Skocz do zawartości
IGNOROWANY

z podajnikiem


krzysiekpli
 Udostępnij

Rekomendowane odpowiedzi

Witam, nie mam zamiaru nikogo obrazić, ale co z tymi kotłami z podajnikiem? Czy te kotły to kicha czy obsługujący je nie dają rady B). To te forum spowodowało to że kupiłem piec bez podajnika. Dwa razy zachodzę do kotłowni, rano i wieczorem. Jak pomyślałem że mam dać dwa razy tyle kasy i potem dołączyć do grona szczęśliwców którzy mają piec z podajnikiem i chodzą do kotłowni tyle razy co ja albo częściej by obserwować czy wszystko ok, tak jak niektórzy na tym forum to WOLE BEZ. I jak na razie nie mam problemu żeby dwa razy na dzień zajrzeć do pieca, w którym nie ma się co skitrać, bo nowinką techniczną jest miarkownik ciągu.

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mamy już dyskusję - automatyka/brak automatyki - szykuje się - podajnik/bez podajnika - chociaż akurat te problemy na siebie zachodzą B) I dobrze - po to mamy to forum - było nie było - dyskusyjne :)

 

Cóż - jako użytkownik pieca z podajnikiem muszę przyznać, że w ogóle nie czuję się urażony ponieważ nie do końca masz rację. Najczęstszą przyczyną problemów z tymi piecami jest ich niewłaściwy montaż i/lub zaprogramowanie, ew. niewłaściwa jakość opału a nie sam fakt zamontowania w nich podajnika. Właśnie rozwiązania tych problemów szukają tutaj użytkownicy kotłów z podajnikami i myślę, że w dużej części takie rozwiązania lub porady znajdują. Taka uroda forum - tutaj przychodzi się z problemami :) A że teraz dość często decydujemy się na tego typu kotły to i częściej mamy problem z ich poprawnym "dostrojeniem" - taki rozruch jest tutaj trudniejszy niż w przypadku prostszych kotłów.

 

Kolejnym problemem jest zła jakość opału. Tutaj również niesłusznie oberwało się podajnikowi - a powinno osobom, które wykorzystują w sposób mało etyczny popyt na ekogroszek. Ale generalnie ten problem nie powoduje jakichś strasznych konsekwencji a jedynie np. nieco większe zużycie opału, konieczność częstszego czyszczenia kotła lub też pylenie w kotłowni.

 

Jak już wielokrotnie pisałem na forum ja z pieca jestem w 99,9% zadowolony i chodzę do kotłowni dokładnie tak rzadko jak chciałem (czyli generalnie poza przypadkami szczególnymi raz na 4-7 dni). A na forum szukam sposobów na to, aby chodzić jeszcze o jeden dzień rzadziej. I tak naprawdę tylko piec z podajnikiem (lub gazowy) jest w stanie zaspokoić moje potrzeby. Dla mnie 2x dziennie to o 2x za dużo.

 

Zresztą zauważmy, że na forum o poradę pytają się również właściciele pieców bez podajników i nawet bez automatyki. Sam byłem użytkownikiem podobnego pieca i również miałem z nim problemy wynikające np. z nagłej zmiany ciągu w kominie. Zresztą problemy te (i niebezpieczeństwa z nich wynikające - nie raz budziłem się w nocy z dymem wydobywającym się spod drzwi z piwnicy) skłoniły mnie do zakupu tak zautomatyzowanego pieca.

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

witam,trudno coś powiedzieć, nie wziąłem kotła z podajnikiem ze względu na szeroko zakrojone oszustwo składów,widząc np wąż strażacki leżący na placu (w wiadomych celach) sprzedawanie miału jako groszku,ręczne pakowanie w worki diabli wiedzą czego itd, no i oczywiście ŻADNEJ pozytywnej opini znajomych i przerabianie pieców za grube pieniądze na zwykłe miałowce, lub nawet wymiana,

obecnie królują "pleszewskie" i według moich informacji palą w nich wszystko co tylko jest palne (co widać i czuć), nikt się oczywiście do tego nie przyzna,(to akurat skutek raczej biedy lub skąpstwa)

wyszedłem z założenia,iż mając kocioł na gruby węgiel,tych problemów nie będzie i najwyżej mogą mnie oszukać na wadze, cena tego węgla też jest stabilna w przeciwieństwie do miału który nagle skoczył ze 190 na 420, ekogroszek od 550 -720 !!! czyli droższy jak gruba kostka (580-620)

zastosowanie jeszcze zaworu 4d i 3d jako rozdzielacza (o czym jeszcze nie wiedziałem rozważając zakup) spotęgowały trafność mej decyzji B) taki jest niestety obraz zadupia wielkopolski

