-
Postów
1987 -
Dołączył
-
Wygrane w rankingu
17
Typ zawartości
Forum
Wydarzenia
Blogi
Artykuły
Treść opublikowana przez heso
-
Mam wrażenie, że nie tylko ja nie nadążam za Tobą... Dla jasności sprawy pozwalam sobie wkleić własnoręcznie namazane schematy dolnego i górnego spalania. To dolne to oczywiście to z wylotem płomieni u dołu pieca. (rys. z lewej str.) Jeszcze o tej sprawności: czy chodzi o wydłużenie spalania określonej ilości paliwa ? Bynajmniej, wg. mojej wiedzy sprawność to raczej zdolność kotła (pieca) do przejęcia wytworzonej ze spalania energii, więc ten czas spalania nie wydaje się istotny a przynajmniej nie najważniejszy. O zdolności przejmowania ciepła przez wymiennik spaliny- woda decydują ( w skrócie) takie szczegóły jak: wielkość powierzchni wymiany, szybkość przepływających spalin, ich temperatura, temperatura czynnika (wody) rodzaj powierzchni wymiany ( im bardziej chropowata, tym szybsza wymiana) nawet współczynnik promieniowania gazów (dwutlenku węgla i przegrzanej pary wodnej), także rodzaj materiału wymiennika i grubość jego ścianek. Do tego dochodzi jeszcze oczywisty wpływ stopnia zanieczyszczenia powierzchni wymiany, słynną smołą, sadzą i popiółem. Nawiasem mówiąc, jesteśmy poniekąd zmuszeni nie palić zbyt wolno, bo zwyczajnie tym sposobem nie nagrzejemy dostatecznie chałupy...Pozdr.
-
Jak o piecach, to zawsze na temat...Kominek to też piec, nawet jak ma płaszcz wodny. Tak, to dość dziwny kocioł, wynik ożenienia zamkniętego szybą kominka z kotłem CO... Jak słychać na różnych forach, sporo z tego problemów. Gdyby mi się taki trafił, to oczywiście przerobiłbym go już na drugi dzień. Szyba precz, sprytne palenisko szamotowe, tak żeby płomienie było widać i słychać i energię dawał do płaszcza i nie dymił w kominie. Te otworki dookoła szyby ? Nie wiem, kto to wymyślił, ale stosuje się. Często też nie sprawdzają się, ale to już chyba zależy od samej techniki palenia. Najlepsza szyba to...brak szyby...tak mnie naszło. Kominek to trudne palenisko, niestety w ciągu ostatnich lat znacznie różniące się od tradycyjnego otwartego, które miało (ma) niewielką sprawność, ale jak to ludzie mówią, najważniejsza jest magia żywego ognia. Pozdrawiam
-
Tego zapychania da się uniknąć... Mam problem - chciałbym doradzić, ale czy to rozsądne ujawniać swoje niepatentowane "patenty" ? OK - zupełnie ogólnie : zastosowałem przegrodę separującą od żaru i dodatkowo rodzaj nawisu górnej krawędzi wylotu, czyli przesunięcie pomiędzy górną, a dolną krawędzią. Drobne części żaru czy popiołu nie mają wpływu na pracę palnika, ciąg płomieni ciągle czyści ten obszar. Domyślam się, że przy ciągu naturalnym możliwa jest samoregulacja ilości potrzebnego powietrza wtórnego. Obserwowałem różnice w ciągu przy spalaniu drewna i koksu z węgla. Dopalający się koks powoduje znacznie mniejsze ssanie powietrza niż płonące drewno. Być może taka samoregulacja występuje we wzajemnej ilości powietrza pierwotnego i wtórnego. W każdym razie nie reguluję ciągle powietrza wtórnego - wlot pozostaje otwarty, ufam, że ilości pow. same się regulują, ale badań w tym kierunku nie robiłem. Pooglądałem sobie te przekroje w Atmosach. Teraz widzę, że niechcący zrobiłem nawet podobnie, tylko że w poziomie. Jak widać, żar nie sprawia problemu z zatykaniem wlotu. Jeszcze jedno: ja dość perfidnie przy okazji rozwiązałem też sam ruszt (bo mam), dla "przechowania" żaru. Nie muszę chyba przypominać, że to chodzi bez wentylatora ? Pozdrawiam. Ps. 5 kW ? To jest możliwe. W szamocie, najlepiej z podajnikiem.
