Skocz do zawartości

FireFlame

Stały forumowicz
  • Postów

    352
  • Dołączył

Treść opublikowana przez FireFlame

  1. No i jest coś na kształt palnika, narazie prowizoryczne klocki z kawałków szamotki, a jednak jest efekt zamierzony. W wymienniku zero sadzy, tylko odrobina popiołu ( :ph34r: co jest grane ?). W pierwszej próbie: Odsunąłem palenie od "przewału" na dole za pomocą połówki szamotki, takiej ze 6-7cm szerokości, podparłem na kolejnych kawałkach/łupkach szamotowych, częściowo wsuniętych w "palnik" tak że na końcu stworzyło to zwężający się wylot coś "koło" szer. 11, wys. 8 cm. I zaczęło fajnie palić, czysto, tylko słabo z mocą.... Tam na końcu "palnika" jest powietrze PW pochodzące z fragmentu rusztu dopóki ten się nie zatka popiołem i ogarkami..... Mało mocy, moc spada z czasem zatykania się rusztu popiołem... No to: Próba 2: Konstrukcja taka sama, tylko "daszek" odsuwający węgiel ponad 2cm wyżej, na równi z przewałem. :D Nooo, teraz mam i "szmoc" i czysto. ! Musiałem dać odrobinę PW przez drzwiczki zasypowe, tak na włos, aby podtrzymać minimalne zgazowanie złoża (żeby palnik miał co palić), i aby nieco odsunąć od drzwiczek sublimującą smołę. Ale w ogóle to gitara. Kupuję zaraz trochę betonu ogniotrwałego i robię rzeźbę docelową. Węgiel mam jakiś paskudny, niby ekogroszek z nazwy, a z postury, kształtu, zapachu, spalania, to przemiał (gruby zresztą ) z jakiegoś smolnego węgla, conajmniej typ 34-35... Uhhh. widzę światełko w tunelu -_- Aha. I jeszcze fajna sprawa. W kociołku prawie nie ma opału żarzą się resztki, no to korzystam z okazji aby przerusztować, wygrzebać kamienie, niedopały. Przesuwam żar w połowę palnika, czyszczę szybko wymiennik na palącym się jeszcze trochę kotle. Zamykam co trzeba, w palnik daję parę drzazg drewnianych (dosłownie takich grubości 0,5cm długości 10cm, trochę węgielka i jazda - przyjemne mruczenie słychać. W pół minuty walę węgla pod sam dach i wychodzę przed dom popatrzeć na komin i dym. Dymu nie ma, nie ma nikogo w domu, pustostan :)
  2. Podlinkowałem pierwszy lepszy bojler gazowy firmy Ariston, o pojemności zupełnie odpowiedniej do potrzeb kol.pRZeMoo. Mniemam że kol. pRZeMoo potrafi wyszukać na tamtej podlinkowanej witrynie odpowiadający mu model. bojlera. Dokładnie rzecz ujmując JA użytkowałem właśnie bojler gazowy 80 litrów, z zapłonem elektronicznym, z zasilaniem sieciowym, z elektroniczną kontrolą płomienia. Jeszcze bardziej zaawansowany niż ten bateryjny z twej odpowiedzi. I nic te różnice nie wnoszą nowego, odkrywczego do obecnego tematu . Geniuszu.
  3. A ja w mojej okolicy z węglem mam cały czas niespodzianki. Loteria... Na palcach jednej ręki, przez te wiele lat palenia, mogę policzyć (może dwóch ?) zakupy opału z których byłem zadowolony. Zadowolony byłem za każdym razem z palenia drewnem... Oprócz kamienia i popiołu najczęściej trafiają się trudne "smolące" węgle. Nie mogę określić skąd pochodzą, bo sprzedawca nawet nie wie, albo nie chce powiedzieć z jakiego kraju. Dlatego ciągle eksperymentuję teraz z dolnym spalaniem, i podawaniem powietrza. O ile marketowy węgielek jakoś tam się w miarę ekologicznie, bezdymnie, bezsmolnie palił. to ten ostatni zakup od prywatnego składu to znów masakra, smoła do kwadratu. Żeby nie dolne spalanie to miałbym już dawno zabity na amen wymiennik i komin sadzą, smołą, czarną watą, smolnym cukrem. I tak jak napisałem wyżej, kupa siarki w nim, można zeskrobywać grube żółte wykwity z komory zasypowej i robić lekcje, jak wysublimować siarkę... Wymiennik zaczął zarastać, chociaż kociołek grzeje ok, to jednak zaczął za dużo spalać. A ekogroszek powinien mieć mało siarki i nie tylko, inaczej nie wolno go tak nazwać, i jako taki sprzedawać. Jak dla mnie to znów cwaniacki odsiew / przemiał z ... , za dużo tego chłamu, na każdym zakupem. I właśnie ewidentnie zaczęło mi brakować powietrza wtórnego aby dopalić te ciężkie węglowodory, i brakuje mi miejsca w kotle na długi, izolowany cieplnie kanał dopalający. Chwilowo jestem w kropce. Wszelkie rozwiązania które przychodzą mi do głowy, coraz bardziej przypominają instalację do utylizacji niebezpiecznych odpadów. Ta jednak wykracza poza granice moich możliwości, i cierpliwości rodziny.... Czytam jeszcze na bliźniaczym forum o palniku Dikij.Petia, i podobnych rozwiązaniach, ale widzę, czuję po kościach, że prędzej by było zrobić zaizolowaną cieplnie, zewnętrzną przystawkę dolnego spalania niż babrać się w ograniczonej konstrukcyjnie przestrzeni B)
  4. Jakby CI ! TO.. powiedzieć. Hmm, prawda jest brutalna i powala na kolana, aż nóż w kieszeni się otwiera, że tak robią NAS w balona "producenci" kotłów i sprzedawcy/indolenci, wciskając na siłę "fanty" zamiast dobrego produktu. Tu nie potrzeba na początku przeróbek nic odlewać, ciąć, spawać. Wystarczy że odwrócisz kierunek palenia, montując przegrodę z szamotek 3cm w kociołku tak aby na dole było 10-15cm przelotu. Reszta wyjdzie w "praniu". I sobie doszlifujesz jeśli uznasz za stosowne i konieczne. Taka modyfikacja kosztuje grosze, efekty natychmiastowe. A wielkość palnika, otwory PW, lamda spalin jak w samochodzie automatycznie korygowane ... mrzonki. Zasypiesz parę razy, za każdym razem innym węglem, i okaże się że diabli biorą praktykę. Bo raz lepiej puszczać całe powietrze dołem, innym razem trochę więcej górą, trzecim razem np. nie będzie chciało się palić bo kupa popiołu zatyka rusz i "palnik" Itd.. Nie ma jednego wzoru, chyba że masz prywatną kopalnię normalizowanego węgla. :D Żeby było jeszcze bardziej tajemniczo, to powiem że paląc ekogroszkiem z pobliskiego składu węgla, bardzo prywatnego, już 2-tyg (po 720) odzyskałem ze ścianek kociołka sporo zeskrobanej żółtej siarki (głównie z komory zasypowej, bo tam sublimuje i osadza się na ścianach). Tudzież słuszną ilość sadzy i smoły. I przeprosiłem się dzisiaj z "pompką Romet". Wyjąłem jedną rusztowinę, na końcu,, w "palniku" zasadziłem pionowo "rurkę-pompkę", coby czerpała tlen z popielnika, dziurę w ruszcie zakryłem formatką blachy 3mm i czekam jutra... B) Brakuje mi jeszcze jednego składnika ze sklepu zaopatrzenia rolnictwa, i już można by te oszustwa handlarzy węglem bardzo dynamicznie likwidować....
