Skocz do zawartości

FireFlame

Stały forumowicz
  • Postów

    352
  • Dołączył

Treść opublikowana przez FireFlame

  1. Każdy węgiel zda egzamin. Na Wierzchu masz utworzyć przy rozpalaniu warstwę (drobnego) żaru. Resztę załatwi miarkownik ciągu-temperatury (bez tego nie na sensu dywagować) i palacz, który kontrolując proces spalania, przymknie w odpowiednim momencie PW. :huh:
  2. Nie zgodzę się. Dla porównania: Spróbuj rozpalić cały wsad naraz np w trociniaku. Nie da rady. Palić się będzie tylko górna warstwa. chyba że palacz d..a i zdusił PW, za to daje max PP od spodu. Drobny opał tworzy rodzaj izolacj termicznej, zapobiegającej rozpalaniu się wgłąb. Przy coraz grubszym opale, coraz łatwiej krąży pomiędzy nim powietrze, także ciepło w dół, i coraz łatwiej w dół się rozpala. Ja mogę nasypać do kotła choćby ekogroszku i to takiego drobniejszego, i będzie się paliło długo i bez dymu. Nasypał bym nawet miału, i to bez dmuchawy, tyle że to co sprzedają jako miał, to ... ( :ph34r: ) Bo to kwestia regulacji PW, PP ma się zająć miarkownik temp. Mi przy paleniu groszkiem elegancko dopalało się do dna, do cna, do samego rusztu. Rzeczywiście nieco krócej się paliło, ale to dlatego że groszek w jednostce objętości mniej waży niż grubsze asortymenty węgla. Zresztą zależy to od kotła w dużym stopniu. Ja mam kociołek dobrany na styk mocą pod opał dobrej jakości. Jak trzeba mocniej grzać, kupuję mocny węgiel (o ile nie oszukają). W okresach przejściowych popalam tym co zostało z zimy i drewnem. I PW zawsze mam otwarte, podczas rozpalania, początkowego intensywnego odgazowywania węgla na max. I tu w zależności od "smolistości" węgla może być to od 1-3 godzin. I nie przejmuję się że kociołek nieco przeholował z temperaturą, bo miarkownik już dawno zamknął PP. Skoksuje się wierzchnia warstwa, to dopiero przymykam PW, ale nie całkiem, zostaje ze 20% powierzchni otworu.
  3. Napisałem w 2012, i zmontowałem.
  4. Wiem że temat nie wałkowany od dłuższego czasu, ale jak napisałem w 2013 tak zrobiłem, i trwa do dzisiaj, i zewnętrzny akumulator bardzo dobrze się sprawdził wraz ze starym ups-em. Dodatkowy walor podpięcia samochodowego aku. pod UPS: regeneruje rozładowane do zera akumulatory. Mi zdarzyło się dwukrotnie do zera rozładować w samochodzie akum. firmy Centra "Futura" taki bodaj 54Ah, bo jakiś mikrowyłącznik żarówki nie zgasił, i po 3-4 miesiącach stania pod UPS-em 13,8V kręcił później w samochodzie kilka minut jak szalony. Być może dlatego się zregenerował/odsiarczył że przeważnie UPS-y doładowują aku. impulsowo. No ale to już temat na inne forum :)
  5. Komin się nie uszkodzi, ale ja podpalając/spalając przy okazji reklamy ze skrzynki itp. miałem szybko przytkany komin, bo w kolorowych pismach więcej kaolinu (gliny) niż celulozy, i elegancko ze spalinami ulatuje w komin gdzie w dużym stopniu wraz z sadzą i (o ile jest) smołą oblepia ścianki. Tak więc w/g mnie miejscem dla makulatury jest Skup Makulatury, a miejscem śmieci wysypisko.... W ogóle do kotła najlepiej stosować jak najlepszy, niekopcący, niepylący, bezpopiołowy opał. Tyle że takiego nie ma ... :P Więc każdy kraje jak mu materii staje. Najdrożej w paleniu wychodzi tani, marny węgiel....