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na wstępie chciałem Ci Marcinie podziękować za udzieloną mi odpowiedź, która mnie zadowala w pełni.

Uważam, że rozpoczęła się ciekawa dyskusja w której biorą udział dwa stronnictwa, jedno to "tradycjonaliści" do którego należy jak widzę Krzysiekpli i oczywiście moja osoba, drugie to "awangarda elektroniczna" którego przywódcą jest nasz szef Marcin.

Posługuję się terminologią polityczną, gdyż od pewnego czasu związany jestem z pewnym stronnictwem politycznym. Nazwy nie podaję, bo jest to forum apolityczne. Sądzę, że zwolennicy postępu pozbawieni są przyjemności codziennego rozpalania w kotle

i patrzenia na ogień. Co prawda nie jestem(jak na razie) piromanem, ale lubię patrzyć jak się pali ogień. Rozpalanie w kotle to pewnego rodzaju misterium, a elektronika trochę to wszystko zabija. Jest jeszcze jeden element ściśle praktyczny, a mianowicie koszty elektroniki i energii elektrycznej. Brak prądu (u mnie bardzo często) powoduje trudną sytuację i należy to również brać pod uwagę. Jako polityk ostrzegam, że zbliżają się czasy niepewne i należy się do tego dobrze przygotować.

Biorąc to wszystko pod uwagę apeluję do Ciebie Marcinie - przejdź na naszą stronę!!!

Na koniec mam pewną propozycję, by może kiedyś zorganizować spotkanie uczestników naszego forum i powyższe kwestie przedyskutować przy dobrym piwie.

Pozdrawiam wszystkich !

 

P.S. Powyższy tekst należy traktować trochę z przymrużeniem oka, ale nie do końca.

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam, nie mam zamiaru nikogo obrazić, ale co z tymi kotłami z podajnikiem? Czy te kotły to kicha czy obsługujący je nie dają rady :). To te forum spowodowało to że kupiłem piec bez podajnika. Dwa razy zachodzę do kotłowni, rano i wieczorem. Jak pomyślałem że mam dać dwa razy tyle kasy i potem dołączyć do grona szczęśliwców którzy mają piec z podajnikiem i chodzą do kotłowni tyle razy co ja albo częściej by obserwować czy wszystko ok, tak jak niektórzy na tym forum to WOLE BEZ. I jak na razie nie mam problemu żeby dwa razy na dzień zajrzeć do pieca, w którym nie ma się co skitrać, bo nowinką techniczną jest miarkownik ciągu.

A ja Ci powiem tak: od małego mieszkamy we własnym domu, więc i źródło ciepła własne. Najpierw wyrzucenie piecy kaflowych, potem prosty piec hajnówka, potem piec dolnego spalania i teraz od 3 lat podajnik. Wyliczanka długa, ale jeżeli chodzi o doświadczenie to również niczego sobie - moim zdaniem oczywiście. Super jest mieć pracę 7-15 i do głowy nie brać problemów ludzi którzy wyjeżdżają do pracy 7.30 a wracają 21-czasem 23. Nawet słowem nie wspomniałeś o np. 2 dniowym wyjeździe...! Co wtedy, też tak różowo?! Ja mam na górę wyprowadzony elektr. termometr informujący melodią, że w piecu jest temp. poniżej 45 stopni (zagrał 2 razy, zapomniałem dosypać węgla i zgasło), normalnie jest nastawiony na 56, zasobnika wystarcza na 7-8 dni przy tej pogodzie, przechodząc koło kotłowni słyszę jak miło szemrze wentylator... Fakt, że zanik prądu burzy tę sielankę, ale dopiero z przerwą powyżej godziny, bo w krótszym czasie palenisko ruszy ponownie samo. Końcowy wniosek formułuję taki: kto nie zasmakował podajnika, będzie na przekór szukał jego minusów. A węgiel ? węgiel i tak szuflujemy - Ty codziennie, ja raz na kilka dni (zawsze biorę luzem), ja mam cwu non stop, Ty jak rozpalisz to masz, jak nie to drugie dobrze... Można wyliczać, wyliczać, wyliczać... tylko po co - Tobie pasuje Twoje rozwiązanie, mi moje, więc ogólnie wychodzi na to, że z politycznego punktu widzenia jesteśmy narodem szczęśliwym! pozdr.

