kotła, lepiej podziałają niż: sadpal, kominiarz, wycior, czasem może być tylko potrzebny kapitalny remont

Nie jesteś pierwszy który opisuje swoją przygodę z orzechami włoskimi,powiedział bym że opisałeś ją w identyczny sposób co inny użytkownik(w tej chwili nie mogę znaleźć ale przy okazji wkleję)Według mnie bardzo bardzo dziwne i na dodatek te larwy jak w tamtym poście. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przeprzszam ,że się wtrące.marecki cytujesz post z przed roku,może o niego ci chodzi?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

co było by ciekawym rozwiązaniem :D :D i jak szaleć to szaleć :lol:

Krowy przodują w produkcjii metanu ...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Sorry ale nie mogę się powstrzymać. 1800*C? czy F bo jak Celsjusza to chyba trochę przesadziłeś ;)

Druga niezgodność to to że plastik nie jest organiczny tylko syntetyczny a z gumą to można polemizować (mnie akurat ona nie przeszkadza ) ale tak jak piszesz temp w palenisku musi być powyżej 900*C.

Jako ciekawostkę podam że przy podciśnieniu 1atm to możesz nawet gnojem/kompostem palić ale jak uzyskać takie podciśnienie :) w warunkach domowych

Nadtopiłem stalowy tygiel, topiąc w nim inne metale na ruszcie, na węglu w piecu kaflowym, więc sorry...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie 160 litrowy bojler nabity do 70-74 st. C starcza dla dwóch osób na trzy doby. Żeby jeszcze było śmieszniej dziennie około 10-15 litrów tej wody idzie na potrzeby nie związane z "domem". Więc albo masz dużą rodzinę albo rozrzutnie korzystasz z ciepłej wody albo bojler nie na całej swojej objętości ma taka temp. jak napisałeś lub też jest jakiś błąd w instalacji i ciepło gdzieś z niego ucieka. Twoje 120 litrów podgrzane do 70-80 stopni zmieszane z zimną wodą do temp. około 45 st. C, czyli takiej jaka potrzebna jest zazwyczaj w kranie daje faktycznie coś około 200 litrów ciepłej wody. Zastanów się, czy rzeczywiście tyle zużywasz w ciągu doby ?

4 osoby dorosłe dbające o higienę. Zmywa się też naczynia ręcznie...

Przynajmniej 2 osoby biorą konkretny prysznic codziennie...

Zbytek?

Myślę że standart.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Sama nazwa producenta niewiele mówi . Wymienniki różnie wykorzystują swoją pojemność do gromadzenia w nich CWU .Do okresowego podgrzewania najlepsze są dwupłaszczowe bo grzeją wodę w całej swojej objętości , natomiast do grzania ciągłego wystarczy jedna wężownica , te jednak w najgorszym stopniu wykorzystują swoją pojemność . W przypadku łączenia zbiorników w celu zgromadzenia CWU na dłuższy czas najlepszy jest układ kaskadowy pozwalający ograniczyć mieszanie wody zimnej napływowej z ciepłą już podgrzaną . Mieszanie następuje w zbiorniku pierwotnym natomiast do zbiornika wtórnego/odbiorczegow którym jest gorąca woda trafia zawsze cieplejsza CWU z wyjścia tego pierwszego . Zaletą tego układu jest również fakt iż nie obciąża on kotła nadmiernie bo układ CO jest w tym przypadku szeregowy czyli grzany jest najpierw zbiornik wtórny i w momencie kiedy cała jego pojemność zostanie nagrzana do temperatury zasilania z kotła i temperatura CO z powrotu zbiornika wzrośnie zaczyna grzać wode w zbiorniku pierwotnym .

Co do obciążenia kotła jest to istotne dla prawidłowej pracy pozostałej części instalacji mając na uwadze że zasobnik płaszczowy 140 litrów potrafi zagospodarować prawie 24 kw z kotła ( gdzieś już wlkeiłem zestawienie )

Przecie napisałem że ma na tyle dużą "wężownicę" w sobie że "przychamowuje" piec.

Bałem się nawet kupując ten zasobnik, że "kociołek" nie uciągnie.

Okazuje się że "uciąga" i nareszcie czuje że ma co grzać.

Naprawdę idzie z biegiem pieca.

Mam możliwość pomacania wystających elementów z zasobnika, tudzież dopływu/odpływu wody,

i mogę powiedzieć że jeśli odpływ jest ciepły, to mam ciepłą wodę...I trwa to kwadrans na drewnie...