  5. Jak masz GAZ to polecam pojemnościowy gazowy podgrzewacz wody f-my Ariston. Miałem, użytkowałem taki 80l/4,4kW i 4 osoby raz po raz pod prysznicem nigdy nie dały rady wylać ciepłej wody do końca. Taki: http://www.e-term.pl/ariston-sga-80-gazowy-podgrzewacz-wody-006186.html Albo temu podobny na w/w stronie. 80 litrów spokojnie wystarczy dla 4-os. I mało pali a daleko jedzie :D Koszt miesięczny gazu to +/- 50zł. Tyle mniej więcej co kuchnia gazowa. Razem z kuchnią, przy ostrym gotowaniu, kąpaniu (dzieci dorastające na wychowaniu...) nigdy ponad 80zł\mc. Aha ! - no i niebagatelna sprawa: cały czas stała temperatura wody niezależnie od wielkości jej poboru, czego nie można powiedzieć o innych rozwiązaniach... Pozdrawiam.
  6. Gdybym dzisiaj dysponował taką gotówką, kupił bym bez mrugnięcia okiem kociołek "p2ar" Linki do w/w kotła znajdziesz gdzieś na tym Forum, albo wygoglujesz. Spalisz ekonomicznie, wszystko, oszczędnie. I za żadne skarby nie pchał bym się w jakieś podajnikowe, pseudo ekologiczne. Tu spalisz węgiel, drewno, zrębkę, bez dymu i etc.... Ten kociołek też wytrzyma conajmniej kilkanaście godzin bez twojej ingerencji. Ingerencja: przerusztowanie i dosypanie do wysokiej komory zasypowej. Hmm .. bajka... Pozdrawiam.
  7. ... Wszystko się zgadza tyle że stałopalność zależy również od wielkości komory zasypowej, i jej kształtu, nie mówiąc o opale... Ta wielkość komory zasypowej przy kociołkach małej mocy jest wręcz symboliczna. Ja też mam kociołek małej mocy o "symbolicznej" wielkości komory zasypowej (8-10kW jak dobrze pamiętam, deklarowana stałopalność na węglu 4h... haha :D ) Ja paląc w nim jako górniak dobijałem niemal do 24h na mocnym węglu "Staszic - Ruch Staszic). Dzisiaj jednak przeważnie ok 12h. Ale to już nie jest górniak a dolniak: https://forum.info-ogrzewanie.pl/topic/13509-kocio%C5%82-zasypowy-g%C3%B3rniak-8-kw-jak-pali%C4%87-czym-pali%C4%87/page-7 I to wszystko w kociołku o masie brutto 110kg, 20litrów pojemności wodnej. A jednak i z takich "protez CO" można wydusić parę razy więcej i ekonomicznie.