-
Zawsze można porozmawiać... Tylko przez drzwiczki, niewielkim strumieniem pod ruszt, tak aby tylko podtrzymać żar. Chyba, że chwilowo potrzeba większej mocy, wtedy można uchylić więcej. Wysokość (grubość) warstwy żaru w zasadzie jest stała, chociaż nie korzystam z tej warstwy w "pionie' ale raczej w "poziomie", bo taki jest przepływ powietrza pierwotnego. Tworząca się wyżej warstwa żaru czeka na swoją kolej spalania, tak więc właściwie przedmuchiwany jest węgiel drzewny, a gazy są dochodzącym z góry dodatkiem. Cała rzecz w takim doborze powietrza, by ta warstwa nie wypalała sie za szybko. Za wolno także nie, bo może nie wystarczyć mocy... Z powietrzem wtórnym też nie mozna przesadzać, najlepiej dobrać jego ilość mierząc jednocześnie, (przynajmniej na czas testów) temperaturę spalin tuż za palnikiem. Sprawa doboru powietrza wtórnego o tyle jest skomplikowana, że stosowane paliwo (drewno, węgiel) potrzebuje w róznych etapach spalania innej ilości powietrza. Najlepiej więc palenisko zbudować tak, by uzyskać w miarę stały strumień gazów - mieszankę ze zgazowania + tlenek węgla z "koksu". Wtedy dodatek powietrza w palniku można określić w miarę dokładnie.
-
W różnym stopniu metalowe fragmenty "palnika" ulegają destrukcji pod wpływem wysokiej temperatury. Traktuję ten piec jako poligon doświadczalny do testowania różnych rozwiązań, także przy okazji trwałości elementów. Części zużywające się mogę w każdej chwili wymienić, wprowadzam też przy okazji zmiany dla zwiększania ich żywotności. Dobrym wyjściem jest pokrywanie metalu płytkami szamotowymi, chociaż i to nie zapewnia wiecznej trwałości. Najlepsza prawdopodobnie byłaby konstrukcja całkowicie szamotowa, ale sam materiał narzuca w tym przypadku inne rozwiązania. Mam nawet rozrysowaną taką budowę, ale na razie nie mam potrzeby zmieniać. Jarku, warto rozważyć fakt, że po odgazowaniu drewna żar węgla drzewnego pali się stosunkowo wolno. Jeszcze wolniej spala się koks (z węgla). Konstrukcja paleniska powinna to uwzględniać.
-
Witaj ! Jest podgrzewane, właściwie wychodzi to "samo z siebie" i dotyczy to powietrza pierwotnego (tego do zaledwie podtrzymywania żaru) jak i wtórnego, zasilającego palnik. To wtórne przepływa rurami, które są "zanurzone" częściowo w palenisku i siłą rzeczy jest podgrzewane bo same rury są gorące, czasem rozgrzane do czerwoności. Czy ma to znaczenie ? Pewnie tak, ale patrząc na całość paleniska, panuje w nim i tak dośc wysoka temperatura więc to dodatkowo podgrzewane to raczej świeczka w ognisku... Potraktowałem (przynajmniej po ostatnich przeróbkach) komorę zasypową razem z (wstępnym) paleniskiem jako wytwornicę gazów palnych, które prawie natychmiast po wytworzeniu są wzbogacane w powietrze (są mieszane) i dopalają się ostatecznie. To prawie klasyczny sposób spalania, tak się dzieje w byle piecu, tyle, że zadbałem o dolne spalanie, dodatkowe powietrze, użyłem izolacyjnego szamotu. Ważną rolę powierzyłem żarowi powstającego przy spalaniu koksu, można powiedzieć że to przez niego przepuszczam powietrze pierwotne, a wytwarzające się przy tym wysoka temperatura wyzwala gazy palne z paliwa leżącego wyżej. Zbyt duże podawanie powietrza prowadzi do szybkiego wypalenia się tego żaru i ...po zabawie, więc to powietrze znacznie ograniczam. Z mokrym nie ma większych problemów. Wprawdzie nie drewno, lecz grube trociny, ale spalam. Robię to tak, że rozpalam oczywiście suchym drewnem, przez dłuższy czas do nagrzania się paleniska i utworzeniu wspomnianego żaru. Potem na ten żar rzucam znowu suche drewno, czasem suche trociny lub nawet kawałki tektury, dla stworzenia warstwy separującej od żaru, a na to wszystko trociny wilgotne. Zanim przyjdzie pora ich spalania, zdążą wyschnąć od wysokiej temperatury poniżej. To właściwie jedna z zasad działania gazogeneratora gazu drzewnego, tam też jest strefa suszenia a wydzielona para wodna ma szansę brać udział w zamianie na palny gaz wodny w strefie żaru (C+ H2O = CO +H2). Czy tak jest rzeczywiście ? Nie wiem na pewno ale spalam bez problemu i proces wytwarza wysoką temperaturę. Pozdrawiam.
