-
Postów
1987 -
Dołączył
-
Wygrane w rankingu
17
Typ zawartości
Forum
Wydarzenia
Blogi
Artykuły
Treść opublikowana przez heso
-
Temperatura powietrza z nadmuchu a sprawność paleniska
heso odpowiedział(a) na andex temat w Instalacje CO i CWU
Być może nie potrafimy sie zrozumieć, bo ja akurat widzę te sprawy z perspektywy swojego własnego wykonania kotła, który pracuje trochę inaczej, niż te wspomagane wentylatorami czy podajnikiem. Nie zauważam u siebie tej cykliczności czyli większych skoków lub spadków mocy w czasie pracy kotła głównie dlatego, że pracuje b. równomiernie, a regulacją jest jedynie wielkość dopływu powietrza, zresztą ciągle prawie taka sama. Ale sorry, jeżeli moje uwagi nie wnoszą wiele do tematu. Co do tej temp. powietrza: jasne, że jest wiele czynników, na ten temat są grube książki, a my z konieczności piszemy skrótowo. Często czytałem o podawaniu ogrzanego powietrza do paleniska. Logicznie rzecz ujmując na pewno warto dostarczać gorące, chociażby dlatego, żeby nie wychładzać szkodliwie paleniska - tam korzystna jest jak najwyższa temperatura. Faktem jest, że tę temperaturę można osiągnąć wieloma sposobami- każdy jest wart uwagi. Policzyć nie potrafię - w swoim dłubaniu przy piecu działam intuicyjnie. Pozdrawiam. -
Temperatura powietrza z nadmuchu a sprawność paleniska
heso odpowiedział(a) na andex temat w Instalacje CO i CWU
Przedstawiłeś sporo własnej teorii, a sprawa jest stosunkowo prosta: wyższa temperatura powietrza dostarczanego do spalania gwarantuje uzyskanie wyższej temperatury procesu spalania, co daje określone korzyści, przede wszystkim pozwalając lepiej połączyć się gazom palnym i tlenem z powietrza, czyli skuteczniej przeprowadzić chemiczną reakcję spalania. A lepsza (szybsza) reakcja to mniej wyrzuconego do komina dymu, który jest gazem PALNYM i szkoda go wypuszczać bez wykorzystania- to same straty. O reszcie (zawór 3 i 4D) powiem tak: wygląda mi to na delikatnie mówiąc przegięcie, żeby z funkcji podwyższanie temperatury na kotle (do czego te zawory są przeznaczone, żeby zapobiegać skraplaniu sie w nim kwaśnej pary wodnej) tworzyć teorie o oszczędzaniu. Oszczędnie to byłoby wtedy, gdyby na kotle byłoby zawsze np. 25- 30 st. C co z oczywistych względów jest trudne, chociaż nie niemożliwe. Każde podwyższanie temperatury kotła to strata- woda ma wtedy mniejszą zdolnośc odbierania ciepła spalinom, która to cecha zanika zupełnie po osiągnięciu przez wodę temp. 100 st. C (przy normalnym ciśnieniu atmosferycznym). -
Jeden z najlepszych tekstów o naszych nieszczęsnych "nowoczesnych" kotłach, jaki czytałem. Brawo za szczerość . Pięknie napisane. To smutne, że mami się ludzi tymi światełkami na sterownikach, a które to sterowniki do właściwego procesu spalania niewiele wnoszą. Ktoś kiedyś popełnił taką konstrukcję i całe tłumy producentów bezmyślnie ją powtarzają nie przejmując się, że tak naprawdę te piece wymagają radykalnych zmian w budowie. Pozdrawiam bez złudzeń, że takie posty, jak Twój, kogokolwiek ostrzegą, zbyt wiele już podobnych czytałem na różnych forach, a szkoda. Może to zmobilizowałoby tych kotlarzy do stworzenia produktu naprawdę dla ludzi. I jeszcze jedno: nawet mokry węgiel nie powinien być problemem dla kotła, skoro ten sam węgiel pali się pięknie w zwykłym piecu, bez błyskających cyferek i szumu wentylatora. A "żużel" . "spieki" czy "grudki" ? Po prostu niedopalony z racji niedopracowania koks z tego węgla. Ręce opadają... PS. Tymi spalonymi workami po węglu nie przejmuj się: są zrobione z polietylenu lub polipropylenu. To czysty węglowodór, spalanie wnosi do atmosfery tylko dwutlenek wegla i parę wodną. W przeciwieństwie do "eko" węgla...gdzie cała tablica Mendelejewa i czort wie, co jeszcze. Z ciekawostek- spalanie drewna wnosi m. in. trujące dioksyny do atmosfery, których nie ma przy spalaniu tworzyw sztucznych nie zawierających chloru.