  8. I tu się w 100% zgadzam po moich doświadczeniach z paleniem w kociołku CO, i przeróbce na dolnopalny.Szczególnie: "aby zasyp się tlił a palnik furczał". Miało być doświadczenie, prowizorka, wytrzymało całą zimę: https://forum.info-ogrzewanie.pl/topic/13509-kocio%C5%82-zasypowy-g%C3%B3rniak-8-kw-jak-pali%C4%87-czym-pali%C4%87/page-7
  9. Prawie cały sezon palenia zimowy odchodzi w zapomnienie. Dlatego chcę się podzielić refleksjami czy przerabiać na dolniak czy nie... ^_^ No to powiem wprost, że nigdy, przenigdy, nie powrócę do górniaka kopciucha.!!! Po przeróbce na dolniak, kociołek też się zasyfia (cudów nie ma) i popiół też trzeba wybierać stosownie do jakości używanego paliwa, ale:.... Ale:....ale, ale !...Ale nie skrobię smoły, syfa....ze ścianek, bo go nie ma. Tylko sypki popiołek i ew. odrobina domieszki sadzy ( a to już zależy od palacza ile czego będzie). .... iiii.....I DORZUCAM KIEDY CHCĘ, ....I CO CHCĘ......... Cały patent palenia w dolniaku polega na przepuszczaniu spalin przez warstwę żaru na dole przewału (przewężenia) aby się tam dopaliły jak w katalizatorze , i odszczekuję moje wcześniejsze wypowiedzi że ma tam ostro furkotać. Tam ma furkotać odrobinę przeciskając się przez ŻAR. Stąd pewnie wymóg większego ciągu kominowego dla kotłów dolno-palnych.... Ja też nie mogłem pojąć, jak tu skutecznie dopalić cały ten śmierdzący dym (syf) z węgla czy czegokolwiek. No i okazuje się że panaceum jest temperatura spalania. A co do tego ma dolniak z jego himerami, fukaniem w nos dymem ? kopceniem na dom/ kotłownię ? ....A kto ci każe zaglądać do komory zasypowej dolno-palnego kotła podczas palenia hę :D Kociołek dolnopalny spali poprostu czysto nawet gorszy węgiel/opał , ot co. Nie mam chęci ani cierpliweośći wchodzć w polemikę z kimkolwiek, aby dyskutować nad wyższością jednego rozwiązania nad innym. W moim przypadku dwie szamotki i dwa kątowniki plus parę śrubek, odrobina zaprawy, zmieniły totalnie jakość palenia w kotle CO. I jeszcze jak kto podobnie pali to zauważyłem: nie wygrzebywać do końca żaru..... Jeszcze niedawno rozpalałem prawie codziennie kociołek (od dołu). Teraz dorzucam, rusztując, czyszczę wymiennik na palącym się, i jest dobrze. Tam na dole musi być poprostu przelot i trochę żaru, ... i można dosypywać pod sam dach, i jak kto ,ma wenę twórczą to może kombinować z dziurkami w kotle w różnych dziwnych miejscach aby osiągną Nirwanę. Jednak nie o Nirwanę tu chodzi, a o wymieszanie gorących, palących się spalin z tlenem, i ich spalenie. Dalej w kanale dymowym kotła, jak już spaliny przestały się palić i świecić, to możecie sobie je dowolnie mieszać z czym chcecie, np z sałatką śledziową, efekt będzie żaden, pozdro ! B)
  10. Normalnie jakbym to przerabiał przez ostatnie 20-lat. 1. Pompka obiegowa czyni cuda, bez niej też mi się gotowało w kociołku. 2. ! Miarkownik ciągu/temperatury podczepiony do dolnej klapki (w popielniku, w kotle górnopalnym) ustabilizuje temperaturę, jeśli drzwiczki kotła po zamknięciu są szczelne (uszczelki ok - sznury uszczelniające), to nie ma siły aby temperatura wzrosła ponad zadaną miarkownikiem. 3. "Po kolejnych czterech godzinach trzeba było zejść do kotłowni i ruszyć opał aby znowu doszła do zadanej" - nieodpowiedni opał (typ węgla powyżej 32-33), spieka się i wiesza, zakamieniony, masakrycznie zapopielony - oszukany. Mi najlepiej w górniaku paliło się węglem "orzech 2" ew. "groszek", tyle że tego ostatniego teraz nie sposób dostać, bo królują ekogroszki albo "ruskie orzechy" o granulacji od naszej kostki po groszek. A tak wogóle górniak to bardzo wyrozumiały kociołek, tyle że trzeba codziennie czyścić i rozpalać, i nie to jest najgorsze. Najgorsze jest to co NAS Wszystkich spotyka na co-dzień - denna jakość opału i oszukaństwo. Za każdum zakupem inny tyfus... Dlatego ja postawiłem sprawę na ostrzu noża <_< Chcesz to poczytaj moje perypetie: https://forum.info-ogrzewanie.pl/topic/13509-kocio%C5%82-zasypowy-g%C3%B3rniak-8-kw-jak-pali%C4%87-czym-pali%C4%87/ Aha - w każdym kotle górnopalnym da się palić od góry. - w każdym kotle górno-dolnopalnym da się palić od góry bez przeróbek - w żadnym kotle górno-dolnopalnym NIE DA SIĘ PALIĆ BEZ PRZERÓBEK OD DOŁU, bo po jakimś czasie i tak żar i płomień wędruje na górę zasypu, tyle że taki "górno-dolny" kopci, smrodzi, przepala dużo więcej niż te podstawowe typy. Ot taka chwilowa radość "Gucia" w pierwszych godzinach palenia, a później zatkany komin i piec, i czarna dziura w portfelu....
  11. Mam dolniaka z PW z pompki od roweru, przeprosiłem się z ekogroszkiem i zbliżam się do tych 12kg/dobę przy temp. na kotle +\- 70-80 :D A tak na poważnie to musiałem bardzo szybko nauczyć się palenia w dolniaku wg. mego pomysłu. PP mam teraz w drzwiczkach zasypowych, za regulator służą 3 gwoździe wg których zamykam "dziurki". Najcieńszy ~70st, średni ~76st, najgrubszy ~83st. Tam gdzie było dotychczas PP w popielniku jest teraz właściwie PW przez większość czasu, bo jednak narazie mam tam podpięty nadal miarkownik temperatury nastawiony na ~70st. Jednak wykręciłem z tej popielnikowej klapki śrubę mieszczącą się w niej centralnie i przez powstały otwór "M10" wpada cały czas PW, miarkownik otwiera ją dopiero po kilkunastu godzinach palenia jak wszystko już dawno się skoksowało i w większości spaliło. Wcześniej nie byłem zadowolony z palenia drobnym ekogroszkiem, bo po zasypaniu kotła po 8-miu godzinach robił się w zasypie lej sięgający do dołu przegrody odsłaniając "palnik" i temperatura spadała. Przy okazji miałem po drodze trochę fuknięć, więc to nie była ta ekonomia czystość i oszczędność o którą walczę. I eureka ! Ekogroszek za dobrze się pali? - kupić słabszy - kupiłem. Chłamowaty węgiel co jeszcze mam ze 100kg, pomieszać sprytnie z ekogroszkiem - mieszam sprytnie, tzn. wrzucam trochę grubszego od strony przegrody/przewału na dole i resztę zasypuję pod sam dach. Nie robi się lej w zasypie i niechcące się dopalić węglowe croissanty wreszcie po 24h się pomału dopalają, robiąc przy okazji za "dyszę" palnika. Pompka od roweru ? :D Hhha, ha :lol: Zamontowałem "Rurę Wezyra". A że nie bardzo mi się chciało szukać i ciąć rurki to w ręce wpadła mi stara zardzewiała pompka Romet taka ze 25-30 cm, rozkręciłem, wypaliłem niepotrzebne, zawiesiłem Ją poprzez jej :P :D wysłużoną dziurkę PP na drucie pod stropem komory zasypowej, sięgnęła ze 2-3cm w światło palnika. I dzięki temu że jest cienkościenna, to po kilku dniach :palnik" już sporo wyregulował jej długość. Daje to swoją drogą wyobrażenie o temperaturze w miejscu spalania, i jak konkretnie dociąć docelową rurkę/profil. I to wszystko w środku zimy...., echhh, czy to tak trudno pospawać prosty sprawny, dolnopalny kociołek i niedrogi ... kilka szamotek wiele nie kosztuje. No i już myślę nad podajnikiem (szufladowy?/ rynnowy?, mój jakiś ?)....