Pompka obiegowa "Grundfos" na pierwszym biegu...., od iluś lat... (25/40/60 W)

:) Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Trza by jakiś morał wyciągnąć z tego tematu, znaczy "niskobudżetowy" kociołek 8kW z marketu

ala "Cichewicz"

 

No to wszystko tu jest "ala"

 

Spawy są tam gdzie zabrakło blachy, bo tak się ekonomiczniej wycięło z arkusza ...

Przeszkadzają w czyszczeniu i eksploatacji.

Zadzior metalu pod klapą powietrza pierwotnego spowodował "rozbujanie" kotła do 100st. i zagotowanie

wody jak wszyscy spali... łojejku... klapka się zacięła, a przeca miarkownik dobry...

 

Masakra....

Codziennie, albo co kilka dni czyszczę "wymiennik" powyżej paleniska.

Drzwiczki zrobili na "śrubki" motylkowe....  Bez komentarza. Wiecie co jest grane...

 

Moc!!!!

Taaa........

Się ma koks to będzie grzał.

Cała reszta opału to d...a.

Chyba że dwa razy większy kociołek (taki właśnie zaraz kupię), albo nie przekraczasz temp. 50-60st.

(teraz akurat przekraczam, ale na czyściutkim paliwie,   ze śladowymi ilościami popiołu, czyli drewnie...

 

Jaki pieniądz, taki towar, ale za dużo większe pieniążki też rewelacji w marketach nie widziałem.

 

------------------

Marzy mi się kociołek zgazowujący drewno.

Oszczędność.

Ekologia.

Wygoda.

Tylko ta kasa....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przeprzszam ,że się wtrące.marecki cytujesz post z przed roku,może o niego ci chodzi?

Nie znam dokładnej daty ale ten wcześniejszy post według mnie został"zacytowany"przez użytkownika FireFlame.Może się mylę ale jak dla mnie zbyt wiele szczegółów łączy te dwa posty.Nie mogę znaleźć tego tematu o którym mowa ale poszukam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Minęło trochę księżyców...., łańcuch od pilarki podostrzony, dziśiaj miała test na (najgrubsze) ~50cm, brzoza sosna, i jak w masło.

Gorzej z łupaniem klocków. Siekiera pamięta czasy Gierka. Natomiast grzanie tym towarem w kotle... bajka !

Nawet na sośnie bezdymnie się pali (drewno z posuszu, sosna sucha jak pieprz, brzoza trochę mokra).

Się pytam uprzejmie jak mam tę smołę wyprodukować do zatkania komina z w/w sosny, bo za cholerę nie potrafię.

Kocioł 65-70 stopni. Będę z raz na dobę przepalał "chałupę" póki mrozy nie nastaną. A w ogóle to pozostanę raczej przy drewnie.

Prędzej zmienię kociołek na taki zgazowujący plus bufor niż  kolejną tonę węgla kupię. No ssory taki mamy klimat.

Chyba że węgiel PL kupię po takiej cenie (300 zł, loco Kopalnia, loco Gdynia), w swojej miejscowości.

Aha ! za 2 metry mieszanki, brzoza plus sosna (z dowozem) dałem 200 zł. I chyba zakupię większy konkret na zimę :)

Znaczy się, nawet w kiepskim kociołku można sobie popalić :D

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mały "updejt"

Próbowałem "dusić" kociołek drewnem na ~50st, i marne efekty, wcale mniej nie spaliłem, mam wrażenie że nawet więcej.

Tak jak to ktoś napisał na którymś z forumów: "możesz grzać słabiej i chodzić w kufajce, ale oszczędności nie będzie", i miał rację !

Wychodzi, że chociaż trochę muszą "furkotać" płomyczki w kotle, aby ekonomicznie spalać i nie zadymiać okolicy.

To oznacza w moim kociołku dobranym mocą "na styk" palenie na minimum 60-65 st. Niżej się "dusi" opał.

I powiem szczerze że przy takim paleniu ciężka sucha sosna, bezdymnie się spala, z komina nic nie widać...

Brzózka za to ładną ma korę, pachnie trochę mysim moczem ze stęchlizną, dłużej się pali, ale dużo gorzej grzeje...

Grubo porąbana sosna z pnia (sucha) jest w/g mnie najlepsza, i płomyk ładnie utrzymuje i grzeje, i od pnia też cięta jest ciężka. I już widzę że będzie conajmniej o połowę taniej niż węglem, czysto, tylko roboty z przygotowaniem sporo.

Do szczęścia brakuje mi dolnego spalania w tym kociołku (przystawki) coś ala to (Biovent_SLC_Schnitt 2):Biovent_SLC_Schnitt.png

post-44345-0-53519400-1412624680_thumb.png

Edytowane przez FireFlame

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nieśmiało zapytam czy któryś z szanownych Forumowiczów popełnił jakąś przystawkę do pieca aby uzyskać "dolne spalanie" ?