-
Jak zwał, tak zwał. dobrze jest znać chemię, fizyką, umieć pociąć i pospawać...jakoś trzeba sobie radzić, najlepiej nie oglądać się na innych. Co ważne - nie wierzyć bezkrytycznie we wszystko, co nam wpierają już w szkołach, chociaż zdaje sie w szkołach niewiele uczą...Czasami dla rozrywki zadaję pytanie znajomym, czy wiedzą skąd węgiel w drewnie (bo przecież jest). W 80 % przypadków są w tej sprawie bezradni... A tam, zaraz z cegły...Cegły szamotowe tworzą tylko palenisko, tam gdzie wysoka temperatura, reszta przykładnie z blachy, cieńszej lub grubszej. Myślę, chociaż do końca nie mam pewności, że przy naturalnym, samoczynnym ssaniu powietrza przez komin następuje jednocześnie samoregulacja ilości powietrza potrzebnego do spalania. Tak więc specjalnie nie trzeba się martwić o regulacje, jedynie o ogólne ustalenie mocy kotła, dla nagrzania chałupy. Tak jak u mnie, wystarczają w zasadzie dwa stopnie regulacji. Zawsze można rozpalić w górniaku od góry, po nasypaniu paliwa, sporo ludzi tak robi. Trochę ratuje to sytuację, wydłuża też palenie. Ale...po swoich eksperymentach dochodzę do wniosku, że dopiero przepuszczenie gazów przez kanał, w którym można dość dokladnie dozować powietrze i zmieszać gazy, daje dobre wyniki. A inaczej, to tylko półśrodki, partyzantka. Powietrze zamiast wspomagać plomienie, wędruje obok, wychładzając kocioł, gazy z paliwa inną drogą i ...dymi z komina, czyli strata. Tak, proces odbywający sie w piecu to reakcja chemiczna z efektami fizycznymi, całość wymaga unikania błędu w sztuce, inaczej...po kieszeni i smród w okolicy. Konkrety ? Jakoś ciężko mi ujawniać najlepsze pomysły. Ale parę mogę: dołem na ruszt wpuszczam powietrze otworkiem 10 mm, do tego dochodzą małe nieszczelności w drzwiczkach i wystarcza. W "palniku" szereg malych otworków dla powietrza, które miesza się z gazami palnymi z komory zasypowej paliwa, w której szamot. Dalej płomienie dopalają się w kanale szamotowym. Węgiel spalam tym sposobem bezdymnie. Oczywiście na co dzień nie palę węglem, bo wychodzi drogo, 20 kg węgla kosztuje około 15 zł. Używając prawie darmowych trocin i byle jakiego drewna, wychodzi okolo 2- 3 zł dziennnie, nie licząc roboty przy tym drewnie. Nie wybrzydzam na drewno cienkie, wyznaję zasadę, że liczy się zawarta w nim energia, całą resztę już opanowałem, tzn. tempo spalania i wychwytywanie ciepła. Pozdrawiam.