  12. Pali się. A jak się pali - to wklejam zdjęcia. Generalnie jestem zadowolony z przeróbki kotła, z opału nie. Zdjęcia chronologicznie:: ruszt i wygląd "palnika"tudzież ścianki z szamotki, czyszczenie kotła i to co z niego wyciągam obecnie po spaleniu, wymiennik u góry i wymiatanie zassanego popiołu, rozpalanie, zasypanie i voila B) Nie sugerujcie się wyglądem komory zasypowej. Tam się "zgazowuje" opał. Po przejściu przez "palnik" tylko popiół, no może czasem nieco sadzy. Popełnił kto taką konstrukcję w tak małym kociołku 10kW ? Chętnie poczytał bym o doznaniach ... <_< P.S. Jak i gdzie dołączyć tu więcej zdjęć bo nieco z netem się opuściłem ? :P
  13. Z przeróbki kociołka na dolnopalny jestem po tych paru dniach bardzo zadowolony. Przestałem się "szczypać" z temperaturą, bo to raptem szufelka w tą albo tamtą. Dzisiaj palę na 70st. Ma być w chałupie "amerykański komfort" co-najmniej (24+), bo coś mnie połamało po tych przeróbkach. Zakupiłem węgielek, i nim palę. Taki niby orzech "Silesia" . W praktyce to mieszanka wynalazków, z dużą ilością popiołu, która to po paru godzinach nie za bardzo się chce dalej palić. Wyglądają te bulwy czarne (180-10mm) jak ciasto francuskie, croissanty takie. Warstewka węgla cienka jak papier, warstewka kaolinu itd. Plusd trochę koksujących kawałków i reszta to taki drobniejszy "papierowy" pewnie po to aby w ogóle chciało się palić na początku. No ręce opadają, bo wcale nie był jakiś tani (760). Człek robi wszystko aby ekonomicznie i czysto spalać, a tu znów takie kwiatki.... Byłem go nawet reklamować "U Pana" i już miał go zabierać, ale się rozmyśliłem, bo musiałbym do interesu dopłacić. Wolę w te miejsce dokupić worek, dwa dobrego ekogroszku, aby go dopalić. Co do kociołka i tej ścianki z szamotek na kątownikach. Sama się jeszcze lepiej uszczelniła u góry i po bokach "smołą", której zresztą za bardzo nie widzę. Na dole tylko w "palniku" wykrusza się zaprawa szamotowa (bo nie było czasu aby wyschła) i już raz poprawiałem po paru dniach. Ale to pryszcz... Nastawiam wyższe temperatury, a spalam mniej. Wcześniej przy temperaturze 60-65st nie mieściłem się w "budowlanym" kuble 17 kg, musiałem dosypać. Teraz ( przy tym wrednym, popiołowatym węglu) nie przekraczam 15kg na dobę i temp 65-+70.No i dosypuję kiedy chcę. Stałopalność przy 65st, to około 10-12h. Kociołek z każdym dniem odzyskiwał moc, a ja wymiatałem z dołu, z góry, wymiatałem..., czasem skrobłem na górze w wymienniku, aż w końcu tylko wymiatam z wymiennika, bo zobaczyłem znowu blachę.... :lol: Gdyby nie ten paskudny "wungiel" to myślę że zszedłbym ze spalaniem do max 12 kg na dobę. Aha w wymienniku głównie szary popiół. Zrozumiałem jedną ważną sprawę. Do grzania jest potrzebna temperatura (wysoka, jak najwyższa) spalania. Nieważne że rura wydechowa kotła ma o 50 albo 100 st. wyższą temperaturę, to tylko napędza pożądany ciąg kominowy. Ważne że w "palniku" uzyskujemy co-najmniej 1200st A pomimo takiej samej powierzchni wymiennika uzyskujemy wiele więcej ciepła niż "tląc" żar w górniaku na 600st.. Bo ilość przekazywanego ciepła do wymiennika kotła nie wzrasta liniowo wraz ze wzrostem temperatury spalin, lecz w funkcji kwadratowej.. I jeszcze..., najcięższe węglowodory z węgla spalają się w temp. powyżej 800st. Gdzież w górniaku jest takie miejsce ....itd, etc.... Marco26, lukasior, Wesołych Świąt !
