Skocz do zawartości
IGNOROWANY

Ustawienia "inaczej"


Romdo
 Udostępnij

Rekomendowane odpowiedzi

Ponieważ znudziła mi się zabawa w eksperymentowanie z ustawieniami, ograniczyłem się do 2 parametrów: przerwy w podawaniu ekogroszku w podtrzymaniu i czasu podawania ekogroszku w podtrzymaniu.

Efekt tego jest taki:

- przy temperaturze zadanej 65 stopni (regulacja użytkownika) na kotle mam stale ok. 66-68 stopni,

- czas podawania w podtrzymaniu 45 sekund (wymaga zmiany ustawień serwisowych),

- czas przerwy w podtrzymaniu 6 minut (regulacja użytkownika),

Kocioł pracuje wyłącznie w podtrzymaniu.

Zużycie ekogroszku ok. 1 tony na miesiąc (3 worki 25 kilo co 2,5-3 doby).

Z zabawy pozostaje zasypywanie i czyszczenie.

Dom nowy - 2 lata, 345 m pow. całkowitej, 210 m użytkowej.

  • Nie zgadzam się 2
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Jakie masz porównanie z poprzednimi "standardowymi" ustawieniami co do zużycia groszku?

 

Ja stosuję taki współczynnik dobowego czasu ciągłego podawania ekogroszku, więc można to mniej więcej porównać.

Teraz jest tak:

1440 minut (tyle ma doba) / 6 minut (przerwa między podawaniami) = 240 cykli x 45 sekund (czas podawania ekogroszku) = 10800 sekund podawania ekogroszku na dobę = 180 minut

Węgiel podawany jest równomiernie, więc i spala się jednakowo.

 

"Standardowo" było bardzo różnie (i to mnie wkurzało, bo ciągle siedziałem w kotłowni) od 138 minut (taki czas mam zanotowany najniższy) po 186 minut i więcej. Tylko że wtedy trudno było utrzymać przez dłuższy czas jednakowe zużycie groszku i sposób jego spalania (większe wahania).

 

Powiem tak, jeśli się ma czas na zabawę, można zmniejszyć zużycie na średnio ok. 150 minut, czyli jakieś 100-150 kg w miesiącu. Tylko czy jest sens spędzać życie w kotłowni?

 

co będzie w przypadku, gdy z jakiegoś powodu nastąpi spadek zapotrzebowania na ciepło?

 

Są 2 możliwości:

-wydłużenie przerwy między podaniami ekogroszku,

-skrócenie czasu podawania ekogroszku.

Wystarczy obserwować temperaturę wody na sterowniku kotła, czy rośnie czy spada.

Dość łatwo można policzyć, co się bardziej opłaca (wzór powyżej).

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Są 2 możliwości:

-wydłużenie przerwy między podaniami ekogroszku,

-skrócenie czasu podawania ekogroszku.

Wystarczy obserwować temperaturę wody na sterowniku kotła, czy rośnie czy spada.

Dość łatwo można policzyć, co się bardziej opłaca (wzór powyżej).

 

dalej pytam, tym razem twoim cytatem " Tylko czy jest sens spędzać życie w kotłowni?"

 

gdyby zdarzyło ci się pójść spać, albo wyskoczyć do pracy, a pech będzie chciał, że przyjdzie ocieplenie i żona stwierdzi, że jej za gorąco i zakręci kilka grzejników?

 

to wtedy ... ?

 

skorzystasz z STB?

 

 

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

będzie BUUUUM :lol: :lol: :lol: :lol:

 

A poważnie to nastąpi wzrost temperatury kotła powyżej poziomu alarmowego załączą się alarmy podajniki,żona wpadnie w panikę i zacznie wydzwaniać do męża :P przesypie eko z palnika i wygasi kocioł.

I dopiero wtedy będzie siedzenie w kotłowni :angry:

podtrzymanie to niebezpieczne narzędzie i jego używanie należy ograniczyć do tego czemu służy czyli podtrzymaniu żaru w palenisku a nie wykorzystywaniu jako główne prowadzenie kotła

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

A czy w "standardowych" ustawieniach nie będzie takiego samego efektu? Jeżeli temperatura wody nie będzie spadała, kocioł wejdzie w podtrzymanie i będzie się regularnie załączał zgodnie z ustawieniami (w moim Geco te parametry są stałe, można je przestawić tylko ręcznie), a to również doprowadzi do wzrastania temperatury wody. Tak czy tak skończy się na STB. Chyba że gdzieś jest błąd w moim rozumowaniu.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

nie będzie.