-
To jaki w końcu masz piec : dolnego czy górnego spalania ? Dla jasności- górne spalanie to te tradycyjne, z rusztem, na który sypie sie porcje paliwa, a powietrze dostarcza sie głównie pod ruszt. Spaliny opuszczają piec górą, dlatego nazwa- górne. Jak piszesz, że ubijasz trociny, to nie wydaje mi się, że piszesz o dolniaku. Przy okazji: czy z komina widać dymienie przy paleniu tym sposobem ? Pozdr.
-
Co mogę powiedzieć...Nie widzę przeszkód, żeby do przedstawionego na zdjęciach pieca dołożyć podajnik. Wg. moich obserwacji ilość podawanego paliwa jednokrotnie to ok. 1 kg co 0, 5 - 1 godz. w zależności od uzyskanej temperatury. Osobiście dziwię się, że nie powstały dotąd paleniska- retorty dolnego spalania które w stosunku do górnego ( tak jak w tych produkowanych) mają wiele zalet, a podstawową jest czysty b. gorący płomień. Dodatkowo można z powodzeniem wyeliminować kłopotliwy nadmuch, którego nie stosuję - ciąg naturalny idealnie dopasowuje się do ustawienia przepustnic powietrza. A i uszczelki wtedy zbędne...
-
Wychowałem się przy piecu kaflowym i wiem czym to pachnie. Może to i dobre, ale...wolę CO. 13robert- nie widzę problemu w zastosowaniu paleniska do pieca kaflowego. Tak czyste i wydajne żródło ciepła wygląda na uniwersalne, także ze względu na możliwość używania b. różnego paliwa. Sprawność i zużycie opału nie ma większego znaczenia ? To zawsze jest ważne. To, że ktoś ma opał prawie za darmo, ma znaczenie tylko dla niego, wszyscy tak mieć nie mogą. Dochodzi do tego drobiazg, jak wielkość emisji CO2. Wiem, niewielu prywatnie się tym przejmuje, tak jak szkodliwością palenia śmierdzącymi odpadami, ale w końcu oddychamy tym samym powietrzem i dobrze byłoby wypuszczać z pieca jak najmniej szkodliwych wyziewów.
-
Nachylony popielnik (czy palenisko) to trochę dziwne rozwiązanie. Mogłoby dochodzić do wypadania niespalonego paliwa albo wręcz wypadania palących się kawałków. Zrobiłem poziomo i jest OK. cyt: "ciekawe czy udaloby sie zrobić np taki duzy piec by ogrzewał caly dom?" Mój piec ogrzewa cały dom i wcale nie jest duży... Chodzi Ci o coś podobnego do kaflowego ? Bez przesady, to cofanie się w rozwoju, nie po to ludzie wymyślili centralne ogrzewanie, żeby w dzisiejszych czasach wracać do kafli...to dobre dla miłośników, ale z wygodą i ekonomią nie ma nic wspólnego. Dystrybucja ciepła trudna i niejednorodna. Łatwo o przegrzewanie pomieszczeń albo niedogrzanie. Poza tym niezbyt imponująca jest sprawność pieca kaflowego. Nie ma to jak porządny wymiennik wodny i układ CO.
-
Poszukaj czegoś, co promieniuje ciepłem (jak nasze elektryczne "słoneczka"), można to ustawić tak, by ogrzewało określony obszar. 162 m2 w jednym kawałku ? Gdzie Ty mieszkasz ? Nie bój się tak bardzo przy takich rozmiarach pomieszczenia tego "kominka". Wygląda solidnie.