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie piec potrafi "trzymać" żar nawet przy 4-6 godzinnej przerwie w dostawie prądu. A węgiel sypię wiaderkiem - polecam (bo zrozumiałem "szuflowanie" jako wsypywanie łopatą).

 

Myślę, że to jaki piec wybierzemy zależy głównie od oczekiwań względem niego. Jeden zobaczy więcej zalet w zwykłym piecu inny w piecu z podajnikiem. I mało kto da się przekonać do innej opcji - wiem bo próbowałem :) Najczęściej sceptycy pieców z podajnikiem podają takie argumenty: wysoka cena zakupu, dużo "ruchomych" części - możliwość awarii, zależność od prądu, "a ja się przyzwyczaiłem, że codziennie schodzę do kotłowni kilka razy", no i niestety dla naszych płuc powodem często jest też to, że w zwykłym piecu można spalić "wszystko".

 

Tak więc jeśli ktoś przyzwyczaił się do codziennego schodzenia do kotłowni to dla niego nie problem - ja generalnie całe życie w mieście z ciepłem z ciepłowni i tak się rozleniwiłem, że chodzenie 2 razy dziennie to dla mnie "mordęga" - nie chodzi o ciężkość tej "pracy", lecz o sam fakt, że trzeba sobie to "wpleść" w rytm dnia. Teraz mam obsługę pieca raz w tygodniu i dobrze mi z tym.

 

A jak rozumiem Krzysiekpli miał tutaj na myśli bardziej aspekty techniczne palenia - moim zdaniem oba rodzaje pieców mają swoje wady i zalety, o których już wspomniałem (również w poprzednim poście). Nie ma niestety (w żadnej dziedzinie życia) produktów idealnych. I dobrze bo życie byłoby nudne :)

 

P.S. Właśnie przypomniało mi to, że muszę zejść do pieca na cotygodniową "siłownię" :)

 

Pozdrawiam

Marcin

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam, w sumie to pisałem bo nie może to do mnie dotrzeć że instalator może nie mieć umiejętności w podłączeniu, ustawieniu czy zmianie programu sterownika. No i nie wpadło mi do głowy żeby rzadziej do pieca chodzić, to dla mnie tak naturalna czynność że nie myślę o jej rzadszym występowaniu czy też o tym że to uciążliwe. Fakt pracuje od 6 do 14 więc ranna wizyta i potem wieczorkiem nie jest zagrożona niespodziewanym wypadem zawodowym.

:)

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Też mnie to dziwi. Ale skoro są ludzie zadowoleni z takich pieców (np. ja) oznacza to, że taki piec można tak ustawić, żeby wszyscy były zadowoleni. Tak więc trudno winę tutaj "zwalać" na piec - jak już wielokrotnie na tym forum można było przeczytać wina jest zawsze po stronie człowieka - projektanta, instalatora, sprzedawcy "chrzczonego" węgla czy też obsługującego piec.

 

To chyba stanowi moją odpowiedź na Twoje pytanie zadane w pierwszym poście: "Czy te kotły to kicha czy obsługujący je nie dają rady" - moim zdaniem nie dają rady właśnie ludzie.