Jeśli ustawisz przerwę w fazie podtrzymania odpowiednio długą to nawet niewielki odbiór ciepła nie spowoduje nadmiernego wzrostu temperatury. przykładami mogą być ustawienia przy grzaniu CWU w trybie lato np, kotły dostaja porcję paliwa oraz powietrza powiedzmy raz na godzinę lub 2 godziny lub jeszcze rzadziej, tylko po to żeby żar ne wygasł a temperatura w tym czasie nie podnosi się aż tak bardzo.

bardzo łatwo natomiast przy niewielkim odbiorze ciepła doprowadzić kocioł do wrzenia jeśli będziemy zbyt często robić przedmuchy z podawaniem opału. podtrzymanie ma PODTRZYMYWAĆ a nie pracować

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Ja stosuję taki współczynnik dobowego czasu ciągłego podawania ekogroszku, więc można to mniej więcej porównać.

Teraz jest tak:

1440 minut (tyle ma doba) / 6 minut (przerwa między podawaniami) = 240 cykli x 45 sekund (czas podawania ekogroszku) = 10800 sekund podawania ekogroszku na dobę = 180 minut

Węgiel podawany jest równomiernie, więc i spala się jednakowo.

 

"Standardowo" było bardzo różnie (i to mnie wkurzało, bo ciągle siedziałem w kotłowni) od 138 minut (taki czas mam zanotowany najniższy) po 186 minut i więcej. Tylko że wtedy trudno było utrzymać przez dłuższy czas jednakowe zużycie groszku i sposób jego spalania (większe wahania).

 

Powiem tak, jeśli się ma czas na zabawę, można zmniejszyć zużycie na średnio ok. 150 minut, czyli jakieś 100-150 kg w miesiącu. Tylko czy jest sens spędzać życie w kotłowni?

 

 

 

Są 2 możliwości:

-wydłużenie przerwy między podaniami ekogroszku,

-skrócenie czasu podawania ekogroszku.

Wystarczy obserwować temperaturę wody na sterowniku kotła, czy rośnie czy spada.

Dość łatwo można policzyć, co się bardziej opłaca (wzór powyżej).

Witam,

 

Niestety Kolego muszę Cię zmartwić.

Pozwoliłem sobie wytłuścić zdanie, które, z przykrością stwierdzam, pozbawione jest sensu [praktycznego].

Zużycie opału jest uzależnione BARDZO MOCNO od warunków zewnętrznych.

A tu porównujesz zeszłą zimę - najzimniejszą w tysiącleciu (2 lata temu też lekko nie było) oraz obecną zime - najcieplejszą w tysiącleciu.

I wtedy miałeś 186 minut (i może więcej) a teraz masz już 180 minut?

 

Obawiam się, że zużycie w tym rodzaju "palenia" będzie dużo większe, nieopłacalne. To zależy od sprawności kotła dla tej mocy. Być może da się to nawet sprawdzić - jeśli producent kotła robił badania i udostępni Ci wykres sprawności do mocy.

Jak mi taki wykres pokażesz, to Ci dokładnie powiem o ile więcej paliwa będziesz zużywał.

 

Ale eksperyment bardzo fajny, można podyskutować, bo palenie w podtrzymaniu to ważny temat.

 

Pozdrawiam.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję za wszystkie uwagi.

Faktycznie aspekt bezpieczeństwa jest tu najważniejszy - takie grzanie nie pozwala na wychłodzenie wody.

Z drugiej jednak strony dążymy przecież do jak najmniejszego zużycia opału, czyli szybkiego podgrzania i maksymalnego wydłużania podtrzymania.