-
Temperatura powietrza z nadmuchu a sprawność paleniska
heso odpowiedział(a) na andex temat w Instalacje CO i CWU
Czasami powietrze pobiera się z rur, które zakopane w ziemi powodują wstępne jego ogrzanie, co jest szczególnie cenne w czasie mrozu. Pewnie, że można, ale nic za darmo- garaż będzie chłodniejszy... Co do sprawności: wydaje mi się, że te parę st. C więcej aż tak znacząca nie wpływa na sprawność. Ale już w samym piecu warto pomyśleć o takim poprowadzeniu powietrza, żeby do paleniska trafiało naprawdę dobrze ogrzane, nawet o kilkaset st. C więcej. To znacznie poprawia sam proces, który nie jest niczym innym, jak reakcją chemiczną, która szybciej zachodzi w wyższej temperaturze...o czym wszyscy uczyli się w szkole...Pozdr. -
Nigdy nie tęskniłem za buforem i "rzeźbiąc" piec chciałem tego uniknąć. Też mam takie odczucie, że kocioł, który ma szeroki, łatwy zakres regulacji mocy nie wymaga dodatku bufora. Takie rozwiązanie jest korzystne, bo nie powstają straty ciepła w wyniku użytkowania bufora. Pełnię zalet pieca będzie można docenić, kiedy przyjdzie prawdziwa zima (czego oczywiście nie życzę Wam ani sobie prędko). W te obecne dni palimy właściwie z przerwami, rozpalanie jest o tyle wygodne że na dnie paleniska zostaje na długie godziny żar, od którego łatwo zapala się następna porcja paliwa. Robiłem próby z paleniem węglem, z czystej ciekawości, bo nie zamierzam ze względu na cenę. Fakt, że palenisko jest w całości szamotowe i jest tam wysoka temperatura (dalej także - w "dopalaczu") powoduje, że dymu z komina prawie nie ma. Zauważyłem przy okazji, że powietrza trzeba dostarczać o wiele więcej, niż przy innych paliwach, żeby uzyskać czysty plomień. Po wydzieleniu się wszystkich lotnych składników węgla pozostaje żar, który spala się b. wolno. Co do zakresu mocy: da się tak ustawić dopływy powietrza ( trzy) że można osiągnąć zarówno "piekło", jak i pracę kotła spowolnioną, taki rodzaj podtrzymania, ale z zachowaniem prawidłowego, bezdymnego spalania.
-
Możliwe, że sporo ludzi tak ma, ale nie zwraca na to uwagi. Ja mam i podobnie jak adam, dostaję tą drogą informacje. Mianowicie wiem, kiedy instalacja stygnie, bo wtedy też pyka. To sygnał do podłożenia do kotła...
-
Może dotknij tę rurę w czasie grzania piecyka, sprawdż, czy jest ciepła od spalin. Nie wygląda to na system "rura w rurze" (turbo). Powietrze do spalania gazu może być brane z pomieszczenia dlatego, jak przy piecach na paliwo stałe, trzeba zapewnić jego dopływ z zewnątrz. Dotarło do mnie z tą rurą... to zdjęcie przedstawia widok Z GÓRY, więc wszystko jasne. Słychać szum jakiegoś wentylatorka wewnątrz ?
-
Witaj ! To zdjęcie rury to przypadkiem nie odwrócone ? Wyglada to na rurę doprowadzajacą powietrze do spalania podobnie jak to sie robi w kominku. Dwutlenek to pół biedy, gorzej, jak spalanie nie zachodzi całkowicie i wydziela się nawet niewielka ilość tlenku węgla, czyli czadu. 2 litry w 1 m3 powietrza to już dawka "death". Czy to jest jakaś konstrukcja firmowa ? Czy czuć w pomieszczeniu ten zapach, czy tylko po zbliżeniu nosa do promienników ? Jeżeli dotychczas nikt nie ucierpiał, to może nie jest to takie grożne ?
