Ja z premedytacją kupiłem kocioł z palnikiem typu koszyk. Musi być dobry pellet. W obecnej sytuacji może to być dla kogoś kłopot (gdy brakuje pelletu dobrej jakości w sklepach, a zapas się skończył), ale na codzień - same zalety. Nie ma się co popsuć. Nic się nie obraca i nie kręci. Nie ma czujnika płomienia. Nie ma drugiego podajnika (w palniku). Kocioł był tani, serwisowanie jest jeszcze tańsze (nie chciałem kupować nic drogiego, bo nie wiadomo, co będzie za rok / dwa - może będzie trzeba znów coś wymieniać?). W zasadzie tylko czyszczenie od czasu do czasu, bo co tam serwisować? 😉
Ja się nie martwię obecną sytuacją. Mam zduński piec na drewno i klimatyzację, a w bojlerze grzałkę. Zawsze czymś nagrzeję 😉 Choć może ucierpieć nieco komfort. W każdym razie nie zawsze jest tak, że palnik, który nie spali łuski słonecznika, czy owsa, jest do kitu i nie należy go kupować. To kwestia indywidualnej oceny sytuacji i doboru do zapotrzebowania.