Skocz do zawartości

daromega

Stały forumowicz
  • Postów

    1548
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    70

Treść opublikowana przez daromega

  1. daromega

    EKOGROSZEK SZTYGAR ULTRA

    Za Sztygarem jest jak widać straszna huśtawka. Paliłem nim teraz miesiąc. Pali się OK, trzyma temperaturę, mało sadzy etc. ale ma masę kamienia. Obliczyłem po tym co wyciągałem, że na worek sypią od 3 do 5 kg kamienia. I jest to tak wapień jak i twardy żwir. Średnio 4 kg kamienia na worek można przyjąć w moim przypadku. Nie chcę już tego groszku znać. Średnio 160 kg kamienia na tonie to lekkie przegięcie. Jeszcze mam wiadro tych kamieni. Jak nie wierzycie to zrobię zdjęcie. Popiołu malutko za to kamieni masa.
  2. @witek1234 Kopiuj - będzie z kim pogadać o podajniku :). Po to zamieściłem temat, że może ktoś się skusi... Obecnie z Wujka po spaleniu około 25kg jest płaska mała szufelka popiołu. Drobny luźny bez jakichkolwiek spieków. Ze Sztygara było średnio 4kg kamieni + trochę popiołu i to zawalało małe palenisko 12x12 już na znaczną wysokość. Więc czyszczenie raz na dobę tego bałaganu było konieczne, bo inaczej się nie dało. Odkąd palę Wujkiem czyszczę kocioł raz na 3 doby. Jedynie zasobnik uzupełniam opałem raz dziennie i to wszystko. Warunek do takiej modyfikacji to dobry opał z mała ilością popiołu. A są takie węgle które w retortach nie idą poprawnie, i z tego powodu ich cena jest przyzwoita, a 30 mj robi mega robotę.
  3. Brawo Witek. To po prawo to Sztygar Ultra. Nie do opanowania u mnie w paleniu od góry. To po lewo to Wujek 32.2. Spokojnie się spala od góry. Sztygara kiedyś kupiłem jak paliłem jeszcze z góry i musiałem koledze odstąpić do retorty. Teraz paliłem miesiąc ponownie z podajnikiem i pali się OK, ale ma masę kamienia. Obliczyłem po tym co wyciągam, że na worek sypią od 3 do 5 kg kamienia. I jest to tak wapień jak i twardy żwir. Średnio 4 kg kamienia w worku x 40 worków daje 160 kg na tonie. I za te 160 kg kamienia (a cena Sztygara jest z kosmosu) trzeba położyć prawdziwe złotówki, a nie oszukane jak jest ten Sztygar. Wujkiem paliłem dawniej z gory, i teraz z podajnikiem u mnie też robi robotę, przy czym nie ma kamieni i popiołu też niewiele. Jego problem w retortach to spieki dlatego cena lokalnie dobra bo nie schodzi, a u mnie spiekanie nie ma znaczenia bo się w pył wypala.