A co sądzicie o takim rozwiązaniu: ustawić podtrzymanie jak najdłużej się da, ale żeby woda wychłodziła się do załączenia automatyki, czyli nadal regulacja na poziomie podtrzymania.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

jeśli dążysz do minimalizacji spalania to podtrzymanie jest najgorszym rozwiązaniem raczej. tutaj sprawność jest najgorsza a straty największe. większość czasu spalanie odbywa się z niedoborem tlenu na niskiej sprawności a żeby miec ekonomię to trzeba mieć i sprawnośc tak aby wymiana ciepła była efektywna a nie efektowna. szybkie zaś doprowadzenie do temperatury zadanej może się wiązać z potrzebą pracy z dużym nadmiarem powietrza i tutaj spora strata kominowa być może.

Tyle wyciagnąłem z nauk Ja. (na ile to prawda to mądrzejsi ocenią)

Stosuję zasade pracy z minimalną mocą potrzebna do uzyskania temperatury zadanej przy jednoczesnym niestety w miare sensownym poziomie temperatury spalin. Mam sterownik dwustanowy i nie mogę( a może jeszce nie umiem) pieca prowadzić w sposób ciagły. Dodatkowo przewymiarowany kociołek :(

Wtedy ten poziom temperatury spalin mógłby być niższy niestety trzymanie go na poziomie 100-110stC wiąże się z ustawieniem nieco wyższej mocy a tym samym przechodzenia w podtrzymanie. Może gdyby zima była ale w tym roku jej nie ma to było by to prostsze???

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

A co sądzicie o takim rozwiązaniu: ustawić podtrzymanie jak najdłużej się da, ale żeby woda wychłodziła się do załączenia automatyki, czyli nadal regulacja na poziomie podtrzymania.

Tak sobie myślę, że poszedłeś chyba w nieco ślepą uliczkę w rozumowaniu... Każdemu się zdarzy ;-).

Zasada zachowania energii mówi, że tyle ciepła, ile dom potrzebuje - utrzymanie żądanej temperatury - trzeba mu dostarczyć i nie da się tej prawidłowości przeskoczyć żadnym sposobem.

Mówiąc po naszemu: Ze spalenia 1 kg węgla dasz radę uzyskać x energii przy 100 procent sprawności odzyskiwania ciepła. Wiadomo, że taka sytuacja nie istnieje, zatem musimy ten współczynnik odpowiednio zmodyfikować.

I tak dla spalania w optymalnych warunkach - tryb pracy w kotle - można tę sprawność określić na poziomie 50 - 60 procent i to będzie rozsądne założenie.

Jaką sprawność odzysku ciepła uzyskasz, kiedy węgiel nie spala się w optymalnych warunkach? Pamiętaj, że w trybie jaki proponujesz opał jest podawany rzadziej, a przedmuchy są w innych proporcjach, czy ten węgiel spala się u Ciebie na proszek?

Wyznacznikiem dobrego spalenia, a tym samym optymalnej przemiany energii chemicznej w cieplną jest popiół. Mają w nim pozostać tylko składniki niepalne i ma mieć on postać szarego proszku.

Czy u Ciebie tak on wygląda?

Nie łudź się, że stan podtrzymania jest 'lekiem na całe zło'. Obawiam się, że uległeś jakiejś iluzji i dążysz _za wszelką cenę_ do jak najdłuższego czasu podtrzymania dla swojego kotła, ale ta cena jest jednak za wysoka. Normalnie długość czasu podtrzymania zależy od ilości ciepła, którą jest w stanie zgromadzić kocioł pomiędzy chwilami, kiedy osiągnął już zadaną temperaturę, a kiedy ta temperatura spadła o wartość histerezy, a z drugiej strony od odbioru ciepła - i tu są takie czynniki jak wielkość domu, stopień jego docieplenia, temperatura wewnątrz, warunki pogodowe, czyli wiatr, temperatura.., polityka grzewcza domowników i pewnie sporo innych, których nie da się tak łatwo wymienić.

Jaką sprawność spalania przyjmiesz dla 'nietypowego' trybu, w jakim chcesz kocioł prowadzić? 20... może 30 procent...? nie sądzę, by było można osiągnąć sprawność wyższą.