-
Tak, jak na obrazku..tu akurat pokazuje trochę ponad 150, termometr wetknięty do wywierconej dziury w czopuchu. Pięknie się sprawdza. Długo można by pisać, ale już póżno, jutro postaram się rozwinąć, ale mała uwaga: na litość boską, nie podciągajmy wszystkich pieców pod jeden sznurek ! Mój nie ma nic wspólnego z jakąś tam smołą czy sadzą ! Obojętnie, co wrzucę- pali się czyściutko. Gdybym miał większy zasyp, nie widzę przeszkód w paleniu przez całą dobę. Bez prądu, pompek sterowników i miarkownika (chociaż ten ostatni przydałby się...) Dla mnie nie ma złego paliwa ! Od pewnego czasu otworzyły mi się oczy: przez setki (ba , może tysiące) lat ludzie byli karmieni takimi, a nie innymi metodami palenia a to trzeba robić trochę inaczej...Ja mam łatwiej, bo od małego zgłębiałem chemię i sam robiłem sobie zabawki, więc teraz się przydało.... Dobranoc.
-
Witam. Co do spadku ciągu przy paleniu już odgazowanym węglem (koksem), to podejrzewam że wpływ na to ma zmniejszona objętośc powstających spalin. O ile przy spalaniu węglowodorów (gazów palnych, oleju opałowego, drewna, także oczywiście...węgla) jednym (ważnym) z produktów spalania jest para wodna, powstała ze spalania wodoru zawartego w w/w paliwach. Ta para, oprócz zwiększania objętości spalin powoduje jednocześnie ich lekkość, co w ogóle umożliwia powstanie ciągu- lekkie spaliny szybko wędrują w górę komina, zasysając strumień świeżego powietrza do obszaru spalania w piecu. Spalanie zaś samego węgla (jako pierwiastka) nie powoduje powstawanie pary wodnej, tylko dwutlenku węgla, który jest gazem 1,5-krotnie cięższym od powietrza. Gdyby nie mały dodatek pary wodnej z samego powietrza użytego do spalania koksu, ciąg prawdopodobnie byłby jeszcze mniejszy. Zastanawia mnie czy dodawanie wody do np. miału nie służy właśnie podniesieniu wartości ciągu... i lepszemu przez to spalaniu ? Ja sam w przypadkach, kiedy zależało mi na zwiększeniu ciągu przy spalaniu warstwy odgazowanego węgla, przyśpieszałem go poprzez wrzucenie czegoś "węglowodorowego"- drewna, tektury, trocin, folii polietylenowej. Po nawet krótkim paleniu się dużym płomieniem ciąg wyrażnie wzrastał i koks żarzył się mocniej. Jak najbardziej skłaniam się po ostatnich próbach palenia węglem do zrobienia identycznej próby z taką samą ilością (wagowo) drewna. Jest okazja, żeby porównać efekt stopnia nagrzania kotła, no i czas spalania. pewnie o tym Wam napiszę. Pozdrawiam.
-
Nie wiem jak inni, ja osobiście przyjemnie odbieram Twoje pisanie, chociaż czasami nie nadążam...Nie zniechęcaj się. Z odpowiedziami to...często brak czasu. Trochę prywaty: mój kocioł jak najbardziej własnoręcznie wykonany, chociaż niektóre elementy, jak np. wymiennik ze złomu, ze starego gazowego kotła. Konstrukcja przechodziła niezliczone modyfikacje, akurat jego dość "lużna' budowa te zmiany umożliwia. Uparłem się, żeby spalać: tanio, czysto (bezdymnie) i wygodnie i udało się to po latach w 98 %. Zjadłem na tym zęby, przewertowłem mnóstwo literatury, także tej lepszej, zagranicznej. Dość prymitywnymi metodami, bez żadnej automatyki i prądowych wspomagaczy mam efekty jak w wyrafinowanych "komputerowych" kotłach. Ba, mam wrażenie, że odkryłem po drodze rzeczy, o których w żadnych książkach...chociaż podobno wszystko już było. Ze spraw praktycznych: ostatnio wyrzuciłem uroczyście z płomieniówek (1 calowych) te zawirowacze (turbulatory). Bez tych skręconych pasków blachy działa to teraz równie dobrze, a odpada szarpanina z nimi, wystarczy "przelecieć" od czasu do czasu wyciorem wnętrza rurek. Tak , dobre spalanie to niełatwa sprawa, na tym przewrócił się niejeden "wiodący". Tu trzeba subtelnie, wnikliwie, mieć czas na pomyślunek i cierpliwość do kolejnych ulepszeń. Po co to wszystko ? Dla własnej satysfakcji, taniego grzania ciekawości czy "da się" i trochę po to, by się popisać...Pozdrawiam.