  14. Witam po przydługiej nieobecności na Forum. Śpieszę donieść że przerobiłem mój kociołek na dolnopalny. Kosztowało mnie to jeden dzień pracy łącznie razem z podjęciem wreszcie jakże trudnej, samodzielnej, długo knutej i desperackiej decyzji na progu zimy i zakupami, za około 20 złotych. Dwie szamotki nowe 3-ki, tudzież trochę kawałków ze starej kuchni, dwa kawałki kątownika 40-tki, odpowiednio ucięte, nacięte, przegwintowane na szybko M4 plus śrubki luźno do podparcia szamotek, pare kilo zaprawy szamotowej... , aby szamotki nie pospadały podczas lepienia zaprawą szamotową ... Powstała ścianka z w/w materiałów z tyłu paleniska aż do sklepienia, wszystko zalepione zaprawą szamotową. Na dole została przerwa , dziura, palnik, czy jak to zwał, na szerokość jaka została po wstawieniu "szyn" z kątowników, czyli 26cm szerokości komory spalania, odjąć (2x4cm kątownika + 2x1 cm zaprawy szamotowej naookoło kątowników aby się nie poprzepalały za szybko), czyli wychodzi 16cm szerokości palnika i wysokość około 10cm, wynikająca z rozmieszczenia szamotek i "fug" po między nimi tudzież mego zamiłowania do wylepiania obłych kształtów :) I jestem pod wrażeniem. I dobrym i złym. Z przewagą dobrego. Bo znacznie mniej spalam, i bezdymnie, praktycznie od pierwszych minut rozpalenia. I wcale nie zmniejszyła się moc kociołka. Jak jest czysty ... to nawet wzrosła. Palący w dolniakach zapewne wiedzą na jakie problemy się natknąłem. Fuknięcia, rozpalanie się wsadu, zapychanie rusztu i wymiennika popiołem .... B) Ale i tak widzę że warto było dłonie pokancerować, kiedy nie spojrzę - zero dymu z komina. Więcej opiszę jak kupię jakiś węgiel orzech 2-ka idealny by był bo już sprawdziłem. Eksperymentowałem na ekogroszku, bo właściciel składu opałowego nim pali w retorcie, ale to porażka, za duża ilość się rozpala...itd. Grubszy węgielek, co trochę zachomikowałem - bajka. I nawet dopracowałem się nastaw powietrza - PW na "żyletkę". Ecchh, teraz to nawet stare buty spalę bezdymnie, bez sadzy i CO, Do wkrótce :D
  15. Miarkownik skalibrowałem na samym początku przygody z kociołkiem w ten sposób, że: Rozpaliłem nasypując 1/3 kociołka mniej więcej, podgrzałem do około tych 60st. właśnie, i pręt regulujący po nagrzaniu przełożyłem mniej więcej w położenie poziome, po czym dobrałem długość łańcuszka tak aby minimalnie na jakiś milimetr, dwa była otwarta dolna klapka w drzwiczkach popielnika (PP). Nie ma co zazdrościć długiego grzania, bo mnie to kosztuje konkretne pieniądze. Cieszyłem się jak wariat przez poprzednie dwa miesiące że kupiłem dobry węgiel po 820/t z kopalni Staszic-Ruch-Staszic, a były mrozy. Teraz mam trochę gorszy węgiel, nie wiadomo co, za tę samą cenę, na dworze na plusie, a dalej dużo spalam jakby mrozy były... :ph34r: Tak więc nie ma reguły, ile dostawców i kopalni, tyle węgli... Najgorzej wychodzą te tanie.... Nie wiem dlaczego nie udaje ci się przekroczyć magicznych 8h paląc w górniaku. Przyczyn może być kilka: 1. Słaby węgiel 2. Przytkany komin/słaby ciąg (a wtedy kopeć smoła i sadze) 3. Za niski komin- znów słaby ciąg. 4. Zarośnięty złogami kociołek (ja na 3-dzień palenia w mym nowym kociołku z przerażeniem stwierdziłem że stracił ze 30% mocy, dlatego codziennie go teraz czyszczę, co zajmuje dodatkowo ze 3-4 minuty. 5. No i koło zatacza koło: Jak na początku palenia nie rozpalisz ostro na górze, to nie licz na to że poprzymykasz PW i miarkownik a temperatura w kociołku sama dojdzie, o nieee ! W ten sposób nie dość że nie podgrzewasz na początku (nieco na zapas) domu, to zostawiając pod miarkownikiem ciągu nie do końca rozpalony kociołek, robisz z niego kolejną destylarkę smoły, etc. Tam na górze ma się po prostu palić na początku, a później żarzyć wgłąb... A palacz ma dopilnować procesu inteligentnie powietrze dając... :rolleyes: Pozdrawiam.
  16. I teraz zacytuję samego siebie, bo dzisiaj poobserwowałem temperaturę na kotle po rozpaleniu, gdzie przekroczyła znacznie nastawione 60st. i po przejściu na miarkownik (powoli, przez kilka minut, aby nie wybuchało na bogatej mieszance...), elegancko grzeje na samym otwartym na max. PW na 70st. przy całkowicie zamkniętym przez miarkownik PP.) I chyba tak ma być. PW trzeba przymknąć na minimalny przepływ jednak po uspokojeniu się kociołka po rozpaleniu, co jak widzę może zająć od 1 do 2 h. Wczoraj zapomniałem zamknąć PW i żona narzekała że było za gorąco w nocy. Znaczy to tyle że przez jakiś czas samo PW jest w stanie napędzać kociołek górnego spalania. A kiedy je przymknąć ... ;)