  6. I to też super sposób. Znaczy podkradasz pellet kotowi z kuwety ? :D
  7. Stanowczo dużo, duuużo..... za grube drewno. Polecam drobne szczapki. Takie jedno polano drewna którym usiłowałeś rozpalać, po rozdrobnieniu wystarczyło by ci na 10 rozpaleń. Poza tym drobne drewno ma wielokrotnie większą powierzchnię, więc wielokrotnie więcej ciepła przy spalaniu wydziela w jednostce czasu i choć wielokrotnie krócej się pali to daje dużo energii i przy nadmuchu na nie z PW/KPW wysoką temp. której to węgiel nie może się oprzeć. Swoją drogą do takiego palenia od góry najlepszy jest drobny węgiel, przynajmniej na górze, aby łatwo się rozpalił i utworzył szybko warstwę żaru. Do mojego kociołka 10kW producent przewidział węgiel groszek. I takim bardzo dobrze mi się paliło, tyle że od paru lat coraz trudniej o taki w mej okolicy (za to pełno "cudownych kopcących węgli"), więc z braku laku palę drobniejszym orzechem. Tak się składa że grubszy węgiel nie dość że trudniej się rozpala szczególnie od góry, to później w trakcie palenia ma tendencję do rozpalania się w dół całego wsadu, i lipa z górnego palenia. Przetestowane <_< Co do samej rozpałki. Dzisiaj trudno o prymitywny drzewny papier gazetowy, czy czystą "drewnianą" tekturę. Poza tym trzeba tego wpakować sporo, i pozostawia mimo wszystko sporo spopielonych farfocli tak w kotle jak i (co gorsza) w kominie ... Więc polecam białą rozpałkę do grilla. Mi paczuszka za parę zł. wystarcza na miesiąc. Zaleta to oprócz braku farfocli, skoncentrowane ciepło w jednym miejscu, momentalne rozpalanie drewna (i przez kilkadziesiąt sekund wspomaganie rozpału węgla), i pewność że po parunastu sekundach się szybko rozpali. Itd.. etc... Powodzenia ;)
  8. :huh: Co tu się dzieje z rozpalaniem górniaka ? Diabeł dmucha w komin z góry do dołu, czy co się ulęgło w kominie ? Słuchaj ~arielos86 Podobnie rozpalam, ale: Ja też mam prymitywnego górniaka, i rozpalam od góry szczapkami brzozy suchej jak pieprz. Moje szczapki mają przeważnie 0,5-1,5cm grubości i 10-15 cm długości. Sypię tego garść lub dwie na wierzch węgla, podkładam kawałek białej kostki rozpałkowej do grila, takiej z marketu, wszystko to na wysokości otworu/ów powietrza wtórnego w drzwiczkach zasypowych i odpalam, nawet często odpalam samą kostkę rozpałkową najpierw a dopiero na nią wrzucam momentalnie drewienka, ewentualnie jak mi się śpieszy z uzyskaniem szybko temperatury na kotle, to na wierzch jeszcze kładę dwa, cztery większe kawałki brzozy, w moim przypadku to znów suche jak pieprz 10-15 cm kawałki deseczek brzozowych. Zamykam drzwiczki zasypowe, a w nich PW dmucha max. otwarte na rozpałkę i drewno. W tym czasie przez kilka minut mam całkowicie otwarte dolne powietrze, czyli popielnik. Po kilkudziesięciu sekundach mam taki "szwunk" w kominie jakby chciał odlecieć, i nie ma lipy węgiel musi się zająć po 2-3 minutach. Po następnych 2-3 minutach jak jeszcze jest "szwunk" i palące się drewienka, zamykam popielnik, ustawiam temp. na miarkowniku temperatury (zakładam że masz wychłodzony kociołek, bo ja mam często bardziej gorący na koniec palenia niż temp. na miarkowniku, a wtedy nie można tak zrobić, trzeba pomału ręcznie uspokoić spalanie), oczywiście cały czas PW otwarte na max. Jak kociołek złapie docelową temperaturę, zmniejszasz PW na minim,um i możesz iść spać :D