  4. Tu się nie ma o co spierać. Każda instalacja jest inna, inny jest kocioł, inny opał etc. Ale zarys zasady spalania jest zawsze taki sam i taki jak opisałem. Tyle że po przejściu na węgiel w miałowcu jeden kocioł trzeba zmniejszać o połowę, inny o 3/4 a jeszcze innego nie potrzeba wcale zmniejszać. Jedna instalacja ma duży odbiór bo ma 500 litrów wody, a inna ma mały bo ma 50 czy 100 litrów. Jedna chata jest termosem, a inna zbudowana za komuny z kamienia i bez ocieplenia z lipnymi oknami. Każdy musi sobie dopasować parametry do swojej chaty , instalacji, opału etc. , ale zasady prawidłowego spalania od góry trzeba się trzymać, bo przebiega wszędzie tak samo. Łapanie kogoś za słówka nie ma sensu, bo spalanie od góry ma wiele zależności i nie ma jednej uniwersalnej instrukcji dla wszystkich. I jeszcze zagadka na koniec. To na foto , to są dwa rodzaje węgla. Jeden pięknie się spala od góry, a drugiego nie można utrzymać w ryzach. Tak gazuje, że mimo full PW kocioł jest niespokojny, kicha parska strzela i nie można nim palić od góry. Który jest OK do spalania z góry a który nie ? :)
  5. @user2018 Każdy kocioł GS odpalony na węglu od góry potrzebuje PP i PW. W jednym jest miarkownik, w innym dmuchawa, a dawniej była śrubka którą ludzie uchylali drzwiczki, albo wręcz nie było niczego tylko regulowali to uchylaniem drzwiczek bo takie proste konstrukcje były 30-40 lat temu. Jednak zasada cały czas jest ta sama. Odpalony kocioł od góry musi się rozpalić. Wtedy nad tym procesem czuwa dozownik PP aby kocioł osiągnął założoną temperaturę. Kiedy ją osiągnie każdy system dozowania PP zamyka jego dopływ na tyle, aby temperatura już nie rosła. Kocioł wchodzi wtedy w tzw. cykl podtrzymania. W fazie odgazowywania podaje się dodatkowo nad palenisko PW aby powstałe gazy się dopalały. Minimalne PP w cyklu podtrzymania powoduje odgazowywanie węgla, a minimalne PW dopalanie gazów. I tak sobie kocioł na wolnych obrotach stoi jakby nieco uśpiony. Kiedy temperatura spada poniżej zadanej kolejny raz musi być dostarczona większa ilość PP, aby temperatura znowu dobiła do zadanej. Jeśli temperatura nie spada poniżej zadanej w cyklu podtrzymania, dozownik PP się nie otwiera bo nie ma takiej potrzeby. Minimalny dopływ PP podtrzymuje cykl w pierwszej fazie odgazowywania a w drugiej spalania koksu i to wszystko. Po odgazowaniu PW nie jest już potrzebne i można je zamknąć. Do spalenia koksu wystarczy PP. I to cała filozofia. Co do przedmuchów przy paleniu węglem typu orzech, przedmuchy wyłączyłem całkowicie. To nie miał czy drobny groszek. Orzech ma na tyle duży przepływ powietrza od dołu do góry że przedmuchy są zbędne całkowicie.
  6. @user2018 Jeśli chcesz ze mną dyskutować to albo zmieniasz ton wypowiedzi albo Cię ignoruję. Szybciej piszesz niż myślisz, a z tym ja polemizował nie będę. Za "duży chłopiec" jestem na to. Jeśli chodzi o spalanie to się doucz i dyskutuj dopiero bo narazie to pojęcia nie masz co napisałeś. Węgiel a miał to jest różnica o 180 stopni. Nie ma co tego porównywać nawet. Przeciąganie to złe dozowanie powietrza i koniec kropka. Dmuchawa z klapką ma szczelinę na klapce około 1-2 mm i to wystarczy aby wegiel się powoli odgazowywałał i spalał. Jak dobry opał to po rozgrzaniu kotła dmuchawa może się załączać na chwilę raz na kilka godzin zaledwie. Pali się powoli spokojnie i do końca bez udziału dmuchawy. Tyle powietrza co z nieszczelności klapki wystarcza i jednocześnie nie przeciąga. Natomiast po przejściu z miału na węgiel w miałowcu, kocioł trzeba dopasować tak, aż osiągnie się jakiś optymalny wynik. A jak padnie to kupić właściwej wielkości pod węgiel czy groszek, bo miału już praktycznie nie ma. EOT.
  7. Dlaczego dusząc ?. Nic się nie dusi. Po prostu paliwo powoli ulatuje w kosmos bo CO tego nie odbiera. Powoli i sukcesywnie , aż do końca nie wypali. Po to się właśnie cegły stosuje do przemiarowanych kotłów, żeby opału w kosmos nie wysyłać. Ale to nie jest problem przeciągania.