Ja przymierzam się całkiem poważnie do "dostawianej" "rury"  "zasypowej" do kotła, przystawionej z przodu kotła, albo (po wycięciu "diaksem" itp.

otworu, z boku kotła. Byłaby wyłożona szmotkami 3cm, Pozbawiona rusztu, dysza dla powietrza pierwotnego na poziomie "0", tam gdzie najniższy poziom opału (w drzwiczkach, tak jak na zdjęciu w poście wyżej), tudzież dysza powietrzna wtórna (tak jak na zdjęciu wyżej). W zasadzie w tym momencie mamy gazowe spalanie opału. Celowo napisałem "opału" Ale chodzi raczej o spalanie drewna, i pochodnych z jego przetwórstwa, gdzie występują znikome ilości popiołu. Zastanawia mnie czy wystarczy sama izolacja "szamotką" kanału zasypowego, i czy nie zajmie się cały wsad "w rurze" Cisną mi się jeszcze pytania typu : rura czy kwadrat, jakie szczeliny etc, itp.

Ale to może jak kto napisze co myśli n/t. :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Skoro jeszcze nikt nie odpowiedział n/t palenia drewnem w pospolitym górniaku, to sam sobie i Wam Forumowicze nieco odpowiem.

...Po dzisiejszych doświadczeniach ze spalaniem "progresywnym", trochę drewna + trociny później, jestem pod wrażeniem. Parę szczap konkretnych na rozpałkę kotła, dalej w zasadzie tylko dosyp trocin, i przesuwanie żaru z ogniem do "przodu" kotła, i w 3 godziny 80 stopni na kotle, w domu ponad 25, idę spać na trawnik, bo za gorąco. Wsumie wszystko sprowadza się do "dolnego" spalania w "górniaku". Te dwa metry drewna, brzoza + sosna, to raczej nie dam rady w 1 miesiąc spalić. No ale..., trochę jest co ciąć i rąbać, więc nie polecam wygodnickim ...

Idąc jednak tym tropem (spalanie biomasy), i kupując niegdyś Ten nieszczęsny kociołek, co mi tyle węgla zrzera, postanowiłem dorobić do niego dolne spalanie (palnik z szamotek standartowych, ew. jakiś otwór konieczny).

I tu mam pomysł  coś na kształt "Rocket Stove", dostawiane do kotła.

Wydaje mi się że tego rodzaje konstrukcje, powstały i były opisywane na: forum.info-ogrzewanie.pl, jednak nikt nie popełnił uniwersalnej konstrukcji do pospolitych kociołków sprzedawanych w hipermarketach, ja taki mam, i większość z Was pewnie też...

A ja mam pomysł na konstrukcję "przedpaleniska" z\ szamotek stanartowych, łatwych do wymiany, zamkniętą w kontowniki stalowe, podobnie jak akwarium, na to ze 2-3 cm, z zewnątrz wełna mineralna jako izolacja, znów 2-3 cm, i najważniejsze: palnik wsuwany do "Waszego kotła" obudowany szamotem ( bo jest najtańszym ogólnodostępnym materiałem ogniochronnym ). W grę jeszcze wchodzi (aby tanio było), perlit.

I w moim kociołku, dziurę z boku wyciąć muszę w blasze. Na szczęście (hehe, spieprzyli ten element, ale właśnie dlatego kupiłem Ten, a nie inny ...)

No bo w Moim kociołku mogę sobie wyciąć prostokątny otwór z boku kotła, pod rusztem, bo tam już nie ma płaszcza wodnego.

Kanałek z szamotek dla spalin+zasyp paliwa z pionu.

 

Hej !?

 

Co myślicie !?

 

Uda się, czy nie !?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Uda się.

 

To wszystko już było na tym forum. 

Palenie drewnem w górniaku też. 

Przystawka rakietowa (coś na podobieństwo) była w wersji zewnętrznej jak i wewnętrznej. Sam nawet testowałem taką. 

Zainwestuj trochę czasu w czytanie i będzie dobrze:-)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Poczytaj o przedpalenisku kol. Hesa bardzo ciekawe, tanie i proste podejście do tematu.