  9. Wiesz co najlepiej oszacuj zapotrzebowanie max. na ciepło, i taki mniej więcej kup kociołek. Nie mocniejszy. Oszacuj np. za pomocą tego kalkulatora: http://cieplowlasciwie.pl/start
  10. No i wyjątek potwierdza regułę. Im dalej od Śląska, tym gorszy i droższy węgiel. Staszic był super.... Teraz jednak "miły" miejscowy sprzedawca oznajmił że nie "sprowadził" "Staszica" bo nie było, ma za to w tej samej cenie węgiel "drobny orzech" (820/t) z "Wujka". .... drobny..... od zera do 10-15 cm, na oko ze trzy gatunki jak wysypał po przywiezieniu, w tym "na oko" z 10% dobrego, reszta marna mieszanka. I co ? I przy takim samym zasypywaniu, i nawet niższej temp. na kotle o 5-10 st.(bo cieplej na dworze), pali mi się o 1/3 krócej, co gorsza temperatury nie trzyma po kilku godzinach, temp. spada bo popiół zatyka ruszta i kocioł ... ,"Staszic" palił się nawet na koniec palenia 1cm warstwą i kociołek szumiał ( przy max. otwartym PP ) Tu pod koniec nawet 20 cm warstwa ledwo się pośrodku żarzy pomimo rusztowania i otwartego max PP. To tak wygląda mocny węgiel z "Wujka" ? Wiem że nie, .... :wub: Ręce opadają, jak tu być za polskim węglem ... kiedy takie przekręty. :unsure: W zasadzie to chcę kupować dobry Polski węgiel, tylko jak go kupić w rozsądnej cenie w reszcie Polski ? A tym pośrednikom to dziękuję ... ....... Panie Sprzedawco Lokalny, mówił Pan że reklamacji na pewno nie będzie. I niech tak w przyszłości zostanie, bo być może też Pana oszukali (Liczę że za konkretne pieniądze da się znów kupić dobry opał na Pana Składzie )
  11. Aaa Zapomniałem o najważniejszej sprawie. Rozpalam na gorącym kotle, gdzie ma często jeszcze 60 st., rzadko 50. Czyszczę ruszt przegarniaczem. Mam z tego szufelkę popiołu ( to do kubła, do wyniesienia), i szufelkę niedopalonego koksiku z rusztu po przegrzebaniu porządnym. Koksik idzie do świeżego węgla, którym zasypuję kociołek do połowy, wtedy czyszczę kociołek z sadzy (zwykła szczotka z tworzywa wystarczy, i szaro, i blaszano prześwituje), i zasypuję prawie pod dach, na to drzazgi, drewienka, kawałek rozpałki z Lid-La do grila i jazda. Nic się nie marnuje :)
  12. Krótko na temat daszka PW Nie pogorszył, a polepszył nieco. Nie mam już "waty": na ściankach kotła i dalej w kominie, pozostaje jednak cienka warstwa sypkiej sadzy. Pewnie też w tym zasługa bardziej kalorycznego węgla ( i lat praktyki palacza ). Wypada mi chyba zamontować konkretny nadmuch PW, w miejscu gdzie ulatują spaliny przez szczelinę kilkucentymetrową do poziomego, łamanego "wymiennika" ciepła. Czyli doprowadzić PW z tyłu kotła, aby dmuchało na zasyp, tam gdzie na górze wylot do wymiennika. Akurat z tyłu kotła gorzej mi się dopala opał, i wiesza, szczególnie ten lekko koksujący "Staszic". Tak a propos opału (węgla), to po wielu latach eksperymentów stwierdzam że najdroższy w paleniu jest "tani węgiel". Pod wieloma względami. Popiół zasypuje palenisko, sadze zatykają komin, smoła zalewa kocioł, masakra. Nie powiem że palę idealnym węglem, nawet być może nieco nieodpowiednim dla niewprawionych palaczy, bo lekko zduszony też przysmoli i zakopci, i trochę koksuje. Ale właśnie po lekkim skoksowaniu mam w nim moc na kilkanaście godzin, i tak jak teraz to temp. blisko 70st. chwilami nawet więcej. Ta sadza wytrąca mi się w zasadzie tylko podczas rozpalania. I właśnie chodzi o tę godzinę, dwie..., gdzie zasyp na górze się rozpala. Niestety nie można też pójść wtedy spać, bo po tym czasie PW trzeba przymknąć znacznie <_< Dalej to pali się na miarkowniku jak kocioł gazowy. Sąsiedzi myślą (tak sądzę), że grzeję się prądem, albo w kufajce i walonkach szczękam zębami. Bo z komina w ciągu dnia nic u mnie nie wylata .... :D