  17. Do ! Marco26 "Przy rozpalaniu zawsze ciagniesz temp do 80 st,a po przymknieciu dolotow powietrza jaka temp. ustawiasz na miarkowniku?Posiadam miarkownik Regulus RT4" Nie, nie ciągnę zwykle temp. znacząco powyżej nastawionej/żądanej temperatury. Notabene też mam miarkownik z serii RT4... Wtedy pozwoliłem sobie na małą przerwę w grzaniu domu 2-3 godziny kociołek dogasał na marnych +/-40st, aż zdechł, bo ciepło było, na plusie na dworze, a jednak trochę się wychłodziło w domu, więc szybko chciałem podgonić przed snem ... Wogóle jak cieplej, to coraz dłuższe przerwy robię w rozpalaniu, Człek jednak chce trochę zaoszczędzić, jak prawie żywej duszy w domu nie ma :rolleyes: Co innego jakby mrozy były konkretne... Ja przy temperaturach zewnętrznych "średniodobowych" około zera na dobrym, mocnym węglu nastawiam 60 st, a i to mi przeholowuje przez pierwsze kilka godzin do 65. Teraz trafiłem nieco słabszy węgiel ( ale nie taki zły, bywały wiele, wiele gorsze ), więc niby też nastawiam 60 st tyle że po przejściu na miarkownik nie mam 65, tylko przez większość czasu 55 st, i dłużej trzeba rozpalać. Dobry węgiel rozpala się szybciej, dając od razu wysoką temperaturę i dużo ciepła, jaśniej świeci, żółto jaskrawo, miejscami jeszcze jaśniej, gorsze sorty "węgla" na pomarańczowo-kopcąco itd ..... I mniej ciepła dają. Nie jest istotne do jakiej temperatury musisz podgonić kociołek przy rozpalaniu od góry, ważne aby się wierzchnia warstwa rozpaliła i częściowo skoksowała, wtedy przechodzisz na miarkownik ciągu, na zadaną temperaturę, ręcznie, stopniowo przymykając PW na minimum w ciągu kilku-kilkunastu minut, tak aby węgiel nie kopcił (z komina). I tyle. Idziesz spać... Miarkownik temperaturę ustabilizuje ... Pozwoliłem sobie wyguglować Twój kociołek, obejrzałem przekrój i dwie uwagi: 1. Ruszt wodny nie pozwoli na dobre dopalenie opału, bo go chłodzi, czyli gasi. 2. Kociołek ma fajny, rozbudowany wymiennik ciepła, któren to by wymieniał te ciepło z kociołka, gdyby w nim powstawało. Mimo wszystko powinno się w nim dać palić conajmniej kilkanaście godzin/ Musisz zaobserwować, czy szybciej ci się spala z przodu czy z tyłu. Tam gdzie się spala szybciej, tam rozpalaj, podtrzyma spalanie później, i jego jakość, co najwyżej grzebniesz po wierzchu pogrzebaczem ze dwa razy w ciągu dnia.. B) I nie zamykaj całkowicie PW. Niech tam przez jego dziurki będzie widać że sadze, smoła, tlenek CO się dopalają, Oczywiście po kilku godzinach wszystko się tak skoksuje że zero smoły i sadzy i tlenku CO (prawie). I można by te PW mocniej przymknąć. Jednak większą szkodę wyrządzisz sobie i swemu budżetowi, gdy PW zamkniesz za wcześnie .... :D
  18. Do ! Marco26 :) Czytam i czytam i nie wiesz co i jak z tym PW w drzwiczkach zasypowych, a że widzę rozmaite wypowiedzi, nawet słuszne w dużej mierze (tylko że diabeł tkwi w szczegółach), to dodam parę słów od siebie, a palę już kilka dziesięcioleci w górniakach. No to tak: "Po co Ci gorący komin? Zamknąć warto bo otwarte na max pw w końcowej fazie palenia będzie wystudzać wymiennik" Niby zgodne z logiką, a jednak do końca nieprawda. Gorący komin jest potrzebny aby się dobrze chciało palić, tzn. był dobry ciąg kominowy, inna sprawa aby tego gorącego w kosmos za szybko nie wypuszczać. "powietrze wtórne ma związek z wydłużeniem procesu spalenia ale nie aż tak wielki. Przy rozpaleniu dajesz więcej PW ale jak się już rozpali przymykasz ( ale nie zamykasz) tzn zostawiasz niewielką szczelinę. 6 h to wynik nie imponujący, ale nie napisałeś jaką powierzchnię ogrzewasz i czy dom jest ocieplony" No to tu trochę mocniej się nie zgodzę. Ani 6h, ani8h, 12h, 16h, to nie jest żaden imponujący wynik. Ludzie palą w kotłach miałowych blisko dwie doby (*48h). Tyle że nie masz, ja też nie mam miałowca z nadmuchem i mieć nie chcę. Tak się składa że zacząłem pisać tego posta jakąś dobrą godzinę temu, rozpalając mojego górniaka, takimi trzema porąbanymi na 1cm szczapki klepkami brzozowymi. Specjalnie nic więcej nie włożyłem na rozpałkę, aby jeszcze raz sprawdzić że ostry nadmuch z PW rozpala intensywnie i szybko nie tylko podpałkę, ale i węgiel na górze. Teraz kociołek zaczyna mi chwilami bulgotać, dochodzi prawie do 80st, zacząłem na wygaszonym, temp 40st trochę ponad godzinę temu. Tak więc przymykam wszelkie powietrza przechodząc na miarkownik ciągu. Tzn. otwarty do tej pory popielnik i PW na max. Wszystko na "standbye" :D I do zobaczenia kociołku za następne 20h. Po 20h będę otwierał rusztował cudował aby jak najbardziej dopalić co zostało. Ale nic nie dosypię... Wreszcie do czego zmierzam, Nieistotne czy masz na wylocie z kotła na rurze dymowej 80 czy 300 stopni, ważne abyś przez większość czasu palenia, spalał w miarę czysto, bo jak zapaskudzisz sobie kociołek sadzą, smołą etc. to temperatura spalin na wylocie i tak nie ma znaczenia B) Bo Ciebie nie grzeje..;. Wracając do tego powietrza (PW) w drzwiczkach zasypowych. Jak ostro rozpalisz, wszystko otwarte (no drzwiczki zasypowe zamknięte, tylko PW w nich otwarte), to przymykasz dolne drzwiczki, przechodząc na miarkownik ciągu ( i nie *** głupot bo miarkownik jest standardowym wyposażeniem kotłów od kilkunastu lat), i powiedzmy po 3-5 minutach przymykasz PW na minimum. Minimum nie znaczy całkiem, u mnie to jest jakieś 1/5 pierwotnego przekroju otworu. I idziesz spać... Później chwalisz się innym jak to długo się paliło i grzało, a sąsiad myślał że się wyprowadziłeś, bo z komina nic nie leci :D