Kocioł to 2 człony łączone i wymienne, pierwszy to cześć paleniskowa wszystko z szamotu- tu się wrzuca opał i pali; drugi to część wymienników (do tego może służyć najtańszy marketowski kocioł lub "grzejnik żeliwny obudowany szczelnie-Heso tak ma)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

HP79 i HAN podbudowaliście mnie. A już myślałem trochę, że błądzę w ślepej uliczce ... ;)

 

Na pewno dziurę z boku kociołka zrobię, i będę próbował. Bo z boku najlepsze miejsce na "dostawkę". Mi nie chodzi o "RocketStove", tylko o czyste, z max. sprawnością spalanie opału, w moim przypadku drewna. No i rzadziej do kociołka chodzić... Na składzie budowlanym obok mnie

"szamotki" 3 cm są po 3,20 zł za szt. Zaraz zabieram się do szkicowania, ile ich trzeba. Aaa, oczywiście ruszt z "przęsełek żeliwnych w kotle demontuję, natentychmiast... :D

 

A tak na marginesie....: ; Lepiej pali się wszelki opał w mym kociołku, gdy połowa rusztu zatkana. Bo wtedy jest intensywniejszy nadmuch powietrza przez pozostałe szczeliny ( na wskutek ciągu kominowego) i wyższą temp. spaliny osiągają, aż miło posłuchać miejscowego przegrzewania....

 

No to do roboty ...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

Niestety nadyrężone ramię 3.5kg siekieromłotem, i wreszcie "nadejszla" zima ostudziły me zapały dziurawienia kotła i przeróbek na dolniak. Trza palić, a nie eksperymentować...

Kupiłem więc 0,5t "wungla"  Wyczyściłem własnoręcznie komin aż w wyczystce w piwnicy zobaczyłem błękitne prostokątne niebo w lusterku.

Tak samo rozebrane rury dymowe wiechciami zwyciorowałem, kociołek oskrobałem niemal do żywego,. palę....

*** to za delikatne słowo. Nawet tydzień nie minął, nie ciągnie..., rozpiepszam wszystko do komina..., w środku jakaś czarna wata...

Znaczy się debil jestem z rodu alzheimer i zapomniałem jak palić..., i tu długo opisywać me szamotki w palenisku, tak i siak, deflektory, dodatkowe zawirowywaxze, dodatkowe

półki wydłużające ciąg spalin. Doszedłem do wniosku że póki węgiel się nie skoksuje trzeba powietrza wtórnego na max. i jest mniej dymu. No ale dalej te cholerne "koty" z czarnej waty zalepiają mi kocioł i komin...

Nareszcie kończy się węgiel, (chyba kupię droższy, lepśiejszy, bo sąsiedzi też nażekają), dzwonię..., "tak samo jak było 700 za tonę tylko trochę lepszy"....

No to biorę ten "tańszy za 700" z duszą na ramieniu...

.

.

.

Qurde :blink:

Ostatni raz taki węgiel widziałem w tym domu ponad trzydzieści lat temu, jak moja Babcia żyła. Ja jeszcze okazyjnie nim popalałem przez kilka następnych lat.

Jak przez mgłę pamiętam skład opałowy przy torach z hałdami węgla.

A tam tabliczki na kijku wbite w węgiel: "Antracyt:, "Koksujący", "Płomienny".

Do dzisiaj myślałem że to sen, media wmawiają że tak dobrego węgla w Polsce nie ma, (to skąd był wtedy?).

 

I teraz najlepsze.

Przywiózł mi młody wywrotką ten nowy węgiel, pytam: wiadomo skąd ?, z Gdyni odpiera...

- aha, to znaczy już wiem skąd...

- nie nie, Panie tamten wcześniej to był ruski, a ten jest z Australii...., ma inny kształt...., czarny...., ***....

 

***..., szczęka oadła mi po raz drugi.

Z kilku powodów:

 

1. Przez te wszystkie 20 z hakiem lat paliłem *** węglem.

2. Jednak jest dobry węgiel do palenia w domowym kociołku.

3. Nagle zaczęły sensownie działać: miarkownik PP, i regulacja PW, bez żadnych dodatkowych kierownic PW....

 

Dochodzę do wniosku, że znakomita większość problemów ze spalaniem węgla kamiennego, bierrze się z jego nieodpowiedniej jakości.

 

Tu prawie nie mam popiołu, spala się jak .... węgiel drzewny, bez dymu prawie, po 5 godzinach koksiki,... ruszę, .... i znów grzeje....

 

Wniosek mam taki że albo kupować dobry węgiel, albo przenieść się do ciepłych krajów, np. Australii,

gdzie występuje jeden aborygen/km2, i która to jest największym eksporterem węgla :)

Edytowane przez Ryszard
Proszę nie używać wulgaryzmów

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

Jeszcze o tym węglu co zaczęłem nim wczoraj palić. Wygląda że rewelacja. Ciężko taki znaleźć, nie spotkałem w okolicy przez lata.