  13. Jeszcze dodam, że już różnych patentów w kociołku mym próbowałem, ale zdaje się być za mały na innowacje zajmujące przestrzeń. A były już szamotki na trzech bokach na dole, blacha/ tudzież szamotka na górze z odstępem od wymiennika (robiąca za dopalacz i dłuższy kanał spalin, etc...). Dzisiaj w porywie rozpaczy zamontowałem "kawałek" kierownicy PW. W porywie rozpaczy, bo choć paląc od góry, nie mam strasznych przepałów i kopciów z komina, to jednak cały czas walczę z sypką sadzą w kotle, czasem z czarną "watą". To że z komina mi się nie dymi na czarno, tylko siwo-przezroczysto a później wcale, to nie znaczy, że w kotle mi nie zarasta i w kominie. A dopiero co czyściłem .... Przecież nie będę co tydzień rozbierał instalacji.... Tak sobie dzisiaj pomyślałem że: skoro nie mam miejsca na zainstalowanie "dopalacza" w kotle, bo miejsca brak, to podniosę temperaturę spalania za pomocą PW. Te PW i tak zawsze mam trochę otwarte, a podczas rozpalania/nagrzewania - całkiem. Jednak, czytając info z forum i nie tylko, doszedłem do wniosku (dlaczego tak późno pacanie jeden ?) że faktycznie te PW, podawane przez "fabryczny" "szyberek" może się w ogóle nie mieszać z płomieniem, tylko wraz z nim ulatuje do komina, studząc po drodze to co jeszcze się chciało spalić .... Dlatego Dzisiaj wziąłem w rękę wkrętarkę z wiertłem 3,4, zrobiłem od wewnątrz drzwiczek zasypowych(tam gdzie PW) dwa foremne otwory, i przykręciłem na dwa blachowkręty 3,5 ... zawias stary od jakiejś stolarki międzywojennej, którego nie wyrzuciłem po spaleniu owej, he he :D Zatarty, zastany, i o to chodzi, bo mogę regulować kąt nachylenia, i nie opada :D. Taki pochyły daszek nad PW. Podczas rozpalania już było jakby lepiej, bo szybciej węgiel zaczął się palić i świecić na górze. Co z tego wyszło, to jutro, pojutrze, jak jeszcze raz przepalę i wyczyszczę kociołek. Ognia !, krzyknął Napoleon :D :lol: :P
  14. Wszelkiej Pomyślności w Nowym Roku Palaczom Forumowym Życzę. :D ~stasiu1971, dzięki za info, ale właśnie z bólem "kieszeni" kupuję po 820zł węgiel z kopalni "Staszic" tu na miejscu, orzech 2, taki drobniejszy (3-8 cm na oko). I jestem w miarę zadowolony. Kaloryczny nawet, nie powiem. Tyle że wymaga ostrego palenia, i konkretnej dawki, powietrza wtórnego, aby sadze watowate się dopaliły.... Jak nie ma dobrego cugu w kominie to zatka go przez 2 dni.Właśnie dzisiaj wyczyściłem komin (zainwestowałem onegdaj w sprzęt), I rury od pieca do komina znów rozebrałem i poskładałem. I tu małe info, patent ?. Ponieważ tych rur nie mam jak wyczyścić, bez ich demontażu, to też muszę je później poskładać i uszczelnić jakoś, najlepiej tanio, bo za 1.5-2mce znów je zdemontuję. Kolanko w rurze "wydechowej" kotła siedzi na "gwoździa" blokującego, aby strzał tlenku co go nie wyrwał, reszta jest na wcisk, jak klocki lego, jak tego pierwszego kolanka nie wyjmę, to reszty nie rozbiorę. I