-
Podajnik to na pewno wygoda, ale w moim przypadku, kiedy korzystam z b. różnego paliwa, raczej nie do przyjęcia. Nawet myślałem o zastosowaniu, ale nie chciałbym sie skazywać na określony rodzaj paliwa. W domu zawsze ktoś jest, a jak nie ma, to się nie pali i nie ma z tego powodu tragedii. Nawet na noc nie podkładamy, bo lepiej się śpi w trochę chłodniejszym. Bufor to dobra rzecz, ale musi być duży, co najmniej 1000 l. To wygoda, ale wstępnie dość sporo trzeba zainwestować. Izolacja cieplna zbiornika wymagana solidna, bo mogą być straty ciepła.
-
Tak, powietrze w zasadzie najważniejsze. Na początek chcę coś wyjasnić: to, co jest widoczne na zdjęciach nie przedstawia CAŁEJ prawdy, pewnych rzeczy brakuje, innych nie ująłem z oczywistych względów. Poza tym konstrukcja ciągle podlega doskonaleniu i np. dzisiaj znowu poprawiłem taki drobiazg, jak możliwość podsypywania nowej porcji opału na żar, bez efektu wydobywania się w tym czasie dymu z pieca. Nie ukrywam, że zrobiłem to pod wpływem Waszych zapytań m. in. o tę sprawę. Ogólnie powietrze dopływa trzema strumieniami: najmniejszym od strony "rusztu", (którego nie ma) sporym strumieniem od strony zasypu (bardzo przydatnym dla wciągania dymu do wylotu) i trzecim może najważniejszym, w miejscu "palnika" gdzie mieszają się gazy palne z tlenem powietrza. Powietrze jest dostarczane do tego miejsca dwiema równoległymi rurami śr. 5/4 cala z możliwością regulacji ilości chociaż zauważyłem, że dokonuje się tam samoregulacja, w zależności od "cugu" - im mocniej się pali tym bardziej zasysane jest powietrze. Cieszy mnie Wasze zainteresowanie. Pozdrawiam.
-
Nie mam takiego obszaru i możliwości, żeby nasadzić tej wierzby dużo, tę swoją ilość traktuję jako małe uzupełnienie albo raczej hobby. Interesującym dodatkiem do trocin jest zużyty olej silnikowy, chociaż gdzieś czytałem, że nie wolno go tak całkiem legalnie używać jako opału. Ale owszem- robiłem próby i energetyczność takiej mieszanki b. wzrasta. Podoba mi sie też, że trociny nie mają wtedy skłonności do pylenia. Nie muszę chyba dodawać, że przy moim sposobie palenia nie widać dymu z komina ? No i trocin idzie znacznie mniej...
-
Używalem zrębków z czyszczenia poboczy dróg- robią to przeważnie zimą lub wczesną wiosną. Miałem tego sporą ilość i paliło się doskonale, chociaż rzeczywiście przydalby się wiekszy zbiornik (szyb) zasypowy. Staram sie latem przygotowywać zapas paliwa, bo np. grube trociny kupuję w stanie wilgotnym i suszę w słońcu rozłozone na wielkiej plandece. Wilgotnych nie mogę przechowywać, bo pleśnieją. Mam posadzonych ok. 100 wierzb energetycznych i tej zimy będę miał pierwszy plon, ale oczywiście taka ilość to za mało na całą zimę. Ale radzę sobie - gałęziowe drewno jest w zasadzie darmowe trzeba tylko się pofatygować z piłą i samochodem. Pozdrawiam.
-
Widziałem opis Twojej metody na innym forum ("leśnik" ?). Tak, to też rodzaj spalania ze wstępnym odgazowaniem paliwa. Wspomniałeś tam, że dołem kotła wpuszczasz niewiele powietrza, jak najbardziej prawidłowo. Jeżeli nie masz dymienia, to OK. Zawsze warto jeszcze wiedzieć, jaką temperaturę mają spaliny opuszczające kocioł. A może na drodze palących się gazów jakiś "palnik" z cegieł szamotowych ? Dla zawirowania, zwiększenia prędkości przepływu, zmieszania z powietrzem i dokładnego wypalenia ?