Naprawdę wywraca do góry nogami wyobrażenie o paleniu węglem, kopceniu. Tu się nic nie kopci, nawet po narzuceniu 3-4 kg świeżego na wierzch,

no może minimalnie, ale oczywiście PW na max. Trzeba by się postarać kopcić, np zasypać całość tak aby zadusić płomień.

 

Ten sort węgla zamienia mi się po iluś godzinach w klasyczny koks, i dalej się pali.

Dlaczego takiego węgla nie można normalnie wybrać i kupić ?

Ciekawe jaki ma to związek z ostatnim ogromnym transportem morskim węgla do Gdyni z Australii (następne w drodze) dla pewnej dużej koksowni na południu Polski...

 

Ja sobie życzę na codzień takiego opału i Wam wszystkim, zamiast popiołu smoły sadzy etc.

 

Aha, kociołek oskrobałem dzisiaj znów, i odpada to co nie chciało wcześniej odpaść.. płatami.

Wizualnie; świeci na żółto-pomarańczowo, nawet na samym PW, i niemiłosiernie grzeje.

Pewnie na temu podobnym paliwie producenci kotłów certyfikują swe wyroby. Nie pisną za to słowa że w PL takiegoż paliwa nie ma. :wacko:

 

Kupujcie z tego statku węgiel póki jeszcze jest, ja już nie mam kasy w tym miesiącu :D

Edytowane przez FireFlame

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiem że ten dobry węgiel to epizod, który ciężko będzie powtórzyć, dlatego jak minie zima, cały czas skłaniam się do przeróbki kotła na dolnopalny,

Ale tak aby spalanie całkowicie zachodziło w otoczeniu ogniotrwałej izolacji termicznej (jakkolwiek ją zwał).

Pomieważ mam kociołek otwarty od dołu, to pomyślałem jednak że postawię go na "czterech" kątownikach, podmuruję szamotkami dla izolacji od dołu, a z boku zasyp, tylko nie wiem czy cały wymurowywać, czy tylko dolną część. I proszę bez kąśliwych uwag, bo oglądałem już 15 kg zasobnik w kształcie spłuczki gdzie pellet sam się zsypywał do pieca kaflowego, i działało, zasyp 24h palenia bez obsługi, daje do myślenia, film mam na dysku, mogę wrzucić, wszystko grawitacyjnie, bez żadnej dmuchawy etc.

Ja nie chcę spalać "Pelletu", "Australijskiego węgla", tylko zrębkę, trawę, lioście, biomasę szeroko rozumianą, etc... To tak z wiosną :)
 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Aha, żeby nie było to daję fotki z palenia od góry tym towarem. Rozpalone o 17-tej....

z lampą i bez ,,,,Teraz jest 22:20...., do rana mam spokój jak sądzę, przeszło 60 st, na kotle. Pozdrawiam, :rolleyes:

post-44345-0-46047000-1423257563_thumb.jpg

post-44345-0-57885100-1423257565_thumb.jpg

post-44345-0-16739200-1423257568_thumb.jpg

post-44345-0-03131200-1423257571_thumb.jpg

post-44345-0-81053300-1423257573_thumb.jpg

post-44345-0-62667400-1423257577_thumb.jpg

post-44345-0-45654600-1423257581_thumb.jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

Pomieważ mam kociołek otwarty od dołu, to pomyślałem jednak że postawię go na "czterech" kątownikach, podmuruję szamotkami dla izolacji od dołu, a z boku zasyp, tylko nie wiem czy cały wymurowywać, czy tylko dolną część. I proszę bez kąśliwych uwag, bo oglądałem już 15 kg zasobnik w kształcie spłuczki gdzie pellet sam się zsypywał do pieca kaflowego, i działało, zasyp 24h palenia bez obsługi, daje do myślenia, film mam na dysku, mogę wrzucić, wszystko grawitacyjnie, bez żadnej dmuchawy etc.

 

Ja nie chcę spalać "Pelletu", "Australijskiego węgla", tylko zrębkę, trawę, lioście, biomasę szeroko rozumianą, etc... To tak z wiosną :)

 

Tu masz trochę o tym pseudo podajniku/ palniku https://forum.info-ogrzewanie.pl/topic/18093-mini-palnik-na-pellet-kominek-kocio%C5%82/

 

Tylko nie wiem czy on na zrębkę będzie działał.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

Qurde :blink:

Ostatni raz taki węgiel widziałem w tym domu ponad trzydzieści lat temu, jak moja Babcia żyła. Ja jeszcze okazyjnie nim popalałem przez kilka następnych lat.