  19. Heh :rolleyes: Minęły kolejne lata, mam kolejną pompkę HydroJet, tym razem tylko 600W, i o dziwo cichutka, i wystarcza na jednorodzinny domek. Niestety poprzednia z marketu z jaskrawo pomalowanym zbiornikiem 24l z membraną, rozpukła się po paru latach, znaczy pękł marketowy zbiornik i woda zalała piwnicę. Straż Pożarna interweniowała i odpompowywała te metry wody co mnie pompa pod domem zalała fundamenty... Dzisiaj pompka podpięta pod stary ocynkowany zbiornik 150l. Pewnie równy mnie wiekiem. Jakby mnie pokonał zbiornik, to leży obok następny i czeka na lepsze czasy 300l z tamtych czasów. A jak się to wszystko dobre skończy to już chyba koniec świata... ^_^
  20. FireFlame

    Khw - Orzech Staszic

    Do ~wojtekkowal No faktycznie jest wesoło jak kto mi wciska że czarne to białe, a ja to przetestowałem co paliłem i zgadza się z oferowanymi parametrami. Krótki cytat z parametrów węgla wg. http://czysteogrzewanie.pl , Katalog polskiego węgla, sortyment orzech: http://czysteogrzewanie.pl/opal/katalog-polskiego-wegla/?kopalnia=&typ=&sortyment=orzech KWK Mysłowice-Wesoła SORTYMENT / NAZWA HANDLOWA TYPWARTOŚĆ OPAŁOWAPOPIÓŁSIARKA Orzech II 32 28,5-30MJ/kg 2-5% 0,2-0,5% Orzech I 32 28,5-30MJ/kg 2-5% 0,2-0,5% KWK "Murcki-Staszic" Ruch Murcki SORTYMENT / NAZWA HANDLO-WA TYP WARTOŚĆ OPAŁO-WA POPIÓŁSIARKA Orzech 32.1/31.2 26-28MJ/kg 8-12% 0,6-0,9% KWK "Murcki-Staszic" Ruch Staszic SORTYMENT / NAZWA HANDLOWA TYP WARTOŚĆ OPAŁOWAPOPIÓŁSIARKA Orzech II 32.2 31,6MJ/kg 3,26% 0,34% Orzech I 33 31,5MJ/kg 3,6% 0,39% I jeszcze dla porównania: KWK "Wujek" Ruch Wujek SORTYMENT / NAZWA HANDLOWA TYP WARTOŚĆ OPAŁOWAPOPIÓŁSIARKA Orzech 32.2 30-31,5MJ/kg 3-5% 0,4-0,6% Orzech II 32.2 30-31,5MJ/kg 3-5% 0,4-0,6% KWK "Wujek" Ruch Śląsk SORTYMENT / NAZWA HANDLOWA TYPWARTOŚĆ OPAŁOWAPOPIÓŁSIARKA Orzech II 33 30-31,5MJ/kg 3-6% 0,3-0,6% Orzech I 33 30-31,5MJ/kg 3-6% 0,3-0,6% Tyle teoria. Ale te max. 3% z groszami popiołu w węglu z kopalni "Staszic - Ruch Staszic" się potwierdziło w praktyce, i bezproblemowo nim paliłem 60+ na grzejnikach, ogrzewając stary, nieocieplony dom z lat 60-tych, prawie 70m2, przy temp w pokojach minimum 21-22, często więcej. Rozpalając raz na dobę, i wsypując do kotła jednorazowo ok 15kg węgla wystarczało to spokojnie na dobę przy temp. zewn -5st.C. Zero problemów z sadzą (znikome ilości), kotów zero, o smole nie wspomnę. Szufelka dwie popiołu. Najlepsze że można go nadal ostro rozpalić na koniec palenia, choć mało co zostało na dnie kociołka, aby podciągnąć temperaturę przed następnym rozpałem. Często słyszałem "szumienie czajnika" na tym węglu co świadczy o wysokiej temperaturze wytwarzanej w miejscu spalania i o dobrym spalaniu.Tego (prawie) nie mogę powiedzieć o reszcie węgli z którymi miałem okazję obcować
  21. FireFlame

    Khw - Orzech Staszic

    Wtrącę dwa słowa. Staszicem paliłem dwa miechy. Bo nie ma takiej jakości węgla z innej kopalni w Polsce czy zza granicy, posprawdzałem parametry po kopalniach i tylko ten ma realnie poniżej 5% popiołu, co u mnie się sprawdziło w 100%. I potwierdziło się w kotle to co mówił sprzedawca, że zw/w kopalni. Jak go zobaczyłem na składzie to od razu zwróciłem uwagę, bo błyszczał jakby to był czarny kwarc skrzyżowany z koksem ( no może nieco przesadzam z tym błyskiem, ale oko wieloletniego palacza wyłuska dobry opał ). Reszta węgli czarna matowa, niektóre ewidentnie warstwowo poprzerastane, I polecam jak kto ma dojście gwarantowane. Teraz po "pseudo wujku" po 2-ch tygodniach palenia będę zaraz musiał rozebrać wyloty kotła, i totalnie wszystkie rury wyczyścić tudzież komin. I to pomimo codziennego dokładnego czyszczenia kotła, w tym długim wyciorem, którym wymiatam z wylotu czopucha też, bo ciąg osłabł, i coraz większe niedopały. Tylko pozazdrościć cen w Sosnowcu i okolicy. W centralnej Polsce grubo powyżej 800 za/t dobrego węgla. A jak widać cena też nie gwarantuje jakości. Dlatego z wiosną znów przechodzę na paliwa alternatywne...