Lepiej zatem zminimalizować spalanie w trybie podtrzymania i podawać tyle węgla, by był jedynie żar na palniku, a kocioł był gotowy do wznowienia pracy, kiedy spadnie w nim temperatura, niż marnować opał spalając go w nieodpowiednich warunkach i część energii wypuszczając przez komin, czy też pozostawiając potomnym w postaci niedopalonego węgla :-)

Jak dla mnie to nie jest właściwa droga do oszczędności. No i... tona węgla na miesiąc... Tyle to ja spalałem w pierwszych miesiącach pierwszego mojego sezonu, kiedy węgiel się niedopalał, bo nie potrafiłem jeszcze kotła opanować, a na zewnątrz u nas temperatury nie podnosiły się nawet do -5 stC - średnia dobowa oscylowała około -8 do -12 stC, a chałupa się jeszcze suszyła po budowie. Obecnie mieszczę się w 500 kg/mc, gdzie temperatury mam lekko tylko poniżej zera. Zatem te Twoje oszczędności to tylko iluzja moim zdaniem.

Nie wyzyskujesz z kotła mocy nominalnej, w nieodpowiednich warunkach spalasz węgiel, narażasz się na niebezpieczeństwo uszkodzenia tak kotła, jak i instalacji oraz utratę gwarancji...

Poświęć jednak troszkę czasu i ustaw sobie ten kocioł tak, jak powinien być ustawiony :-) oszczędności szybko sam zaobserwujesz.

pozdrawiam

Robert G.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Witam

 

Ja jednak chyba zgodzę się z autorem postu. Załączam dwa wykresy. Różnią się tylko i wyłącznie okresem kiedy włącza się podawanie w podtrzymaniu.

a2 podtrzymanie co 8 minut, a1 podtrzymanie co 10 min. Podawanie w podtrzymaniu wynosi 20s.

Jak w z tego wynika w a1 w czasie całego okresu rejestracji nastąpiło dwukrotne włączenie grzanie. W czasie grzania podawanie wyniosło ok 80 sek. Sumarycznie w a1 grzanie wyniosło 160 sek. natomiast w a2 tylko raz (80 sek.).

 

W a1 były 3 ładowania w podtrzymaniu (w sumie 60 sek.), a w a2 6 (w sumie 120 sek.)

 

Podsumowując to przy częstym podawaniu w podtrzymaniu zaoszczędziłem 20 sek.

 

opis kolorów wykresów:

kolor różowy - spaliny podzielone przez 10,

kolor czerwony - temp. wody zasilającej kocioł,

czarny - powrót kotła,

zielony - zadana na dom,

przerywana - zbiornik wody użytkowej,

post-23357-0-30411400-1325509330_thumb.jpg

post-23357-0-15749600-1325509341_thumb.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

wszystko ładnie tylko pytanie czy podczas testu w którym kocioł włączał się częściej nie było większego odbioru ciepła??? jaka była temperatura zewnętrzna ??? drugi test był prowadzony od godziny 9:37 a wtedy mogło już pomagać słońce operujące swoim ciepełkiem w okienka podczas gdy pierwszy test od 7:37 mógł jeszcze odbywać się w okresie słabego nasłonecznienia i niższej temperatury

za dużo zmiennych zewnętrznych które mogły mieć wpływ na zafałszowanie wyników

takie testy należałoby robić w identycznych warunkach żeby można było porównać wyniki

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Ja obstawałbym za dłuższymi okresami pomiarów i nie sugerowałbym się tymi ilościami sekund w krótkiej jednostce czasu.

Najlepiej wsypać do zasobnika węgiel do pełna i zmierzyć na ile dni/godzin ten zasyp wystarczy przy częstym i intensywnym podawaniu w stanie podtrzymania, a mniej intensywnym...

Ja już nauczyłem się nie przejmować chwilowymi skokami i wahaniami, bo wiem, że liczy się ogólny rozrachunek i długi okres pomiaru :-). Bywają momenty, kiedy kocioł pracuje bardziej intensywnie i zużywa więcej opału, ale energia, którą on produkuje, nie ginie... ona zostaje gdzieś zmagazynowana - ot chociażby w podłogówce - i potem kocioł przez następne dni już pracuje dużo spokojniej i zużywa mniej, bo energia jest - z wcześniejszej pracy. Wahania zawsze będą i jednego dnia pójdzie 18 kg, a drugiego już tylko 15... samo podtrzymanie ma służyć podtrzymaniu żaru, a nie pracy, a że przy okazji trochę opóźni kolejne załączenie palnika... to i tak zależy od aktualnie odbieranej mocy, a spalanie przy małym dopływie powietrza - jak w trybie podtrzymania - jest mało efektywne i generuje sporo sadzy, która zawiera niewyzyskaną część energii.