dzisiaj poskładałem to kolejny raz do kupy, i uszczelniłem przy kominie i piecu ... gipsem budowlanym :D Przy piecu dodatkowo foliowa, aluminiowa taśma, na cztery złożona, obwinięte łączenie 2x, przewiązane drutem wiązałkowym, ... do następnego razu. Wiecie CO.. !!!? W Piecu szał ! To co wcześniej kopciło,. świeci na białożółty kolor, spokojnie mogę zagotować kociołek na 1/3 wsadu, etc Doszedłem do wniosku, że węgla nie wolno palić spokojnie, tzn: powoli pod kuchnią, na ćwierć gwizdka w piecu itd. Bo zamiast spalać się drogocenny skądinąd węgiel, on po prostu w zbyt niskiej temperaturze sublimuje do atmosfery, po drodze zatykając Nam komin i płuca. Aha.... Oczywiście rozpalam codziennie od góry. Producent kotła przewidział stałopalnośc przy mocy max.-4h Ja osiągam obecnie stałopalność przy 70+ na kotle, minimum 12 godzin, i muszę później niestety po trochu podrzucać w dzień. Przy temperaturach na zewnątrz 2-3 stopnie na plus, wystarcza jednorazowe rozpalenie w kotle na dobę. :ph34r: chees
  15. Nie zdążyłem się zagłębić jeszcze dokładnie w ten "garawitacyjny palnik", ale widzę tylko jeden problem: zawieszanie sie paliwa. Akurat na to mam pomysł ... okresowe przemieszanie (rozciągniętą spręzyną, pogiętym drutem etc, mały silniczek z przekładnią jak od samochodu od wycieraczek, sterowany raz na kwadrans na parę sekund, pewnie załatwi sprawe, i zrębka też poleci :rolleyes: ). Ewentualnie wibracyjnie wzbudzać zasobnik... Akurat w automatyce mam większe doświadczenie, niż w paleniu paliwami stałymi ... -_-
  16. Aleś uparty, przecież napisałem "ponad trzydzieści lat temu" co oznacza drugą połowę lat osiemdziesiątych. Czyli lata 1975-1980, I chcesz mi wmówić że ten węgiel który widziałem na własne oczy, na składzie obok torów to fatamorgana ? Babcia mnie prosiła aby pójść do piwnicy i |"utłuc" trochę węgla do węglarki, to sen ? Tłukłem z zacietrzewieniem, bo mi się podobało, jak pryskał na boki i błyszczał, niemalże w kosteczki się rozsypywał. Nie, to nie jest moje widzimisię, tylko TY pomyliłeś czasy ! A o tamtych wcześniejszych pomylonych czasach nie będę dyskutował, z prostego powodu, jeszcze mnie wtedy nie było. Wagę kolejową, przy której to był ów skład, zdemontowano raptem niecałe dziesięć lat temu. Dzisiaj za to, ilu prywaciarzy w handlu węglem, tyle wag, każda inaczej waży ,,,, Tak na marginesie,,,, akurat w latach 1975-1980, PRL wydobywała najwięcej węgla w historii, była liczącym się exporterem w/w w pierwszej 10-ce krajów świata i nie wmówisz mi że nie bylo węgla w PRL-u, oraz że ludzi nie było na niego stać ( zarabiających uczciwie, pracujących na ówczesną Polskę, którą nadal po części mamy, kochamy i korzystamy...). Dziś więcej jest takich co nie stać, na węgiel z IIIRP, tym razem. I pozdrawiam. A co. -_-
  17. W razie czego zrębkę itp, mogę jeszcze nieco rozdrobnić pewnym "rębakiem" do gałązek, młynkowym zresztą. Inne surowce też da radę przygotować przez lato... :) Dzięki za link do postu w którym jest film o tym palniku grawitacyjnym na pellet co kiedyś obejrzałem, jednak tam więcej info jest niż przypadkiem kiedyś znalazłem, więc wielkie dzięki, najprostsze rozwiązania są najlepsze, ale nie prostsze... Tak podobno sam Einstein mawiał :rolleyes:
  18. Aha, żeby nie było to daję fotki z palenia od góry tym towarem. Rozpalone o 17-tej.... z lampą i bez ,,,,Teraz jest 22:20...., do rana mam spokój jak sądzę, przeszło 60 st, na kotle. Pozdrawiam, :rolleyes:
  19. Wiem że ten dobry węgiel to epizod, który ciężko będzie powtórzyć, dlatego jak minie zima, cały czas skłaniam się do przeróbki kotła na dolnopalny, Ale tak aby spalanie całkowicie zachodziło w otoczeniu ogniotrwałej izolacji termicznej (jakkolwiek ją zwał). Pomieważ mam kociołek otwarty od dołu, to pomyślałem jednak że postawię go na "czterech" kątownikach, podmuruję szamotkami dla izolacji od dołu, a z boku zasyp, tylko nie wiem czy cały wymurowywać, czy tylko dolną część. I proszę bez kąśliwych uwag, bo oglądałem już 15 kg zasobnik w kształcie spłuczki gdzie pellet sam się zsypywał do pieca kaflowego, i działało, zasyp 24h palenia bez obsługi, daje do myślenia, film mam na dysku, mogę wrzucić, wszystko grawitacyjnie, bez żadnej dmuchawy etc. Ja nie chcę spalać "Pelletu", "Australijskiego węgla", tylko zrębkę, trawę, lioście, biomasę szeroko rozumianą, etc... To tak z wiosną :)
  20. Wiem że ten dobry węgiel to epizod, który ciężko będzie powtórzyć, dlatego jak minie zima, cały czas skłaniam się do przeróbki kotła na dolnopalny, ale tak aby spalanie całkowicie zachodziło w otoczeniu ogniotrwałej izolacji termicznej (jakkolwiek ją zwał). Pomieważ mam kociołek otwarty od dołu, to pomyślałem jednak że postawię go na "czterech" kątownikach, podmuruję szamotkami dla izolacji od dołu, a z boku zasyp, tylko nie wiem czy cały wymurowywać, czy tylko dolną część. I proszę bez kąśliwych uwag, bo oglądałem już 15 kg zasobnik w kształcie spłuczki gdzie pellet sam się zsypywał do pieca kaflowego, i działało, zasyp 24h palenia bez obsługi, daje do myślenia, film mam na dysku, mogę wrzucić, wszystko grawitacyjnie, bez żadnej dmuchawy etc. Ja nie chcę spalać "Pelletu", "Australijskiego węgla", tylko zrębkę, trawę, lioście, biomasę szeroko rozumianą, etc... To tak z wiosną :)
  21. Jeszcze o tym węglu co zaczęłem nim wczoraj palić. Wygląda że rewelacja. Ciężko taki znaleźć, nie spotkałem w okolicy przez lata. Naprawdę wywraca do góry nogami wyobrażenie o paleniu węglem, kopceniu. Tu się nic nie kopci, nawet po narzuceniu 3-4 kg świeżego na wierzch, no może minimalnie, ale oczywiście PW na max. Trzeba by się postarać kopcić, np zasypać całość tak aby zadusić płomień. Ten sort węgla zamienia mi się po iluś godzinach w klasyczny koks, i dalej się pali. Dlaczego takiego węgla nie można normalnie wybrać i kupić ? Ciekawe jaki ma to związek z ostatnim ogromnym transportem morskim węgla do Gdyni z Australii (następne w drodze) dla pewnej dużej koksowni na południu Polski... Ja sobie życzę na codzień takiego opału i Wam wszystkim, zamiast popiołu smoły sadzy etc. Aha, kociołek oskrobałem dzisiaj znów, i odpada to co nie chciało wcześniej odpaść.. płatami. Wizualnie; świeci na żółto-pomarańczowo, nawet na samym PW, i niemiłosiernie grzeje. Pewnie na temu podobnym paliwie producenci kotłów certyfikują swe wyroby. Nie pisną za to słowa że w PL takiegoż paliwa nie ma. :wacko: Kupujcie z tego statku węgiel póki jeszcze jest, ja już nie mam kasy w tym miesiącu :D