  8. @user2018 Dławienie kotła, a kontrolowane dozowanie powietrza to dwa różne pojęcia. To tak samo jak byś miał uszkodzony miarkownik który jest otwarty i chciał żeby było 50 stopni na zasypanym do pełna kotle. Nie da się. Powietrze reguluje cykl palenia od góry. Nic innego. Zmniejszanie cegłami kotła to zupełnie inna opowieść i inne wady / zalety. Żeby panować nad kotłem zasypowym , zasypanym do pełna węglem i odpalonym od góry, musi być sprawny i szczelny "dozownik powietrza" i uszczelnienia kotła - wszystkie bez wyjątku. Reszta to dodatki i kosmetyka. Ja mam 25 kw miałowy kocioł i grzeję 160 metrów. W/g ciepło właściwe powinienem mieć 11 kw. I nic się jakoś nie działo z kotłem zasypanym do pełna prawie 50 kg węgla kiedy jeszcze tak paliłem. A trwało to wiele lat. Spalał powoli z przeciąganiem o 2-3 stopnie od zadanej, od góry do dołu, a w kotle czysto i biało. @przemho Szczelny kocioł to podstawa. Cegły owszem, ale nie są lekiem na obecny problem. Z cegłami zmniejszysz kocioł i to co leci obecnie w komin w jakiejś części pójdzie na grzejniki. Ale to problemu przeciągania nie rozwiązuje.
  9. Miałowcem palę od wielu lat węglem. Zasada jest prosta. Nie ma powietrza kocioł stoi. Jest powietrze kocioł pracuje. Prawdopodobnie masz dmuchawę bez klapki. Dlatego kocioł się rozbiega i nie masz nad nim kontroli. Jeśli masz klapkę to masz inną nieszczelność którą musisz wyeliminować. Jeśli nie masz klapki w dmuchawie musisz albo kupić klapkę i dołożyć, albo kupić dmuchawę z klapką. I to wszystko co tam potrzeba. Kładłem do swojego do pełna groszek czy węgiel i pełna kontrola od początku do końca. Musi być tylko szczelny kocioł na uszczelkach i na dmuchawie z klapka, aby regulować spalanie dopływem powietrza.
  10. Jakieś 9 lat temu ja zmądrzałem odnośnie miału https://forum.info-ogrzewanie.pl/topic/5126-spalanie-ekogroszku-w-typowym-piecu-miałowym/?tab=comments#comment-42307 To jest tak nieekonomiczne i drogie paliwo, a często piach z wodą, że szkoda sobie tym głowę zawracać. Nigdy więcej nie wracaj do miału, a tym bardziej teraz kiedy kocioł jest do wymiany. Resztę co bym dodał do tego tematu napisał kolega berthold61 pod czym ja się w 100% podpisuję. Nie ma co więcej dodawać. Jedynie czego bym nie robił z jego sugestii to dolniaka. Mam ogromną awersję do dolniaków i nigdy więcej choćby to był najepszy na świecie dolniak. Zresztą w dobie automatyki świadomie zniewolanie się jest nie do zaakceptowania dla mnie.
  11. Tu masz sporą ofertę https://sprzedajemy.pl/szukaj?srchm=ls&catCode=&inp_category_id=5&inp_location_id=1&inp_text[v]=kocioł+miał&sort=inp_srt_date_d&items_per_page=30
  12. Jest jeden zasadniczy powód. Jakość opału. Nie ma tego co było kiedyś, że Pieklorz był Pieklorzem co roku takim samym, a opał o innej nazwie był innym takim samym. Teraz co dostawa to inny shit w workach a co za tym idzie w retorcie inne ustawienia i kozetka do kotłowni powinna być w gratisie od firmy sprzedającej opał do retorty. Poczytaj dział opał. Poczytaj o Skarbku i innych. Natomiast nie mam zamiaru kupować jakiegoś opału po 1300 za tonę bo tylko taki się w miarę pali bez egzorcyzmów i ciągłego kręcenia nastawami. W tym moim układzie spala się wszystko w pył. Ustawienia do procesu spalania są sztywne. Nie muszę nic zmieniać przy zmianie opału. Najwyżej zrobi dogrzanie jednym cyklem więcej czy mniej, i wyprodukuje nieco więcej popiołu lub mniej. Żadnych innych zależności nie ma. Natomiast z odpopielaniem automatycznym nie mam ruchu. Gdybym nie miał rusztu wodnego pewnie bym to zrobił jakoś bardziej automatycznie. W tym układzie jestem skazany na ręczną obsługę. Założeniem tej przystawki miało być wyeliminowanie mnie z roli "Kunta Kinte" i to się udało w 100%. Nie jestem palaczem całodobowym, a dokłada za mnie prąd i mechanika.