-
Z ciekawości, a głównie za sugestią piotrka automatyka robiłem ostatnio próby palenia węglem w swoim piecu, co mi się dotychczas nie zdarzało. Węgiel groszek po 680 zł/kg Rozpalenie o godz. 7.30, zasypany porcją 10 kg. Po rozpaleniu przez kilka pierwszych minut lekki szary dym z komina, potem w zasadzie bezdymnie. Kocioł zimny po nocnej przerwie, temperaturę 60 st. C osiągnął po 2 godz. palenia Temperatura spalin ustaliła się na ok. 150 st.C Po fazie dość energicznego spalania, kiedy z węgla wypalały się lotne składniki (smoły) temp. w kotle spadła o godz. 11.00 do 53 st, a spaliny do 120 st.C Po następnych paru godzinach, celem dopalenia pozostałości skoksowanego węgla dałem więcej powietrza, te 10 kg paliło się do godz. 15. 00, kiedy została reszta żaru od której zapaliła się następna porcja opału, tym razem już drewna. Obserwacje? Zauważyłem dziwny spadek ciągu po skoksowaniu się całej objętości węgla. Dopóki był płomień, ciąg był niezły, potem przy takim samym podawaniu powietrza nastąpił spadek temperatury na kotle i spalin w czopuchu. Stąd wniosek, że spalanie koksu wymaga większego podawania powietrza, ale kiedy nie zależy nam na uzyskiwaniu wtedy większej temperatury, to spalać można wolniej. Załączam zdjęcia z godziną wykonania: Początek pojawienia się żaru blisko górnej powierzchni węgla. ( to kocioł dolnego spalania). Potem pełny żar. Pozdrawiam.
-
Kiedyś nawet próbowałem z tym holzgazem w oddzielnym generatorze, do zasilania palników w kotle. Ale szybko dotarło do mnie, że to trochę bez sensu, gaz i kocioł osobno. Więc zintegrowałem, uprościłem, ale pewne cechy gazogeneratora toto ma. I palnik tuż zaraz. Z paliwem stałym jest taki myk, że owszem, wydobywają się najpierw palne gazy, ale po odgazowaniu...zostaje żar węgla, drzewnego lub "węglowego" i taki koks już gazów nie wydziela, trzeba go spalić trochę innym sposobem, więc trzeba i tak, i tak... co wymaga uniwersalności budowy i działania. Zauważyłem, że przy spalaniu tego pozostałego żaru koksu ciąg jest zupełnie inny, niestety mniejszy, a przydałby się akurat większy. Nawet chyba potrafię wytłumaczyć to zmniejszenie ciągu, chodzi raczej o wytwarzanie zmniejszonej ilości (objętości) spalin, z samego koksu, bo to przecież prawie czysty pierwiastek C, więc w spalinach sporo ciężkiego CO2 a znacznie mniej pary wodnej, która pięknie napędza cug w kominie, bo lekka. Moje palenisko właściwie ciągle wypełnione tym żarem koksu (także drzewnego) przedmuchiwane świeżym powietrzem i tylko od góry dochodzą gazy wydzielone z paliwa leżącego na tym żarze. Czyli klasyka dolnego spalania. Jak zrobić ideał ? Dobrać czas (tempo) wypalania się tego żaru tak, by powietrze wpadające od dołu nie zjadło za szybko tej cennej warstwy...no i moc była odpowiednia do potrzeb czyli nagrzania chałupy razem z wodą użytkową. A, zrobiłem dziś próbę palenia węglem, co mi się już dawno nie zdarzyło. Biały dymek na początku przez jakieś 5 minut, za chwilę węgiel się rozgrzał i już z komina...nic. Zaglądałem w międzyczasie do pieca, nawet kłębiły się tam paskudne dymy, ale po przejściu przez palnik...czysto. Da się !