  22. Tak! osiągam jedną dobę na jednym zasypie w kociołku do którego to musiałem chodzić jeszcze dwa lata temu ze 2-3 razy w ciągu doby i dosypywać, póki się nie nauczyłem i miałem wtedy wszystko: smołę w kotle, zatkany komin po 3-tygodniach (sam czyszczę teraz, bo bym nie wyrobił na kominiarza) etc.. Patent polega na tym aby maksymalnie zasypać węglem górniaka zostawiając pod "dachem z 10-15 cm. i ostro choć krótko rozpalić, gdzie (czysty komin, dobry ciąg ) masz otwarte wręcz wszystkie powietrze na max. tzn. popielnik (PP) i w drzwiczkach zasypowych (PW). I dopiero jak huczy w kotle i kominie, zamykasz popielnik, przechodząc na miarkownik temp. który steruje w jego drzwiczkach PP, lub podkładasz tam zapałkę jak wolisz., a w tym momencie max, otwarte PW dopala spaliny dmuchając tuż nad/w warstwę palącego się na górze węgla. I nie potrzeba wcale do rozpalenia górniaka nie wiadomo jakich ilości drewna. Masz przygrzać krótko ale ostro z góry aby opał się zajął, jak w palenisku w kuźni. u kowala, a po 2-3 minutach może nie być śladu już po drewnie. Warunek: dmuchać tam gdzie się rozpala ostro. Ja ostatnio pokusiłem się o kawałek kierownicy PW, aby skoncentrować jeszcze bardziej dmuchanie powietrza tam gdzie rozpalam. A rozpalam dokładnie w miejscu na górze tuż za otworem PW... I taki rozpał daje mi średnio 60 parę stopni w instalacji. Na początku nieco więcej, pod koniec mniej. I wytrzymuje te 24h przy nastawionej temp 60st. choć pod koniec bez przerusztowania i otwarcia na max. PP aby dopalić pozostały koksik/żużel się nie obywa. Oczywiście, gdy muszę grzać mocniej, np 70st+, to nie obywa się bez dosypania następnego dnia ze 2-3 łopatek węgla. Wtedy jednak żar przesuwam do tyłu rusztu, a w powstałe miejsce wsypuję węgiel (palenie progresywne). Jeszcze jedna sprawa. Dopóki nie "zagryzłem warg" i nie kupiłem droższego(dobrego) opału to kociołek produkował mi wszystko oprócz ciepła: Wapienie palone, kamienie, szlakę, żużel, hurtowe ilości popiołu, ile włożyłem tyle wyjąłem ... Naprawdę najgorzej wychodzi w rozrachunku tani (marny) opał. A czy komuś się uda podobnie spalać... Wiele zależy właśnie od jakości opału i determinacji palacza. Ja nie jestem zadowolony ze spalania, bo pomimo wieloletnich starań, dalej choć nie dramatycznie, mam sadzę w kotle i czasem "koty" Ale to właśnie głównie zależy od jakości węgla. I jeszcze jedno... Taaa... normalnie masochista jestem chyba, ale: codziennie przed rozpaleniem gruntownie czyszczę kociołek. Zasypuję go częściowo węglem, dalej... czyszczę wylot, półkę wymiennika itd. zsuwając wszystko na węgiel, na koniec wymiatam wszystko zwykłą szczotką zmiotką do czysta. na ów węgiel, dosypuję węgla, dopiero wtedy podpalam rozpałkę na węglu, kładę szczapki PW PP na max, i jazda.... Czasem jak większe niedopały wyciągnę po paleniu, to odsiewam popiół i spowrotem do kotła. No sorry.. Nikt nie napisał w instrukcj obsługi kotła że takie schody będą. Pozdrawiam :)
  23. Tratatata.. Miarkownik niepotrzebny.... Taaaa... Opał, opałowi nie równy, a i temperatura za oknem się zmienia. To co ? Mam siedzieć 24h przy kotle?, oczy na zapałki i i trzymać w ręku różnej grubości drzazgi i zapałki ? Ja to już przerabiałem na własnej skórze ze 30-lat temu. Najtańszym zamiennikiem etatowego palacza z drzazgami w dłoniach etc,, jest właśnie miarkownik ciągu. Odkąd go mam (miarkownik ciągu) zamontowanego, mam przez większość doby stałą temperaturę w domu. I kocioł zmusza mnie tylko raz na dobę do podstawowej obsługi:wyczyszczenia po paleniu, nasypania opału ( węgla ) i wreszcie rozpalenia. Wszystko w mniej niż kwadrans. Pozdro. ;)
  24. FireFlame

    Khw - Orzech Staszic

    Do ~ wojtekkowalPozdrawiam. Wiem jak mi się paliło i czym paliłem. <_<
  25. FireFlame

    Khw - Orzech Staszic

    Temperatura powinna być stosowna do zapotrzebowania na ciepło. Najlepiej gdy na powrocie do kotła ma te 55-60 st. Ale to jest niemożliwe do zrealizowania, bo często nie możemy tak ostro palić. Co do węgla z kopalni "Staszic", to wydaje się że dwa miesiące takim paliłem, i to w centralnej Polsce, tyle że to był zdaje się "wypadek przy pracy", bo ja kupiłem bardzo dobry węgiel orzech (sprawdzając parametry Staszica, to faktycznie by się zgadzało, znikoma ilość popiołu, bardzo energetyczny, lekko koksujący, jak to typ 33) po 820t, a handlarz zorientował się że "za dobry" sprowadził i przestały mu schodzić gorsze węgle. Tak teraz "Staszica" nie ma, za to są cudowne mieszanki, a to niby z Wujka, Wesołej, Piasta, skąd chcecie, o co zapytacie, to właśnie stamtąd jest ... :ph34r: Węgiel z kopalni Staszic jest chyba najlepszym węglem w PL dla osób które potrafią wydobyć max. energii z węgla. Pozostałym dyletantom szybko zapcha komin i kocioł. Ja mam bardzo pozytywne doświadczenia. Przejechać miesiąc z 7-dniowym hakiem.... na 0,5tony węgla w starej nieocieplonej Chałupie, na węglu który po paru godzinach pali się jak koks ... 7 kubełków (większych, paręnaście kilo na tydzień), jeden kubełek popiołu na tydzień. Na kotle trochę sypkiej sadzy... Ludziska!!! Szturmem na Staszica, Murcki zostawcie w spokoju. ( i tu jeszcze chciałem coś napisać o spółkach, łączeniu kopalni, holdingach, kompaniach węglowych, imporcie, mieszaniu węgla, ale nie skończył bym do końca świata ). Powodzenia palacze :P ........
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Używając tej strony zgadzasz się na Polityka prywatności.