  13. Półtorej miesiąca system nawęglania już pracuje. Szereg korekt w między czasie robiłem. Przecieram ten szlak więc nie ma wsparcia i sam musiałem doświadczalnie to dopracować aby działało jak najbardziej wydajnie. W ostatnim czasie przyglądałem się na moce i wielkości palników retortowych. Jeszcze tutaj znalazłem pewne wskazówki co można zmienić i skorygować. Na obecną chwilę palnik / palenisko jest z 5 stron wykonane z szamotu. Wszystkie 4 boki + ruszt. Wielkość paleniska wynosi 12x12 cm. Wysokie jest na 5 cegieł czyli około 30cm. Nad paleniskiem jest deflektor z miski nierdzewnej fi 25cm. Ma za zadanie w tym układzie może nie tyle dopalać, co opóźniać wylot ognia i spalin na wymiennik, i tym samym nagrzewać mocniej palenisko szamotowe które oddaje ciepło promieniowo no i rozprasza resztki płomienia. Żadne szamoty jako deflektor się nie sprawdziły. Były większe straty i mniejsza efektywność. Miska poprawiła spalanie dobowe o około 3-4 kg opału. Technika palenia też się ostatecznie zmieniła. Pali się 24/24. Jednak na noc zawór 3 drogowy jest skręcany na jakieś 30 stopni na układ. Inaczej ciężko się śpi bo jest za gorąco. Po nocy wybieram popiół, a raczej kamienie. Palę około 2 tygodnie Sztygarem Ultra i ten groszek jest OK jeśli chodzi o spalanie i temperaturę, tylko jest zakamieniony. Na około worek groszku jest z jedna - dwie szufelki takiego białego drobnego kamienia. Chyba przejdę na coś innego bo mnie to irytuje. Po wybraniu tego kamienia zasypuje kocioł około 3 kg groszku i odpalam z góry. W tak małej komorze jest to z 15 cm opału. Po rozpaleniu zawór 3 drogowy przestawiam na dogrzanie układu z nocnych 30 do dziennych 40 stopni. Te 3 kg pali się kilka godzin. Oczywiście podajnik jest załączony, ale kocioł w tym czasie zanim nie wypali zasypu praktycznie nie załącza podajnika po pierwszym cyklu dojścia do zadanej temperatury. I takim sposobem w zasadzie palę niezmienie od jakiegoś czasu. Jeszcze zwiększyłem histerezę na 3 stopnie. Próbowałem różnych ustawień ale 3 stopnie dają najlepsze efekty i nie ma odczuwalnych skoków temperatury. Kocioł natomiast grzeje dłużej za to jest mniejszą ilością cykli. Lepiej w moim przypadku tak sterować, bo dogrzanie długim cyklem to wysoka temperatura, szamot się mocno w tym czasie nagrzewa i bezwładność jest większa bo cegły są przy płaszczu i oddają to ciepło które gromadzą w cyklu grzania. Te wszystkie korekty dają sumarycznie efektywne spalanie, brak sadzy i umiarkowane bardzo akceptowalne zapotrzebowanie na opał. O komforcie cieplnym nie wspominam nawet bo nie ma o czym gadać. Tego że chodzę w końcu czysty też nie da się ukryć. Jeden raz dziennie 15 minut czyszczenia i rozpalenia akceptuje w pełni. Gdyby przyszły jakieś duże mrozy i ten palnik 12x12 by nie dał rady, jednym ruchem wyciągam zastawkę szamotową i mam palnik wielkości 23x12 o dużo większej mocy. Chyba to wszystko co chciałem napisać. Nie ma z kim o tym podyskutować, bo nie ma podobnych konstrukcji, więc wychodzi monolog. Ale może kiedyś ktoś coś takiego sobie zrobi to będzie miał jakieś informacje i wskazówki bazowe / wyjściowe z tego tematu. Wszystkiego dobrego w nowym 2019 roku.