-
Szamot stanowi izolację cieplną, mniej ciepła dostaje się w rejon za cegłami, blacha nie nagrzewa się, a na zimnej blasze łatwo skrapla się kwaśna para wodna z produktów spalania. Bez szamotu ? Albo bez blachy...ja tak mam. Serio mówiąc, warto chyba uszczelnić cegły, np. zaprawą ze szkłem wodnym oraz pomalować cegły szkłem wodnym. Lub zabezpieczyć samą blachę, co jednak chyba nie jest łatwe.
- 97 odpowiedzi
-
- Kocioł z górnym spalaniem
- Modernizacja kotła co
- (i 3 więcej)
-
Nawzajem, bracie w spalaniu. Aleś się rozpisał, nie wiem, od czego zacząć... Tak, jestem amatorem, chociaż szykuje sie właśnie mała produkcja, ale na razie cicho...żeby nie zapeszyć. Właśnie: u mnie tak pięknie furczy, podobnie jak tym filmiku na youtube, chociaż po ostatnich przeróbkach jeszcze szybciej i jakby głośniej. Milo sie tego słucha. Jak to zrobiłem ? Surowe gazy, jeszcze nie zmieszane z powietrzem wpadają do gardzieli palnika i łączą się z powietrzem dostarczanym mnóstwem małych otworów ( 8 mm). No i tam początek spalania, energicznego i b. gorącego. Kanał do dopalania ceramiczny, dośc długi, więc temperatura tworzy sie piekielna przy własciwie dość małym zużyciu opału. Ciąg przez to wspaniały, sprzyja to jeszcze lepszemu mieszaniu gazów i szybkiemu nagrzewaniu całej grawitacyjnej instalacji. Węglem nie palę, jest mnóstwo innych znacznie tańszych lub wręcz darmowych paliw. Zrębki, trociny, drewno, czasami do tych trocin zużyty olej lub polietylen dla podniesienia kaloryczności. Zero dymu, zero smrodu. Z komina para wodna. Pozdrawiam.
-
cyt: (.....)Nie lubię kotłów dolnego spalania z dolnym odprowadzaniem spalin, ponieważ zawsze w nich ma miejsce skraplanie się frakcji lotnych na ściankach komory spalania i wymiennika.(....) Mam kocioł dolnego spalania z dolnym odprowadzeniem spalin i nie mam grama skraplania sie frakcji lotnych, więc proszę nie uogólniać, jest sposób, by nie produkować smoły. Jeżeli się skrapla, to kocioł jest po prostu bublem technicznym, a nie taki przecież chcemy wymyślić. cyt: (...) Paląc w kotle dolnego spalania z górnym odprowadzeniem spalin ( po waszemu w górniaku?) (...) To nie jest kocioł dolnego spalania. To kocioł górnego spalania. cyt: (...) Wtykanie do płomieniówek i na półki jakiegoś luźnego żelastwa niczego nie poprawia, ta część kotła kończy się szybrem, który służy do regulowania mocy ciągu. (....) Poprawia, przekonałem się o tym wielokrotnie. Szyber niepotrzebny i niebezpieczny, ciąg reguluje sie powietrzem wlotowym. Nie dasz powietrza - niczego z pieca nie wyciągnie. Nie chcę krakać, nie będzie łatwo tak wspólnie...Pozdrawiam
-
Teraz ja przy tablicy... Konstrukcję...jak pewnie wiecie, mam gotową i użytkowaną, co parę dni poprawiam szczegóły i jest coraz lepsza...Czy mam ochotę "za frajer" ? Chyba jednak nie... Za dużo potencjalnych "patentów", kosztowało to sporo czasu i główkowania... Ale ogólnie zawsze mogę coś podpowiedzieć i jestem otwarty na współpracę. Ja też szukam wykonawców, i sprawa podobnie jak u Tomka - dziwne spojrzenia i "zadzwonimy do Pana niedługo". czyli...pewnie nigdy. Skończy sie chyba na własnym chałupnictwie, ale moce przerobowe skromne. Zniechęca mnie także świadomość, że jako rzecz delikatnie mówiąc, nietypowa, będzie budzić nieufność. Gdzieś tu czytałem, że w pewnym sklepie stał (stoi) kocioł dolnego spalania i przez dwa lata nikt go nie chciał kupić, a zwykłe tradycyjne górniaki szły bez problemu, więc o czym tu mówić. Pozdrawiam.