 

Ja pracuję generalnie w domu, ale często w takim trybie, że jak mam natchnienie to na 100% zapominam o bożym świecie - nawet teraz mam problem z załadunkiem pieca. Ale to też wina rozleniwienia. Kiedyś kolega narzekał, że kupił sobie komórkę z fajną baterią - trzyma mu 2 tygodnie i zawsze zapomina jej naładować i telefon mu się wyłącza. Jak miał taką co musiał ładować codziennie to po prostu codziennie wieczorem podłączał do ładowarki i tyle.

 

A u mnie "zbieranie" się do ładowania pieca to skomplikowany proces: "trzeba by załadować", "a może jeszcze wytrzyma", "wieczorem pójdę" - wieczorem idę - "A to dorzucę 2 wiadra - do rana wytrzyma" - rano - zajęty pracą - itd. Teraz dochodzi do tego konieczność kąpieli i przebierania się po takiej obsłudze. Kilka razy popiół wyrzucałem jak już "podchodził" pod palenisko :)

 

Nie dogodzisz :) Ale generalnie oczywiście bardzo mi odpowiada, że jak już załaduję, wyczyszczę to mam minimum 5 dni taki błogi spokój - i o to mi chodziło :)

 

Pozdrawiam

Marcin

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czytając to i inne fora nie należy się zniechęcać do pieców z podajnikiem. Z reguły fora odwiedzają ci którzy maja problemy i stąd może wynikać zniechęcenie do ww kotłów. Sam narazie się przymierzam do zakupu kotła tłokowego bo znudziło mi się chodzenie do piwnicy 2 razy na dobę. Czytając to forum mam różne myśli ale moja buntownicza natura nie pozwala mi być sceptykiem i na przekór negatywnym opiniom kupię sobie taki kocioł i na dodatek zamontuję go w instalacji zamkniętej :)

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Co do samego zakupu będziesz z pewnością (prędzej czy później :) ) zadowolony. Co do instalacji zamkniętej się nie wypowiadam.

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Od 15 lat mam kocił węglowy na instalacji zamkniętej i nie wyobrażam sobie innej. Instacja zamknięta jest z konieczności bo nie ma możliwości założenia zbiornika wyrównawczego. Piwnica i piętro jest moje a na parterze mieszka współwłaściciel i znacznie zdrowsza jest instacja ciśnieniowa niż dyskusja ze współwłaśicielem. :)

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Widzę, że twardo Marcinie stajesz po stronie kotłów z podajnikiem i ........błogiego spokoju. I bardzo dobrze. Ponieważ mamy demokrację, każdy ma prawo do różnych rozwiązań. Co prawda ja jestem tradycjonalistą i wolę bardziej proste grzanie, to widzę jednak, że przedstawiane przez Ciebie argumenty są interesujące i godne uwagi. Być może kiedyś " dorosnę" do podajnika.Jednak póki co to w dniu dzisiejszym "obaliłem" spore drzewo przy użyciu piły motorowej i szykuję się do następnej zimy. Co prawda jestem mieszczuchem od urodzenia, alę muszę przyznać, że przeprowadzka w plener zmienia człowieka. Odnośnie pracy instalacji zamkniętej z zespołem bezpieczeństwa to informuję, że jest to dobre rozwiązanie. Kiedyś dla próby rozbujałem kocioł do 120 stopni i nic się nie stało. Nie słyszałem również o przypadku awarii z tego powodu. Więcej jest kłopotu z zamarzającymi, nieocieplonymi naczyniami otwartymi.

Pozdrawiam

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wczoraj wyjechałem do pracy przed 20-stą, właśnie przed chwilą wróciłem. W domu 24, piec cyka... o to moim zdaniem w tym chodzi. On jest po to, ażebym ja miał lżej, a nie on komfort oglądania mnie 2 razy dziennie. Pozdrawiam szczęśliwych posiadaczy kotłów z podajnikiem! Aha, pozdrawiam również tych, którzy je klną - jak poznają tajniki programowania na pewno je docenią.

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

  • 2 tygodnie później...

Witam,

Jestem co prawda jeszcze "zielony" jeśli chodzi o kotły na paliwo stałe, ale wtrącę swoje trzy grosze. W zeszłym roku przeprowadziliśmy się na wieś i naraz zamiast wygodnego, bezobsługowego kotła gazowego zasilanego z sieci mus było przesiąść się na całkiem inne urządzenie.