  14. Podajnik jakikolwiek w jakiejkolwiek formie to wyręka dla obsługującego. Mając nawet najlepszy kocioł, przemyślany i czysto spalający, ale zarazem obsługowy kilka razy na dobę jesteś jego niewolnikiem. Albo go obsłużysz i będzie grzał, albo nie obsłużysz i nie będzie grzał. Mamy 21 wiek. Automatyka wdarła się wszędzie żeby ułatwić ludziom życie w tym również do kotłowni. Dlaczego więc z niej nie korzystać ?. Jakie są plusy nie korzystania z niej ?. Dlaczego chodzić uwalonym i pamiętać o kotle, jak może nad tym czuwać jakaś automatyka. Samochodem też nie jeździmy z korbami w drzwiach ?. Latem zamiast klimy nie otwieramy szyby że łeb urywa ?. I tak mogę wymieniać długo. Czasy się zmieniły. Albo idziemy do przodu albo się cofamy nic nie robiąc. Kiedyś zapragnęliśmy z żoną kominka. W końcu powstał. W pierwszym roku fascynacja bo fajne to, pali się, ogień widać i w ogóle ach i och. W kolejnych latach coraz mniej byliśmy nim zafascynowani. Przez ostatnie 2 lata napaliłem 1 raz. W tym roku ani raz. Niech stoi. Jak prąd wyłączą to napalę żeby nie zmarznąć. Ale szybko przeszło mi robienie z salonu kotłowni. Jednak jest sprawny i jeśli będzie musiał z tego czy innego powodu grzać to grzał będzie. Jest już jednak tylko jako opcja awaryjna. A na co dzień niech to robi "Batory" z namiastką automatyki którego nie potrzeba co chwila obsługiwać, a wystarczy raz na dobę na parę minut zejść do niego i 24/24 w domu jest ciepło. Tyle lat chodziłem uwalony więc jak jest teraz szansa nie być uwalonym po łokcie to wydaje mi się, że trzeba jednak refleksji i się nieco przestawić. I ostatni argument. Dogrzewanie od zera po nocy to też lipa. Może jak jest 30 litrów wody w układzie to działa. Ale jak jest 300-400 litrów to już długo to trwa, i pożera węgiel którego za darmo nigdzie nie rozdają. Chata też się momentalnie nie ogrzeje i trzeba parę godzin porządnie palić, żeby bujnąć chałupę wychłodzoną do 18-19 stopni. Po wygaszeniu na x godzin potrzeba 2 x tyle opału co utrzymać ogrzewaną w tym samym czasie na 21. Sprawdziłem to nie raz. A nikt w nocy dokładać nie wstaje, za to zaprogramowany podajnik podaje cały czas jak tylko jest zasilanie.
  15. U mnie deflektor pełni rolę przysłony dla ognia który ucieka na wymiennik prosto i szybko. Deflektor rozbija go na boki i musi po ścianach kotła dodatkowo lecieć na wymiennik a nie prosta drogą imijając je. Poza tym deflektor odpowiednio nisko nad palnebiskien szamotowym dogrzewa zdecydowanie bardziej szamot, który w fazie podtrzymania to ciepło oddaje. Nie tyle chodzi w tym rozwiązaniu o dopalanie co o przytrzymanie płomienia jak najdłużej w kotle i wydłużenie mu drogi na wymiennik i do komina. Ze zwykłą stalowa patelką widzę po kilku dniach wymierne korzyści w ilości spalanego opału, więc w moim przypadku działa ta przysłona - deflektor korzystnie.