-
Spala się tylko drewno...bo wytwarza się zbyt mała temperatura do zapalenia się miału. Najprosciej wrzucić tego drewna więcej. Za resztę powinien odpowiadać producent tego kotła. Nadmuch od góry tak naprawde wpływa też na dośc silne oziębianie sie powierzchni miału, stąd problemy. Spróbuj rozpalania bez nadmuchu z uchylonymi lekko górnym zasypem, ale to tylko półśrodek. Ręce opadają na te nieszczęsne kotły... Grzejniki ciepłe do połowy ? Czy masz przy okazji zimno w pomieszczeniach ? Jeżeli nie, to znaczy, że to normalne. Jeżeli zimno to...grzej mocniej. Pozdrawiam.
-
Znalazłem takie dane, czyli 17- 18,5 MJ/kg. Jakby nie liczyć, to około połowy WO węgla i trochę więcej niż drewna czy węgla brunatnego. "In one preferred embodiment of this invention the grain is oat wherein the oat flour is blended with husk, preferably oat husk removed from oat grain during a standard de-hulling operation, to produce a free-flowing bio-fuel with an energy value between 4000 and 4100 Kcal/kg (17- 18.5 MJ/kg; 4.7-5.1 MWh/ton)." Tu jest trochę danych : (na Rys.1 jest też owies) http://www.pan-ol.lublin.pl/wydawnictwa/Mo.../Niedziolka.pdf
-
Szkodliwe to mało powiedziane, raczej zwyczajnie niebezpieczne. Przecież to także najcześciej jednoczesny wzrost ciśnienia w układzie, łącznie z możliwością rozerwania kotła, takie wypadki sie zdarzają. Nie gotuj wody w kotle, zmniejsz szybkośc nagrzewania !
-
Jak już musi być ten owies, to zadam pytanie: a dlaczego nie wykorzystać przy okazji reszty, tzn. słomy, której, mam wrażenie, powstaje wagowo znacznie więcej, niż "pelletów" owsa ? Czyli np. zrobić sieczkę, albo jeszcze prościej: spalać całe sprasowane bele...na youtube sporo takich przykładów pod hasłem "strawbale combustion". Ale prywatnie wolę zrębki, trociny i zwyczajne drewno - prawie nie zawierają chloru, a i wartość opałowa jakby wyższa. PS. " kto jadł owies w dodatku paszowy? Smaczne było?" O to trzeba by konia zapytać... Nie wiem, jak kto, ale ja od czasu do czasu płatki...smacznie i zdrowo. Polecam.
-
Nie chcę krakać, ale to, co z daleka wygląda pięknie, potem okazuje się takie sobie... Ludzie np. palą peletami, bo czysto i ktoś im wmówił, że kaloryczne i pali sie oszczędnie, a praktyka... tak mniej więcej, jak tu: http://forum.muratordom.pl/kombopelletich-...zka,t149629.htm Jasne, że można próbować, ale mam mieszane uczucia, czasami szkoda czasu. Jeśli już miałbym się bawić w uprawy ( co zresztą robię na własnym trochę większym ogrodzie) to wolałbym jakąś wierzbę. Zauważyłem, że pięknie rośnie także czarny bez. W ogóle uważam, że przyszłość domowego ogrzewania to zrębki, prawie każdy rodzaj drewna da się przerobić. Na wszelki wypadek życzę dobrej zabawy z tym owsem. Zboże na alkohol ? Czemu nie, z czegoś ten alkohol trzeba produkować. Służy nie tylko do trucia się (picia), ale jak wiecie, to dość pożyteczny i powszechnie używany związek chemiczny, także jako paliwo, niekoniecznie tankowane w gardło. Pozdr.