Jak przez mgłę pamiętam skład opałowy przy torach z hałdami węgla.

A tam tabliczki na kijku wbite w węgiel: "Antracyt:, "Koksujący", "Płomienny".

Do dzisiaj myślałem że to sen, media wmawiają że tak dobrego węgla w Polsce nie ma, (to skąd był wtedy?).

Pytam co wciągasz, bo ciśniesz takie kity, że aż w d..  szczypie. 30 lat temu nie było składów węgla z tabliczkami "płomienny". "koksujący", czy "antracyt". Deputatowcy odbierali węgiel na kopalniach i wyznaczonych składnicach węgla, które mieściły się przy bocznicach kolejowych. Indywidualni kupowali węgiel z wielkimi problemami na asygnaty, a rolnicy dostawali przydział po oddaniu np. żywca. Brało się, to co było i na pewno nie koksujący, bo ten był wciągany w całości przez przemysł i eksport. Do odbiorców indywidualnych trafiał słabszy węgiel szczególnie z rejonów Zagłębia Dąbrowskiego i Małopolski. Stąd brały się potem legendy, że najlepszy do palenia w piecach jest węgiel z Bytomia i Katowic, bo jak już taki się trafił (a było wiadomo z dokumentów dostawy i kartek które wkładano z krateczki w wagonach) to różnica w jakości była porażająca. Poczytaj sobie trochę i nie twórz beletrystyki:

 

"Tymczasem uwadze umknie najdłużej funkcjonująca reglamentacja, trwająca około 40 lat reglamentacja opału. Była ona nad wyraz uciążliwa i odczuwalna, bowiem pomimo zwiększającego się wydobycia węgla w Polsce z powodu jego intensywnego eksportu, ciągle go brakowało zarówno w mieście jak i na wsi. Tam, gdzie w pobliżu znajdowały się kompleksy leśne lub złoża torfu jakoś sobie radzono. Natomiast w innych rejonach kraju opał był na wagę złota. Brak opału odczuwali szczególnie boleśnie mieszkańcy baraków i domków jednorodzinnych. Tam ogrzewano pomieszczenia piecami kaflowymi zadziej był centralne ogrzewanie. Często bywało tak, że ogrzewano tylko jedno pomieszczenie, pozostawiając pozostałe nieogrzane. Zwykle nie ogrzewano sypialni wychodząc z założenia, że pod pierzyną jest wystarczająco ciepło, a w zimnym pomieszczeniu lepiej się śpi.

 
Gdy w rodzinie były małe dzieci lub osoby starsze obłożnie chore, o taki manipulowaniu ciepłem nie mogło być mowy. Wtedy pozostawały dwie możliwości, prośba o dodatkowy przydział opału składana do Wydziału Handlu miejscowej Rady Narodowej, lub zakup opału od osób które miały tak zwany deputat węglowy czyli na przykład pracownicy PKP. Wystarczyło mieć znajomego kolejarz i odpowiednią ilość pieniędzy i z opałem nie było problemu.
 
Wszystkie te problemy opałowe brały się z niskich stosunkowo, rocznych przydziałów opału dla poszczególnych rodzin. Podstawą przydziału węgla lub koksu był przydział na mieszkanie otrzymywany z Wydziału Lokalowego zwanego potocznie kwaterunkiem. Dokument ten określał powierzchnię zamieszkiwanego lokalu, a to było podstawą naliczonych norm opału. W naliczaniu tym uwzględniano opał dla celów kuchennych i grzewczych, a w zależności od urządzeń grzewczych przydzielano węgiel lub koks. Każde indywidualne gospodarstwo domowe miało swoją kartotekę w składzie opałowym, do którego było na stałe przywiązane. W budynkach o wielu kondygnacjach ogrzewanych centralnie przydział opału dotyczył wyłącznie opału dla tzw. potrzeb bytowych, czyli na trzon kuchenny o ile nie gotowano na gazie.
 
W przypadku, gdy przydział opału był znaczny, skład opałowy dzielił go na dwie raty, wiosenną i jesienną. W Gdyni były cztery składy opałowe podległe Okręgowemu Przedsiębiorstwu Handlu Opałem i Materiałami Budowlanymi. Dyrekcja tego OPHOiM mieściła się w Oliwie i obejmowała tereny miejskie naszego województwa, tereny wiejskie zaopatrywane były przez Spółdzielnię Wiejska „Samopomoc Chłopska” i funkcjonowały na nieco innych zasadach. Przydziały opału dla wsi były między innymi uzależnione od obowiązkowych dostaw produktów rolnych."
Edytowane przez zwanzig

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.

