Rozbudowana dyskusja i poruszone wiele ciekawych wątków, to i ja coś dołożę. Koledzy wszyscy jesteśmy ludźmi a nasze potrzeby funkcjonują tylko w naszych wyobrażeniach sprawnie wykreowanych przez zachodnioeuropejskich marketingowców i ich polskich pomagierów. Kilka przykładów z mojego najbliższego otoczenia:
Wujek - utytułowany lekarz, obieżyświat, kosmopolita, dom za parę baniek w Krakowie, po 60-tce, brak żony, dzieci - pod dłuższej rozmowie okazuje się człowiekiem bardzo smutnym, zlęknionym perspektywą śmierci, uzależnionym od leków itp...
Znajomy około 40-tki - brak tv w domu, wierzący, tradycjonalista,nie podróżuje, pracuje po 10 h fizycznie ale w dobrym fachu, mąż, ojciec 5 dzieci, szóste w drodze, żona wychowuje i zajmuje się domem, zadowolona, uśmiechnięta, po dłuższej rozmowie - ogromna radość życia, wiara w życie, niskie potrzeby materialne, poczucie spełnienia, brak nałogów itd...
Jestem jeszcze młody, ledwie po okresie dojrzewania, więc nadal czerpię wiele informacji od otaczającego mnie świata i ludzi oraz nie czuje się kompetentny aby przy tak marnym doświadczeniu próbować filozofować. Myślę jednak, że wniosek nasuwa się sam, który z w/w ludzi jest bardziej szczęśliwy.
Żyjmy własnym życiem, a nie wierzmy w życie którego dla nas nie ma...