  16. Cały czas się uczę :) Nie mam jeszcze kwasówki - miski ale miałem jakiąś stalową taką nakładkę w formie patelki około 20 cm Oj spada zużycie, spada, i coraz czyściej w kotle :). Szamot żółto biały sie robi. Już mam plan na kwasowy deflektor. Tylko musze ze dwie miski nabyć po świętach. Się będzie jeszcze działo.
  17. daromega

    Ekogroszek Skarbek problem

    Ja mam inny kocioł niż retorta i inną zasadę spalania. Spalam z podajnikiem w tzw. cienkiej warstwie. Co nie wrzucę spala się w pył w palenisku szamotowym. Patrzę jedynie przy wyborze opału na ilość popiołu i ile ciepła daje. Od dłuższego czasu palę na Sztygar Ultra. Nie zmieniam bo jest mało popiołu i ciepła daje sporo. Jakieś małe kamienie się trafiają, i jest minimalnie wilgotny, ale patrząc na to wszystko inne, nie mam zamiaru szukać "węglowego złotego graala" bo go nie ma. Nie te czasy co 20 lat temu. Do bujnięcia CO jeśli z jakiegoś powodu wygaszę, mam jakiś z hałdy 26 i nim zasypuję z 4-5 kg i odpalam z góry. To wystarcza aby bujnąć wodę w układzie do żądanej i utrzymać tak kocioł kilka godzin. Jak się dopala włączam podajnik i już Sztygar pilnuje zadanej temperatury cały czas. Dlatego nie chciałem właśnie retorty żeby mieć trochę tego komfortu jeśli chodzi o spieki, koksowanie i inne podobne niedogodności + ciągła regulacja. Nie lubię mieszkać w kotłowni, a czytając o obecnym opale i tym, że co dostawa to zupełnie coś innego to się odechciewa retorty. Za to ja raz na dobę muszę wyczyścić i rozpalić. 10-15 minut muszę na to poświęcić. Ale coś za coś. Wszystko na świecie ma wady i zalety.
  18. daromega

    Ekogroszek Skarbek problem

    Przy + 7 jak jest u mnie dzisiaj i dogrzanej dość dobrze chacie, kocioł chodzi u mnie też na luzie bo nie ma co robić. Dlatego może właśnie teraz warto zacisnąć zęby i spalić tego Skarbka. A jak przyjdzie minus może Kolumbus się lepiej sprawdzi.
  19. daromega

    Ekogroszek Skarbek problem

    Dwa słowa dopisze o tym ekogroszku Skarbek który workują na lokalnym składzie. Więc na worku jest napisane Skarbek i pod spodem dopisane, że napełniane i wyprodukowane jest na składzie opałowym xyz. Więc jest jasna informacja że to nie jest oryginał. A czy mają prawo takie coś robić pod nazwą Skarbek to ja nie wiem i w to nie wnikam bo to nie mój problem.
  20. Kiedyś też myślałem o dzieleniu komory. Wyleczyłem się z tego pomysłu jak któryś raz z kolei odpaliłem jeszcze gorący kocioł po nocy na nowo z góry, a jakiś rozżarzony węgielek z popielnika rozpalił go też od dołu. Wtedy jest jazda bez trzymanki. Może na orzechu nie rozpali, ale na groszku (bo nim paliłem) to zmiotką już wymiatałem, bo wygarnianie często nic nie dawało. Potrafił dokładnie wyczyszczony i wygarnięty żar z popielnika i tak rozpalić od dołu bo jakiś węgielek uśpiony gdzieś w narożniku się uchował. A dmuchawa potrafi rozpalić nawet taki uśpiony. Wtedy jest tyle dymu i syfu w kotłowni że nawet wspominać mi się tego nie chce. Tylko drzwiczki od dołu otworzyć, dmuchawa stop i tak się kisi to godzinami aż się nie wypali na tyle że można to normalnie już dopalić. Może na miarkowniku bez dmuchawy jest to realne ale z dmuchawą już nie do końca. Poza tym po co dzieliłeś w poprzek ?. Jak do tej drugiej komory węgiel sypiesz ?. Chyba to mocno niewygodne musi być. Od drzwiczek do tyłu nie lepiej ?. Poza tym PW też łatwiej doprowadzić z drzuczek na dwie komory.