-
Jeszcze o tej szybkości spalania: sporo zależy od tego, ile pozostawię turbulatorów- skręconych pasków blachy w rurkach wymiennika. Używam tego do regulacji temperatury spalin w czopuchu. Wymiennik bez turbulatorów powoduje spalanie gwałtowne, duży ciąg, bo temperatura spalin w kominie wysoka - same straty. Wszystkie rurki wypełnione paskami to dość zimne spaliny, (zbyt) wolne spalanie, słaby ciąg. Po paru próbach zostawiam w wymienniku ok. 1/4 ilości rurek wolnych od turbulatorów.
-
Z popiołem dziecinnie łatwe: w zasadzie na dnie paleniska jest ciągle gruba warstwa żaru. Nie jest on zbyt intensywnie wypalany (celowo). Powietrze doplywa kanałem od dolu i trafia na czoło tego żaru. Tylko tam, gdzie trafia powietrze, powstaje popiół ( tak jak w normalnych piecach rusztowych od spodu rusztu.) Cała reszta rozgrzanego węgla (drzewnego) "czeka" na powietrze. Doczeka się dopiero na czas wypalenia resztek paliwa w piecu... To, które wcześniej sie wypalilo i pozostawilo popiół łatwo usunąć byle pogrzebaczem z kanału. Zresztą nie trzeba robić tego często, czasem wystarczy raz na dzień. Po wygaszeniu pieca popiolu z drewna takze prawie nie ma. Korci mnie po tych ostatnich przeróbkach zrobienie próby z mialem, raczej mieszanym z trocinami, i wtedy popiolu pewnie więcej...Ten okres nie jest jeszcze dobrym czasem do pelnego palenia, bo przecież nie ma jeszcze zimy. Czas rozgrzania całego układu do 60 st. C ? Zależny od potrzeb, chęci i...zastosowanego paliwa. Myślę, że ok. 0,5 godz. W zasadzie przyjąłem metodę rozgrzewania dość wolnego, by nie generować niepotrzebnych strat- czyli wolne dochodzenie do nagrzania domu, bo przecież grzejemy dom a nie kocioł. Wody mam wszędzie dużo, rura zasilania to 2 cale, potem oczywiście coraz mniej, miedż 28- 22- 18. Mniejszych nie stosowałem, bo wszystko grawitacyjne. Razem 9 dość sporych grzejników + woda użytkowa (boiler). Z tym grzaniem sprawa trochę dziwna. Bo... jak osiągam te 60- 65 st. C i robi się przyjemnie ciepło, to (robię tak czasem) można już nie podkładać, starczy ciepła na długo. Zresztą żar w piecu pozwala na łatwe powtórne rozpalenie. Ale rzeczywiście w tzw. okresach przejściowych (wiosna, jesień) palenie jest czymś innym, niż przy trzaskających mrozach, gdzie możemy bez oporów palić bez przerwy. Na jak długo starcza załadunek ? Zależny od uchylenia powietrza, od paliwa, od...ubicia trocin (tak, tak- czasem ubijam, kiedy nie zależy na szybkim spalaniu) Mogę to dokładnie sprawdzić, ale- wystarczająco długo. 2- 3 godz ? Zawsze mogę przedłużyć zasyp, ale nie było na razie takiej potrzeby. Paliwa ? Wszystko, co się pali...Odbywa się tu rodzaj odgazowania, więc nie ma większego znaczenia co sie wrzuci, temperatura wyzwala wydzielanie gazów palnych i potem trzeba je "tylko" dobrze spalić. Reszta to żar węgla, z nim nie ma problemu. Pozdrawiam. Henryk S.