  22. Niestety nadyrężone ramię 3.5kg siekieromłotem, i wreszcie "nadejszla" zima ostudziły me zapały dziurawienia kotła i przeróbek na dolniak. Trza palić, a nie eksperymentować... Kupiłem więc 0,5t "wungla" Wyczyściłem własnoręcznie komin aż w wyczystce w piwnicy zobaczyłem błękitne prostokątne niebo w lusterku. Tak samo rozebrane rury dymowe wiechciami zwyciorowałem, kociołek oskrobałem niemal do żywego,. palę.... *** to za delikatne słowo. Nawet tydzień nie minął, nie ciągnie..., rozpiepszam wszystko do komina..., w środku jakaś czarna wata... Znaczy się debil jestem z rodu alzheimer i zapomniałem jak palić..., i tu długo opisywać me szamotki w palenisku, tak i siak, deflektory, dodatkowe zawirowywaxze, dodatkowe półki wydłużające ciąg spalin. Doszedłem do wniosku że póki węgiel się nie skoksuje trzeba powietrza wtórnego na max. i jest mniej dymu. No ale dalej te cholerne "koty" z czarnej waty zalepiają mi kocioł i komin... Nareszcie kończy się węgiel, (chyba kupię droższy, lepśiejszy, bo sąsiedzi też nażekają), dzwonię..., "tak samo jak było 700 za tonę tylko trochę lepszy".... No to biorę ten "tańszy za 700" z duszą na ramieniu... . . . Qurde :blink: Ostatni raz taki węgiel widziałem w tym domu ponad trzydzieści lat temu, jak moja Babcia żyła. Ja jeszcze okazyjnie nim popalałem przez kilka następnych lat. Jak przez mgłę pamiętam skład opałowy przy torach z hałdami węgla. A tam tabliczki na kijku wbite w węgiel: "Antracyt:, "Koksujący", "Płomienny". Do dzisiaj myślałem że to sen, media wmawiają że tak dobrego węgla w Polsce nie ma, (to skąd był wtedy?). I teraz najlepsze. Przywiózł mi młody wywrotką ten nowy węgiel, pytam: wiadomo skąd ?, z Gdyni odpiera... - aha, to znaczy już wiem skąd... - nie nie, Panie tamten wcześniej to był ruski, a ten jest z Australii...., ma inny kształt...., czarny...., ***.... ***..., szczęka oadła mi po raz drugi. Z kilku powodów: 1. Przez te wszystkie 20 z hakiem lat paliłem *** węglem. 2. Jednak jest dobry węgiel do palenia w domowym kociołku. 3. Nagle zaczęły sensownie działać: miarkownik PP, i regulacja PW, bez żadnych dodatkowych kierownic PW.... Dochodzę do wniosku, że znakomita większość problemów ze spalaniem węgla kamiennego, bierrze się z jego nieodpowiedniej jakości. Tu prawie nie mam popiołu, spala się jak .... węgiel drzewny, bez dymu prawie, po 5 godzinach koksiki,... ruszę, .... i znów grzeje.... Wniosek mam taki że albo kupować dobry węgiel, albo przenieść się do ciepłych krajów, np. Australii, gdzie występuje jeden aborygen/km2, i która to jest największym eksporterem węgla :)
  23. HP79 i HAN podbudowaliście mnie. A już myślałem trochę, że błądzę w ślepej uliczce ... ;) Na pewno dziurę z boku kociołka zrobię, i będę próbował. Bo z boku najlepsze miejsce na "dostawkę". Mi nie chodzi o "RocketStove", tylko o czyste, z max. sprawnością spalanie opału, w moim przypadku drewna. No i rzadziej do kociołka chodzić... Na składzie budowlanym obok mnie "szamotki" 3 cm są po 3,20 zł za szt. Zaraz zabieram się do szkicowania, ile ich trzeba. Aaa, oczywiście ruszt z "przęsełek żeliwnych w kotle demontuję, natentychmiast... :D A tak na marginesie....: ; Lepiej pali się wszelki opał w mym kociołku, gdy połowa rusztu zatkana. Bo wtedy jest intensywniejszy nadmuch powietrza przez pozostałe szczeliny ( na wskutek ciągu kominowego) i wyższą temp. spaliny osiągają, aż miło posłuchać miejscowego przegrzewania.... No to do roboty ...