Ładowanie

  • Podobna zawartość

    • Przez sonboten47
      Witam wszystkich Forumowiczów :D Jest to mój pierwszy post na tym forum, aczkolwiek czytam to forum (i wdrażam w życie rozwiązania tu proponowane) od kilku lat. Jestem posiadaczem kotła górnego spalania wyprodukowanego przez lokalnego kotlarza około 20 lat temu. Według słów producenta kocioł ma 2,3 m3 pow. wymiennika ciepła, ogrzewa dom wolnostojący o pow. około 200 m2, rok budowy 1934, nieocieplony. Luksus nie jest, ale jakoś daje radę ;) Zresztą musi, bo nie mam i w najbliższej przyszłości nie będę miał funduszy na wymianę kotła. Staram się zatem ogarniać sytuację za pomocą tego co mam. Rozpalanie od góry praktykuję od około 2 lat, wcześniej paliłem raczej drewnem lecz zdrowie już nie to a i czasu brak na przygotowywanie drewna na opał. Zmodyfikowałem nieco kocioł - pierwotnie nie miał wcale powietrza wtórnego. W tym roku założyłem kierownicę powietrza wtórnego, jak na zdjęciu.
      A teraz do rzeczy. Palę węglem z KWK Wujek 31 MJ i z KWK Marcel 30 MJ. Marcel mi się trochę spieka, Wujek nie. Wypalają się ładnie, Wujek nieco lepiej niż Marcel. Zauważam przy paleniu, że po rozpaleniu i wejściu na temperaturę roboczą (miarkownik ustawiony na 60°C), po jakichś 3-4 godzinach od rozpalenia temperatura zaczyna spadać i osiąga około 25-30° C i na tym poziomie zatrzymuje się przez następne 3-4 godziny, po czym znowu samoistnie zaczyna rosnąć do poziomu około 60 °C i już tak zostaje do końca, tj. do wypalenia się węgla (co następuje po około 14 godz. od rozpalenia - zależnie od temperatur zewnętrznych). Moje zdanie jest takie, że do spadku temperatury dochodzi po tym jak w węglu zostaną spalone frakcje lotne - żar dociera na dno paleniska i tam pozostaje, wszelkie operacje powietrzem pierwotnym według mojej obserwacji nie przynoszą rezultatu. Gdy otwieram górne drzwiczki, to w palenisku jest zupełnie ciemno, jednak w dolnych drzwiczkach jest czerwono od żaru, który jednak nie daje temperatury wystarczającej do ogrzania kotła. Potem jakby żar rozpoczynał  ponowną wędrówkę do góry i wraca również temperatura. Obserwowałem przy tym komin i w czasie gdy trwa spadek temperatury komin dymi, nie tak strasznie jak przy "klasycznym" sposobie palenia, natomiast gdy temperatura "wróci" to dymu nie ma wcale i stojąc na zewnątrz nie  można poznać czy się w piecu pali czy nie.
      Proszę o wyjaśnienie dlaczego tak się dzieje. Nie muszę chyba mówić, że kilkugodzinna przerwa zmniejsza drastycznie komfort cieplny, bo pomieszczenia ledwo co się zaczną nagrzewać po nocnej przerwie to następuje ten paskudny i niewytłumaczalny dla mnie spadek i temperatura nie jest komfortowa - wynosi około 19 °C, dopiero około godz. 16.00 zaczyna rosnąć. Dodam, że czasem, gdy dzień jest mroźny to okres spadku jest krótszy lub wcale nie występuje. Co może być przyczyną? Dodam, że powietrze wtórne jest cały czas otwarte na maksa, jak widać na zdjęciach, jednak trzeba wziąć pod uwagę, że wylot w kierunku paleniska jest dość mały, co starałem się uchwycić na zdjęciu. Powietrze główne jak napisałem chodzi na miarkowniku, przy rozpalaniu odłączam miarkownik żeby zmniejszyć dopływ powietrza głównego, bo widzę po czarnym dymie że miarkownik podczas rozpalania daje za dużo powietrza. Jak kocioł wejdzie na jakieś 40°C to wtedy podłączam łańcuszek od miarkownika do klapki powietrza głównego.
      Proszę o radę, ponieważ po pierwsze marznę prze sporą część dnia, a po drugie fatalnie to wpływa na ekonomikę spalania.
      Pozdrawiam,
      --
      Jędrzej 




    • Przez Dejwww
      Witam.
       