Prawdę mówiąc zanim jeszcze zmieniliśmy miejsce zamieszkania byłem przekonany, że kocioł z podajnikiem na ekogroszek to jest źródło ciepła dla nas. Poczytałem trochę artykułów, trochę opini z forów, poczytałem o problemach z ustawieniami sterownika, ale założyłem, że jako informatyk poradzę sobie z nim bez problemów. Możliwości finansowe nie pozwoliły na zakup kotła przed sezonem grzewczym, więc na początek zostaliśmy skazani na kocioł jaki pozostawił nam poprzedni właściciel (kocioł to chyba za dużo powiedziane - ustrojstwo miało pozrywaną obudowę trzymającą się na paru nitach, czy śrubach, drzwiczki trzymające się na słowie honoru, a nie na zawijasach, a całość pokryta ładną równą warstwą rdzy, jak się potem dowiedzieliśmy, zostało toto przywiezione ze złomowca w miejsce kociołka który miał nam zostawić :) ).

Można było kupić nowy kocioł, ale myśmy chcieli koniecznie z podajnikiem, więc postanowiliśmy póki się da korzystać z tego co jest dopóki finanse nie pozwolą na zakup. No i jakoś to grzało :) Ale.... każde rozpalenie to kotłownia cała w sadzy, dymie, kurzu. Pył przedostawał się do mieszkania mimo uszczelnienia drzwi (kotłownia jest dobudowana do domku, od części mieszkalnej oddziela ją sionka). W palenisku węgiel palił się jedynie blisko drzwiczek, trzeba było tego pilnować, podkładać opał co maksimum 2 godziny. Przez noc wygasał, ranek to najczęściej walka z ponownym rozpaleniem, potem wietrzenie kotlowni. Spalało toto tonę węgla przez 3 tygodnie. No ale jakoś grzało do połowy stycznia, kiedy to zamontowano nam nowy kociołek z podajnikiem. Święto w rodzinie :)

Pan instalator stwierdził, że mamy jakiś nietypowy palnik, z którym on doświadczeń nie ma i ustawił "swoje" typowe parametry dla standardowej retorty (ten nasz palnik, to producent określa jako "samoczyszczący", coś na kształt rynny, rura podajnika przechodzi w takie cóś właśnie do rynny podobne). No i zaczęły się schody... Na początek sterownik co kilka godzin wyłączał podajnik sygnalizując ALA3 (brak paliwa, uszkodzony podajnik itp). Potem telefoniczne konsultacje ze specjalistą od sterowników, po korekcie dla odmiany ALA1 (ogień w podajniku). Kolejne konsultacje, kolejne korekty i w końcu kocioł pracuje w sposób ciągły, bez żadnych "AL", ale coby nie było za pięknie, to pali jak smok :):/ Na dobę w okolicach 60 kg. Czyli sporo więcej niż to stareńkie urządzenie ze złomowca !!! Żeby nie było wątpliwości, to dom ma 85 m2 z poddaszem ocieplonym 20 cm wełny. Ale jaki wielki by nie był, to nie mogę zrozumieć w jaki sposób nowoczesny, wysokosprawny, ekonomiczny, skomputeryzowany kocioł może palić więcej niż 19 letni zabytek ledwo trzymający się w całości. Rozumiem, że przede mną jeszcze wiele eksperymentów z odpowiednimi ustawieniami, ale dlaczego one tyle kosztują ?? Optymistycznie zakładałem, że różnica w cenie między kotłem z podajnikiem, a zwykłym nowym kotłem zwróci mi się w ciągu kilku sezonów, a tymczasem przez dobę "wrzucam" do kotła kole 30 zł i nie wiem kiedy (mam jeszcze odrobinę optymizmu więc piszę "kiedy", a nie "czy") spalanie zaczie mi spadać. Może to zboczenie zawodowe, ale wyobrażałem sobie, że takie same dane wejściowe podane do sterownika wygenerują takie same dane wyjściowe, a tymczasem tutaj jest zbyt wiele czynników na które nie mam wpływu, mam na myśli np wielkość domu, jego stan, komin, jakość węgla itp, itd. Może rozwiązaniem choćby częściowym jest sterownik PID, może zawór czterodrożny, ale i to i to musi poczekać.