-
Witaj. Nie nastawiam się tylko na palenie trocinami, chociaż to wychodzi najtaniej. Zasypywanie trocinami bardzo rozgrzanego paleniska jest cokolwiek ryzykowne (dym). Ale nawet w czasie robienia tych zdjęć dym nie wychodził z pieca. Na ogół radzę sobie w ten sposób, że po pierwsze, trociny można zasypać wcześniej, na istniejącą warstwę, a jeżeli już dojdzie do sytuacji że warstwa żaru będzie widoczna, to odczekuję, bo czas wypalania jest długi, liczony w godzinach lub na żar rzucam parę kawałków drewna i na to dopiero trociny. Powietrze w momencie zasypywania jest intensywnie doprowadzane od strony zasypu, więc ewentualny dym (lub ogień) jest zasysany do dołu, do wylotu. Dodam, że dołem powietrze wchodzi otworem śr. 12 mm... To nie szkło, tylko płytka z miki, mam spory zapas z rozebranych dużych kondensatorów. Płytki rozmiaru ok. 12 x 6 cm wytrzymują spokojnie wysoką temperaturę. Na potrzeby zdjęcia założyłem nową, po pewnym czasie nie jest już taka przeźroczysta, ale mi to nie przeszkadza, bo to tylko dla eksperymentu, nauki regulacji doprowadzania powietrza. To daje sporo informacji szczególnie z jednoczesną obserwacją tego, co wychodzi z komina ( najczęściej nie widać niczego...). Pzdr. PS. Do Admina marcina: dzięki za poprawienie wklejenia zdjęć.
-
tomek krakerss, dzieki za miłe słowa, już tracilem nadzieję na dialog... Ujawnić...więcej ? Trochę dziwna sytuacja. Niewielu pewnie chciałoby zmajstrować sobie własnoręcznie a pamiętać też trzeba, że rzecz nie ma żadnych atestów np. bezpieczeństwa czy szkodliwości dla środowiska. To raczej temat do porozmawiania o dobrym spalaniu. Po publikacji szczegółów być może któregoś dnia spotkałbym podobne rozwiązania w hurtowniach handlujących kotłami...beze mnie. Co do kociołka - teraz dopiero uświadomiłem sobie podstawową różnicę w stosunku do tych "handlowych" : nie skupiłem się tylko na tym, co "na ruszcie". Bardziej interesowało mnie co dzieje się z płomieniami po opuszczeniu paleniska. Na zdjęciach nie można pokazać wszystkiego ale żeby uzyskać prawie nieświecący płomień, którego barwa świadczy o (prawie) całkowitym dopaleniu węgla, tego gazowego (CO) i stałego (drobne cząstki sadzy) trzeba przy braku wentylatora "przecisnąć" gazy i zawirować w szamotowej osłonie, która zapewnia wysoką temperaturę procesu. To daje konkretne efekty, które odczuwam, zużywając coraz mniej opału w miarę poprawiania konstrukcji. Fajna zabawa- z jednej przeróbki wynika następna- można tak pewnie bez końca. Pozdr.
-
Zgodnie z obietnicą zamieszam te zdjęcia. Może niewiele widać, ale zawsze coś... 1. To widok z góry pionowej komory zasypowej. 2. Zasypujemy trocinami... 3. Do całkowitego zasypania... 4. Jako że to piec dolnego spalania, więc palenisko na dole pełne żaru. A- znowu nie mam rusztu...raczej zbędny. 5. Płytka z miki nad wylotem z paleniska- pozwala na obserwację płomienia. 6. To ten jasny prostokąt w dole ( z odbiciem światła na ściance kotła), przez uchyloną pokrywę wymiennika widać płomienie. 7. Zapopielony wymiennik, z którego jestem średnio zadowolony, warto zrobić inny. Tyle na razie, pozdrawiam. HS. PS. Coś namieszałem z tymi zdjęciami. Jak właściwie wkleja się zdjęcia ?
-
Spalę. W tamtym sezonie zmuszony byłem palić zrębkami, a własciwie grubymi trocinami sosnowymi, niestety wilgotnymi i wtedy doceniłem swój system spalania na warstwie żaru- odbywa się tam coś w rodzaju odgazowania opału ze wstępnym suszeniem. Teraz muszę wyjechać na parę godzin, ale po powrocie postaram sie wrzucić parę zdjęć swojego pieca, może w nowym temacie. Nastawcie się na drastyczne zdjęcia prototypu. Pozdrawiam.
-
Normalne. Pomaga dodanie w miejscu tarcia o uchwyt odrobiny np. smaru grafitowego. To pomaga też przy pykających grzejnikach, ktore przesuwają się na uchwytach. Sprawdż, czy to właśnie nie stukają grzejniki- dżwięk rozchodzi się po rurach.