  21. @mikkei Temat jest o innowacyjnej przeróbce GS. Nie ma sensu dyskutować dalej o DS i zaśmiecać tego tematu. Poczekajmy zatem na te innowacje.
  22. Tylko dobrze że dodałeś słowo teoretycznie. Wiele razy w różnych miejscach ludzie piszą że jednak tak się nie dzieje i żar zajmuje coraz większe ilości opału z magazynu by w końcu całość się zajęła. Ja wiem, że to zależy od konstrukcji palnika który nie ma żadnej regulacji i ustawiony na powiedzmy 10 kw ma te 10 kw i taką mocą musi pracować. Do tego tysiąc innych trików. Jak się go nie wykorzystuje na pełnej mocy to zabiera się za opał w magazynie. Dlatego bufory ludzie montują i jadą na pełen gwizdek. Idealny jak mi się wydaje na mniejsze moce byłby najlepiej regulowany palnik, a może i dozownik - podajnik coś by zaradził choc tu pewności nie mam. Wtedy ogon by nie rządził psem tylko pies ogonem. A tak nie ma za bardzo nad tym żadnej kontroli tak naprawdę. PS. 15 lat walczyłem z dolniakiem. Nie mam dobrych wspomnień. Wyrób cienki rzemieślniczy i nie udało mi się go nigdy opanować. W końcu przerobiłem na górny i tak jeszcze się kilka lat męczyłem. Dolniak jest dla pasjonatów. Jeśli by było inaczej nie byłoby tematu na ponad 400 stron o MPM . No bo jeśli coś działa dobrze to tematu nie ma. A jeśli coś wymaga specjalnej troski na okrągło to ludzie muszą o tym dyskutować. Ja nie mam nic do tego. Każdy ma jakieś tam hobby. Ale ja do dolniaka bym nie wrócił nigdy choć przez chwilę myślałem o palniku jak mi się sadza pojawiała przy podajniku. Jednak kiedy się z tym uporałem już nawet nie rozważam takiej opcji.
  23. Jeszcze wpadła jedna mała modyfikacja. Na ruszt wodny położyłem płytkę szamotu 3cm (pół cegły) bo taki wymiarowo mam ruszt. Po bokach jest przerwa po kilka mm 7-8 do cegieł komory. To otwory pomiędzy rusztami wodnymi i przy okazji PP z dołu. Co 24 godziny wyciągam ta płytkę jak czyszcze kocioł. Co ciekawe nie ma najmniejszych śladów wtopnień żużla / szlaki w szamot. Więcej powiem. Kiedy miałem wysoką komorę i paliłem od góry, cegły były masakrowane wtopieniami spieków nawet po jednym paleniu jak ostrzej poszło np na orzechu. W tej chwili gdy grzeje tylko płomieniem nie jakimś wielkim żarem, nic takiego nie występuje. Widocznie nie są na tyle wysokie temperatury przy dokładaniu małymi porcjami aby się to wtapiało. Świadczy też o tym choćby to, że jak wybiorę szufelką resztki żaru z tej płytki która robi za ruszt, spokojnie ręką w zwykłej szmacianej rękawiczce mogę ją wyjąć i nawet nie parzy. Pewnie że jest na niej po 24 godzinach jakaś warstwa popiołu która izoluje żar od szamotu, ale mimo wszystko symboliczne ilości opału spalane na bieżąco nie powodują wtopień nawet do płytki szamotowej która robi za ruszt. Płytka praktycznie w 100% wyeliminowała resztki sadzy które się jeszcze pojawiały. Teraz jest sam pył w kotle. I jeszcze dodam, że przegarnianie popiołu i trzymanie cyklu dłużej niż 24 godziny jest słaba opcją. Tym bardziej teraz z tym rusztem szamotowym bo tam jest tylko żar i drobny popiół. Jak ten kopczyk żaru i popiołu się utworzy, grzeje kocioł równo stabilnie bez problemu 24 godziny. Jak zacznę tam mieszać to tylko burzę mu cały proces. Żar poprzelatuje do popielnika i zostaje parę rozżarzonych węgielków które muszą od nowa rozpalić nowy węgiel i utworzyć to co właśnie rozwaliłem. Nic to nie daje, kocioł pracuje niepotrzebnie dłużej żeby zbudować to co właśnie zrujnowałem. Dlatego nie dotykam niczego całą dobę od rozpalenia, po tym wybieram wszystko z popielnika, z paleniska przekładam te trochę żaru z popiołem do popielnika, łopatka groszku i rozpalam na nowo i kolejne 24 godziny spokój.