Gdybym dzisiaj miał jeszcze raz wybierać - kocioł z podajnikiem, czy bez, to sam nie wiem co bym wybrał. Gdyby poprzedni właściciel zostawił w miarę porządny kocioł bez podajnika, to też nie wiem, czy już bym do niego nie wrócił.

No cóż na dzień dzisiajszy moje nastawienie do kotła z podajnikiem dobrze określa powiedzenie byłego prezydenta "jestem za, a nawet przeciw" :)

Pozdrawiam.

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Opisz dokładnie na forum np. Studium przypadku co i czym grzejesz oraz jakie masz ustawienia. Postaramy się coś wykombinować.

 

Tak jak pisałem wcześniej - te kotły spełniają swoją funkcję - trzeba je tylko ustawić :)

 

Pozdrawiam

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Widzę, że twardo Marcinie stajesz po stronie kotłów z podajnikiem i ........błogiego spokoju. I bardzo dobrze. Ponieważ mamy demokrację, każdy ma prawo do różnych rozwiązań. Co prawda ja jestem tradycjonalistą i wolę bardziej proste grzanie, to widzę jednak, że przedstawiane przez Ciebie argumenty są interesujące i godne uwagi. Być może kiedyś " dorosnę" do podajnika.Jednak póki co to w dniu dzisiejszym "obaliłem" spore drzewo przy użyciu piły motorowej i szykuję się do następnej zimy. Co prawda jestem mieszczuchem od urodzenia, alę muszę przyznać, że przeprowadzka w plener zmienia człowieka. Odnośnie pracy instalacji zamkniętej z zespołem bezpieczeństwa to informuję, że jest to dobre rozwiązanie. Kiedyś dla próby rozbujałem kocioł do 120 stopni i nic się nie stało. Nie słyszałem również o przypadku awarii z tego powodu. Więcej jest kłopotu z zamarzającymi, nieocieplonymi naczyniami otwartymi.

Pozdrawiam

Witam.

 

Kazik, jak ci się udało rozbujać kocioł do 120 st? Czy rozmawiamy o skali w stopniach C czy F ? Jeśli w stopniach C to przy jakim ciśnieniu miałeś te 120 stopni? Przecież 100 stopni to temperatura gotującej się wody powyżej której woda zamienia się w parę. Przy 120 st C na kotle to prawie cała woda zamieniła się w parę. Więc jakie ciśnienie miałeś wtedy? Przelicz sobie jak wzrasta ciśnienie i objętość stosunku wody w stanie płynnym powiedzmy 70 litrów do pary z tej objętości wytworzonej. Przy takim wzroście ciśnienia BUM jest nieuniknione i przy 120 st C kocioł zmienia miejsce pobytu z kotłowni na Księżyc. Daruj - nie wierzę.

 

Pozdrawiam.

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja doszedłem do 110 stopni przy ciśnieniu 2 atm, ale już zawór bezpieczeństwa puszczał. To tylko raz w ciągu 15 lat miałem taką sytuację i z własnej głupoty- zostawiłem otwarte drzwiczki. Po tej przygodzie zmieniłem zawór bezpieczeństwa na 1,5 atm i zmniejszyłem ciśnienie w instalacji do 1atm. A więc myślę że jest możliwe dojście do 120 stopni.

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

  • 9 miesięcy temu...

O widzę u nie ktorych zadowolenie. Stary temat, warto odnowić:)) i mam pytanie. w końcu rok mija Waszego użytkowania. Ile zapłaciliście za ten eko groszek, cały sezon i jakie koszta. Ile spaliliście ton?? :) ale szczerze

 

A tego pieca ja bym nie chciał...a no więc tak. PIEC nie jest tani... opał trzeba mieć odpowiedni... czyli groszek i który jak dla mnie jest drogi. Spala się go dużo, pyłu, brudu jest tyle samo jak przy zwykłych węglakach. I obawy czy sie coś nie zepsuje.