-
Skąd ten pęd do spalania owsa ? Pomijam aspekt moralny, gdyby się uprzeć, mozna palić suchym chlebem, ale bez przesady, są lepsze paliwa... No i ta wartość opałowa owsa, nic nadzwyczajnego...raz w życiu na próbę kupiłem brykiety z otrąb, nigdy więcej... A chlor jest, tak jak w słomie i stanowi poważny problem. Pozdrawiam.
-
Jeżeli już zostałem wywołany, to piszę: spalanie koksu jest b. podobne do spalania "zwyklego" węgla i powiem szczerze - nie podoba mi się całkowite napełnianie kotła (pieca) koksem i spalanie go potem godzinami. Wiem, każdy chce mieć spokój na dłuższy czas, ale takie palenie to błąd w sztuce, znacznie lepsze byloby podkładanie mniejszymi porcjami. Oburzycie się pewnie, ale nic nie poradzę, taka jest chemia spalania. Z tego powodu wymyślono zresztą metodę dolnego spalania. W wolnej chwili przedstawię podstawy procesu. W skrócie chodzi o to, że spalanie węgla (koksu) w grubych warstwach powoduje utratę już wytworzonej energii, która zużywana jest na zamianę dwutlenku węgla z powrotem na tlenek węgla. To b. częsty błąd skutkujący zwiększonym zużyciem opału. Nie znając chociaż ogólnej budowy kotła, trudno coś opiniować, ale jest możliwe, że korjan99 mógłby spalać jeszcze mniej przy trochę innej metodzie zasypywania... Pozdrawiam.
-
Jasne, że piec nie pierwszy lepszy, a przynajmniej nie zwykły górniak. Nigdzie nie pisałem, że spalać można w zwykłych piecach... Przyszłym eksperymentatorom pod rozwagę: nie bardzo sprawdza się spalanie w płaskim blaszanym pojemniku, b. kopci sadzą. Nie pomaga też dostarczanie sporej ilości powietrza, czasami nawet to powietrze wzmaga kopcenie. Domyślam się, że gazy nie bardzo chcą się ze sobą mieszać, być może następuje też nadmierne wychładzanie płomienia powietrzem, stąd m.in. ta sadza. Nawet zastosowanie ceramicznego (szamotowego) kanału do dopalania nie zawsze przynosi spodziewany efekt. No cóż, trzeba kombinować - w zasadzie pomaga odparowanie paliwa BEZ (na razie) tworzenia płomienia, zmieszanie z powietrzem i dopiero następnie spalenie w ceramice. Doszedłem do wniosku, że powstawanie sadzy w momencie spalania stwarza sytuację "pozamiataną" - bez możliwości naprawy, więc warto o to spalanie zadbać wcześniej. Jak widać nie jest to takie proste. Pomyślnych prób. Acha, powyższe dotyczy tak naprawdę każdego rodzaju paliwa... przynajmniej tych stałych...Pozdrawiam.
-
Nie będę owijał w bawełnę (też palna) : majstrując kolejne wersje kotła, testowałem jakość spalania na plastikach, kawałkach opon i na...węglu, który okazał się najbardziej oporny dla czystego spalania. Ale generalnie- da się, PP i PE to wspaniałe paliwa, dają rzeczywiście obłoczek pary wodnej z komina. Odpowiednia ilość powietrza, energiczne zmieszanie gazów przed spaleniem, wysoka temperatura dopalania gazów, odpowiednio długi czas dopalania...trudno uzyskać ideał, ale cieszy, jak z komina nie kopci i nie śmierdzi, czego wszystkim Wam życzę. Podejrzane na konkurencyjnym forum : http://www.energia-odnawialna.net/odpadowa.html