Pewnie, że kiedy w podtrzymaniu palnik dostanie więcej węgla, to łatwiej mu potem wystartować, kiedy zaczyna pracę, ale na samą pracę w trybie podtrzymania bym jednak nie liczył, z jakich względów... napisałem powyżej.

 

pozdrawiam

Robert G.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

 

Pewnie, że kiedy w podtrzymaniu palnik dostanie więcej węgla, to łatwiej mu potem wystartować, kiedy zaczyna pracę,

 

Od kilku dni mam tak ustawione podtrzymnie ,że po zakończeniu pracy tłok pracuje co 5 minut przez 1/3 swojego normalnego cyklu z opóźnieniem załączenia dmuchawy.Ona tylko przy 20sek pracy w podtrzymaniu startuje na ostanie 5.

To taki niedoskonały czujnik położenia żaru:)Oczywiście to tylko próby nad którymi na razie nie mam czasu posiedzieć.

Było tak,że temp po załączeniu tłoka spadała o 5-6 st a tłok wykonywał około 3 cykle podań opału,przy zmianie niekiedy tez tak jest ,ale przeważnie temp nie spada ponizej 3 st od zadanej

Brak u mnie pozycjonowania tłoka i róznie z nim jest .

Metoda jeszcze nie sprawdzona,czy więcej zużyje opału czy nie,ale brak jest wytwarzania się dymu przy tych podaniach w podtrzymaniu.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Tak jak pisałem w innym wątku udało mi się ustawić tak bruliego ( http://bruli.czp.pl/ ) - na opcji regulatora pokojowego, że jak wchodzi w tryb grzania (pracy) to grzeje w trybie ciągłym bez odstawiania aż nagrzeje do zadanej temperatury w pomieszczeniach. Co prawda jest ustawiony tak, że jak zadana jest 50 st C na kotle to kocioł osiąga załóżmy 2 do 3 st C mniej od zadanej i tak się trzyma czyli w ogóle nie przechodzi w tym czasie w tryb podtrzymania. ( jedna uwaga te 2 lub 3 stopnie dogrzeje jeszcze na wyjściu na CO to moje drugie ogniwo ale to zupełnie inna sprawa)

 

Natomiast w pozostałym czasie ( teraz to jest gdzieś 3/4 dnia) kocioł jest w trybie podtrzymania - ale tak zmodyfikowanym, że pełni funkcję dogrzewania na mniejszej mocy pracując w tym obszarze w trybie dwustanowym, a mianowicie:

- temperatura zadana kotła na 44 st C - kocioł po dogrzaniu do zadanej spada do najniższej temperatury 42 st C i niżej i znowu dogrzewa do zadanej,

- kocioł pracuje na funkcji pompy CO cyklicznej - ustawiona co 10 min 1 min pompowania CO i w ten sposób dogrzewa całą instalację i dom,

- w pewnej części poza przepompowaniem CO pomieszczenia dogrzewają się grawitacyjnie - co łagodzi spadek temperatury,

- pompa CWU chodzi jako CWU plus mieszająca, czyli włącza się razem z pompą CO i dogrzewa dodatkowo CWU ? a i powrót stoi teraz deczko wyżej.

 

Taki sposób grzania i prowadzenia kotła w tej chwili u mnie się sprawdza :) wydaje mi się, że jest jakiś łagodniejszy. Dawniej jeszcze na sterowniku ST 37 trzymałem kocioł jak najdłużej w podtrzymaniu z długim czasem przerwy w podtrzymaniu. Bruli niestety sam sobie koryguje nastawy w podtrzymaniu to postanowiłem to wykorzystać jak powyżej. Nie zauważyłem aby taki sposób prowadzenia kotła miał wpływ na zmniejszenie zużycia ( przynajmniej jakieś widoczne) http://www.czp.pl/cieplnik/

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.

Ładowanie
 Udostępnij

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Używając tej strony zgadzasz się na Polityka prywatności.