Ktoś powie że ma strasznie ciepło czy saune..mnie odpowiada temp, 21-22stopnie, czuje sie odpowiednio. I są nie ekologiczne. (czyt. tu na forum że ktoś spala 70kilo na dobe.) to nie jest normalne :angry:

 

:) Moge sie założyć że taniej wychodzi(w nowym izolowanym domku) palić piecem gazowym dobrym kondensacyjnym...niz kotlami na eko groszek. Komfort jest świetny, zero problemów i pilnować trzeba tylko przeglądów:PP

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No tak - Aslaf - wspominasz tylko o tych co mają problemy - a problemy to nie norma i na szczęście zdecydowaną większość z nich udaje się w krótkim czasie wyeliminować (zresztą takie problemy dotykają wszystkich).

 

Ja spalam ekogroszku mniej niż spalałem kiedyś zwykłego węgla (niewiele mniej, ale grzeję też cwu). Na sezon (wraz z letnim grzaniem wody) wychodzi mi tego około 7-8 ton. Dom mam nieocieplony - 200mkw. Temperaturę utrzymuję 22-23 stopnie.

 

Przy obecnych temperaturach dziennie spalam 35-40 kg eko-groszku, który kupiłem w cenie o paredziesiąt zł niższej niż węgiel "kostka". Dym z komina widuje bardzo sporadycznie i w bardzo małych ilościach. Do kotłowni zaglądam raz na 5-7 dni (no chyba, że chcę sobie sprawdzić jak się wszystko sprawuje).

 

Fakt - idealnie czysto nie jest (bo ekogroszek niestety trochę kurzy przy załadunku).

 

No i porównanie z piecami gazowymi niestety nietrafione - komfort - oczywiście masz rację, ekonomia - zdecydowanie się mylisz :angry:

 

Pozdrawiam

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przyznam, że nie rozumiem do czego zmierzasz. Nikt nie pisał, że to mało. Kwota jest konkretna, ale mówimy o konkretnym przypadku i konkretnych realiach. Trzy lata temu tona ekogroszku kosztowała 100 zł taniej niż węgla i było to około 300 zł z przywozem - 2 razy taniej niż obecnie.

 

Ogrzanie tego domu taniej nie jest takie proste, jest spory i nieocieplony (technologia końca lat 70). Gdy miałem piec "tradycyjny", węglowy spalało się nieco więcej opału (i nie ogrzewał cwu), ale komfortu nawet nie ma co porównywać. Oczywiście sprawa w tym temacie dotyczy tutaj raczej ogrzewania węglowego - zupełnie nie interesowałem się np. ogrzewaniem drewnem - ale spodziewam się, że to jeszcze więcej roboty a o kosztach zupełnie się nie wypowiadam. W moim piecu ogrzewanie miałem również było bez sensu - a cena dobrego miału też już nie jest taka niska.

 

Za ogrzewanie cwu gazem (z którego zrezygnowałem po zamontowaniu bojlera do tego pieca) też płaciłem miesięcznie niezłą sumkę - a komfort korzystania z cwu był mniejszy (dłużej trzeba było czekać na ciepłą wodę).

 

Piec gazowy w takim domu (nieocieplonym) zupełnie odpada. Wiem bo sąsiad miał w podobnym domu - już nie ma. A i w nowym domu dużym prawdopodobieństwem powiem, taniej nie będzie. Ale wiadomo, że przy różnicy kosztów 2 czy 3 tysiące rocznie komfort ogrzewania gazem zaczyna stanowić poważny argument.

 

P.S. Ja ekogroszek kupiłem po 500 zł + 40 za przywóz. Węgiel kostka w tym czasie kosztował kilkadziesiąt złotych więcej.

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Piec gazowy w takim domu (nieocieplonym) zupełnie odpada. Wiem bo sąsiad miał w podobnym domu - już nie ma. A i w nowym domu dużym prawdopodobieństwem powiem, taniej nie będzie. Ale wiadomo, że przy różnicy kosztów 2 czy 3 tysiące rocznie komfort ogrzewania gazem zaczyna stanowić poważny argument.