      Mam dość stary piec jak i całą instalację,bo chyba 20 letnią. Niestety nie jestem w stanie powiedzieć jakiego typu to piec, ile kw itd. (ewentualnie mogę podesłać zdjęcie). Dopiero co wyczyszczony komin, jest cug, pali się bardzo ładnie. Problem jest taki, że gdy rozpalę i dorzucę kilka bryłek węgla, momentalnie tak się hajcuje, że zagotowuje się woda, zapowietrzają grzejniki. Muszę wtedy dolewać wodę i odpowietrzać grzejniki. To bardzo kłopotliwe, bo bardzo szybko robi się gorąco, ale nie mogę dorzucić zbyt wiele węgla. Musiałbym praktycznie co godz chodzić dorzucać żeby się nie zagotowało. Ktoś powiedział mi żeby zostawić górne drzwiczki otwarte. I niby faktycznie nie słychać bulgocącej wody a trochę narzuciłem. Dodam jeszcze że mieszkanie ma może z 45 metrów. Mam łącznie 5 grzejników. Proszę o jakieś porady. Czy zamontować jakąś pompkę? Na piecu nawet nie mam termometra.
      Pozdrawiam.
       
      P.S. Temat założyłem w innym wątku przypadkiem, proszę o usunięcie. Przepraszam, zakładam też tu bo zależy mi na czasie...
    • Przez gege1310
      Witam serdecznie.
      Posiadam nowy kocioł sas nwt 17kw ze sterownikiem optima eco 3 + pid (dom nowy jeszcze nieocieplony,powierzchnia ogrzewana ok.240mk).Przeczytałem wszystkie tematy na temat tego kotła jak i palenia w nim.Pierwsze palenie wykonałem z dmuchawą i funkcją pid zalecaną przez producenta,co zauważyłem to:dużo dymu z komina, przy delikatnym otwarciu drzwi zasypowych w piecu pełno dymu ,brak żaru jakby się węgiel kisił.
      2 sposób palenia polegał na paleniu z miarownikiem ciągu metodą kroczącą czyli : na dno trochę węgla orzech przysypany groszkiem na to drzewo (czyli palenie od góry) po wypaleniu węgla został żar który przepchałem do tyły kotła i ponownie zasypałem piec węglem ,
      to co zuważyłem  to : bardzo mała ilość dymu z komina tylko przy rozpalaniu i to co najważniejsze że po otwarciu drzwi zasypowych niema
      wybuchu z pieca ,węgiel się nie kisi tylko pali żywym ogniem i jest żar.Może jednak da się w tym piecu palić bez większych przeróbek typu zatkanie cegłą szamotową górnego przelotu.
      I tu moje pytanie czy przy paleniu na miarowniku ciąg trzeba demontować dmuchawę ?
    • Przez Cragmite
      Witam,
       
      Zima się zbliża wielkimi krokami, a ja stanąłem przed zadaniem wymiany kotła na nowy, gdyż stary niestety (stety?) wyzionął ducha.
       
      Nie znam mocy poprzedniego kotła, był to bardzo stary, żeliwny kocioł górnego spalania. Z pomocą znajomych i internetowych kalkulatorów oszacowałem moc potrzebną na ogrzanie domu na około 15-16 kW. Piec ma służyć do palenia węglem typu orzech i być sterowany mechanicznym miarkownikiem ciągu. Ciąg kominowy jest bardzo dobry, nie znam dokładnej wysokości komina, ale jest baaardzo szeroki (pozostałość po dawnej kuźni).
       
       
      Naczytałem się mnóstwa nieprzychylnych opinii na temat górniaków, więc raczej zdecyduję się na kocioł DS, tylko... nie wiem na jaki.  :(
       
      Cena maksymalna (do której jednak wolałbym się nie zbliżać...) to 4000 zł. Obecnie mam dylemat spośród 3 modeli:
       
      1. KSGW Zgoda (http://czysteogrzewanie.pl/ranking-kotlow/ksgw-zgoda/)
       
      2. MPM DS (http://czysteogrzewanie.pl/ranking-kotlow/mpm-ds/)
       
      3. Dakon DOR (http://czysteogrzewanie.pl/ranking-kotlow/dakon-dor/)
       
      Wiem na razie tyle, że KSGW Zgoda nie ma ceramicznego palnika, co mają pozostałe, a MPM DS nie ma opcji mocy idealnej dla mnie - są albo ciut za mocne (17-19 kW) albo ciut za słabe (12-14 kW).
       
       
      Pomożecie z wyborem? A może doradzicie inny kocioł?
       
      Pozdrawiam!
  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.



×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Używając tej strony zgadzasz się na Polityka prywatności.