  24. Skoro jeszcze nikt nie odpowiedział n/t palenia drewnem w pospolitym górniaku, to sam sobie i Wam Forumowicze nieco odpowiem. ...Po dzisiejszych doświadczeniach ze spalaniem "progresywnym", trochę drewna + trociny później, jestem pod wrażeniem. Parę szczap konkretnych na rozpałkę kotła, dalej w zasadzie tylko dosyp trocin, i przesuwanie żaru z ogniem do "przodu" kotła, i w 3 godziny 80 stopni na kotle, w domu ponad 25, idę spać na trawnik, bo za gorąco. Wsumie wszystko sprowadza się do "dolnego" spalania w "górniaku". Te dwa metry drewna, brzoza + sosna, to raczej nie dam rady w 1 miesiąc spalić. No ale..., trochę jest co ciąć i rąbać, więc nie polecam wygodnickim ... Idąc jednak tym tropem (spalanie biomasy), i kupując niegdyś Ten nieszczęsny kociołek, co mi tyle węgla zrzera, postanowiłem dorobić do niego dolne spalanie (palnik z szamotek standartowych, ew. jakiś otwór konieczny). I tu mam pomysł coś na kształt "Rocket Stove", dostawiane do kotła. Wydaje mi się że tego rodzaje konstrukcje, powstały i były opisywane na: forum.info-ogrzewanie.pl, jednak nikt nie popełnił uniwersalnej konstrukcji do pospolitych kociołków sprzedawanych w hipermarketach, ja taki mam, i większość z Was pewnie też... A ja mam pomysł na konstrukcję "przedpaleniska" z\ szamotek stanartowych, łatwych do wymiany, zamkniętą w kontowniki stalowe, podobnie jak akwarium, na to ze 2-3 cm, z zewnątrz wełna mineralna jako izolacja, znów 2-3 cm, i najważniejsze: palnik wsuwany do "Waszego kotła" obudowany szamotem ( bo jest najtańszym ogólnodostępnym materiałem ogniochronnym ). W grę jeszcze wchodzi (aby tanio było), perlit. I w moim kociołku, dziurę z boku wyciąć muszę w blasze. Na szczęście (hehe, spieprzyli ten element, ale właśnie dlatego kupiłem Ten, a nie inny ...) No bo w Moim kociołku mogę sobie wyciąć prostokątny otwór z boku kotła, pod rusztem, bo tam już nie ma płaszcza wodnego. Kanałek z szamotek dla spalin+zasyp paliwa z pionu. Hej !? Co myślicie !? Uda się, czy nie !?
  25. Nieśmiało zapytam czy któryś z szanownych Forumowiczów popełnił jakąś przystawkę do pieca aby uzyskać "dolne spalanie" ? Ja przymierzam się całkiem poważnie do "dostawianej" "rury" "zasypowej" do kotła, przystawionej z przodu kotła, albo (po wycięciu "diaksem" itp. otworu, z boku kotła. Byłaby wyłożona szmotkami 3cm, Pozbawiona rusztu, dysza dla powietrza pierwotnego na poziomie "0", tam gdzie najniższy poziom opału (w drzwiczkach, tak jak na zdjęciu w poście wyżej), tudzież dysza powietrzna wtórna (tak jak na zdjęciu wyżej). W zasadzie w tym momencie mamy gazowe spalanie opału. Celowo napisałem "opału" Ale chodzi raczej o spalanie drewna, i pochodnych z jego przetwórstwa, gdzie występują znikome ilości popiołu. Zastanawia mnie czy wystarczy sama izolacja "szamotką" kanału zasypowego, i czy nie zajmie się cały wsad "w rurze" Cisną mi się jeszcze pytania typu : rura czy kwadrat, jakie szczeliny etc, itp. Ale to może jak kto napisze co myśli n/t. :)
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Używając tej strony zgadzasz się na Polityka prywatności.