 

P.S. Ja ekogroszek kupiłem po 500 zł + 40 za przywóz. Węgiel kostka w tym czasie kosztował kilkadziesiąt złotych więcej.

 

Marcin napisales - mial i juz nie ma, ALE CZY NIE BEDZIE MIAL, to jest pytanie?

Zlikwidowal jak groszek byl po 200-300 zl, a teraz jest 2, 3 X TYLE, a gaz poszedl moze 50%. 300% a 50% to zaczyna zmieniac

proporcje.

Nikt nie podal dokladnych wyliczen, a przy tym trendzie szlonego galopu cen wegla to trzeba od nowa wszystko przekarkulowac.

Czy czasem nie wracaja lata 70 80 ub.wieku, gdy wszyscy rezygnowali z wegla - kto wie???

Trzeba brac wszystkie koszty nie tylko wegla. dowoz, skladowanie, prad elektryczny, wywoz popiolu / u mnie kubel smieci teraz

11 zl / robocizna - to nie wyglada juz tak rozowo.

Nie mozna juz tak mowic sloganami, trzeba przeliczyc.

gtoni

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cóż - generalnie tak, że komfortowo i taniej to tylko w erze :angry:. Rynek reguluje ceny (stąd podwyżka cen ekogroszku). Jak wzrośnie tak, że będzie drożej niż gazem to... potanieje, bo będzie drożej niż gazem, a mniej komfortowo.

 

Tak więc mogę z dużą dozą prawdopodobieństwa powiedzieć, że ogrzewanie gazem NIGDY nie będzie tańsze niż węglem.

 

Nie wiem czy mówiąc o latach 70-80 masz na myśli "wejście smoka" z gazem? Na tej fali właśnie m.in. sąsiad zainstalował piec gazowy. Oczywiście krótko to trwało, bo jak zrobił się popyt to gaz podrożał do normalnych "rynkowych" cen. Podobnie zrobiono z ekogroszkiem. Generalnie to typowe wejście z nowym produktem. Ale to mamy już za sobą i nie liczyłbym na żadne anomalie.

 

A kto to liczy "robotę" :) Robota wlicza się właśnie w ten komfort. Ja przy piecu na ekogroszek muszę liczyć 2-4 godzin w miesiącu. Wrzucanie do 4 godzin na sezon. Nie są to więc jakieś olbrzymie nakłady czasowe. Koszty transportu uwzględniłem w poprzednich postach.

 

Popiołu można liczyć ze 3-4 pojemniki na sezon (oczywiście zależnie od opału) - więc też wartość praktycznie pomijalna przy kosztach opału. Prąd - tutaj mi trudno dokładnie liczyć, ale na rachunku jakoś znacznie montażu pieca z dość rozbudowaną automatyką nie odczułem.

 

Na koniec jeszcze zauważę, że zbaczamy z tematu wątku, który dotyczy dylematu z podajnikiem czy bez podajnika :)

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cóż - generalnie tak, że komfortowo i taniej to tylko w erze :angry:. Rynek reguluje ceny (stąd podwyżka cen ekogroszku). Jak wzrośnie tak, że będzie drożej niż gazem to... potanieje, bo będzie drożej niż gazem, a mniej komfortowo.

 

Tak więc mogę z dużą dozą prawdopodobieństwa powiedzieć, że ogrzewanie gazem NIGDY nie będzie tańsze niż węglem.

 

Nie wiem czy mówiąc o latach 70-80 masz na myśli "wejście smoka" z gazem? Na tej fali właśnie m.in. sąsiad zainstalował piec gazowy. Oczywiście krótko to trwało, bo jak zrobił się popyt to gaz podrożał do normalnych "rynkowych" cen. Podobnie zrobiono z ekogroszkiem. Generalnie to typowe wejście z nowym produktem. Ale to mamy już za sobą i nie liczyłbym na żadne anomalie.

 

Ale czy bedzie sie oplacalo - to juz inna sprawa.

W firmach juz sie nie oplaca-niestety, place palaczy ZUS uprawnienia itp.

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.

Ładowanie
 Udostępnij

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Używając tej strony zgadzasz się na Polityka prywatności.