  24. Po zakończeniu montowania wszelkiego dodatkowego osprzętu i zaworu mieszającego przyszedł czas na jakiś realny test. Wczoraj o 22 groszek wyciągnięty do dna zasobnika.. Postanowiłem zasypać worek 25 kg poczekać 24 godziny bez względu na wszystko co się wydarzy :). Dzisiaj o 22 zszedłem zobaczyć efekty doświadczenia. Zostało z przeliczenia 10.9 dm3 zajętej powierzchni zasobnika, co przy masie węgla 0.73kg/dm3 daje ~ 8kg. Tak więc wychodzi że w ciągu 24 godzin przy obecnej temperaturze kocioł zużył około 17 kg groszku. Może to nie jest jakieś mistrzostwo świata, ale z tego co spalałem z góry i później na dokładki z przerwą 10 godzin na dobę to wynik jest dla mnie rewelacyjny. Więcej pożerał w starym systemie z przerwą. Jak przyjdą mrozy tak różowo nie będzie, ale powodów do zmartwienia nie mam i jestem dobrej myśli. Wydaje mi się, że bardzo dużo dało dodatkowe powietrze pierwotne w drzwiczki. Zdecydowanie ładniejszy płomień i sadza się skończyła osadzać więc czyściej się spala a co za tym idzie jeszcze oszczędniej. Bardzo ważne jest też przy takim paleniu bardzo małymi ilościami na raz, zamykanie kotła po cyklu klapkami na dmuchawach. Jeśli jest jakiś otwór otwarty wywiewa z kotła i dużo szybciej go chłodzi bo nic go tak naprawde nie trzyma. Kilka żarzących się groszków nie ma żadnej mocy a jedynie realizują podtrzymanie ognia. Dlatego należy o tym pamiętać. I takie trzy poglądowe fotki moich dmuchaw i zasobnika po 24 godzinach pracy na 25 kg groszku.
  25. Jestem tego pewien, że nie tylko u mnie cos takiego jest zrobione. Wielu ludzi niczego z tego czy innego powodu nie pokazuje publicznie. To co się pojawia to promil tego co ludzie wymyślilii i wdrożyli dla swojej wygody czy biznesu. Pomysł tego podajnika to żadne odkrycie. Każda retorta realizuje podawanie ślimakiem tyle że nieco inaczej. Zmieniłem tylko nieco sposób podawania i palnik ze stalowego czy żeliwnego na szamotowy po to aby nie martwić o jakość opału + zwolnić się z roli kotłowego. A takie kociołki jak wyżej zaprezentowałeś czy inne podobne zagazowujące za "milion dolarów" nie są dla maluczkich. Żaden "Kowalski" nie zainwestuje w kocioł który jest wartości połowy chaty albo i więcej. Więc nie ma co bujać w obłokach. Zdecydowanie lepiej skromnie stąpać po ziemi, kombinować na miarę swoich możliwości i mieć z tego pożytek za realne $$$ :).
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Używając tej strony zgadzasz się na Polityka prywatności.