sonboten47
Forumowicz-
Postów
21 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Osiągnięcia sonboten47
-
Wybór miarkownika ciągu Miarkownik ciagu
sonboten47 odpowiedział(a) na lampik1 temat w Kotły zasypowe
Biorąc pod uwagę obecne ceny węgla, przejście na gaz było dobrym krokiem:) Przy starych cenach cenach, to jednak ogrzewanie gazem niemal 2 razy tańsze. -
Wybór miarkownika ciągu Miarkownik ciagu
sonboten47 odpowiedział(a) na lampik1 temat w Kotły zasypowe
Mój dom jest sprzed wojny, większy od Twojego, bo będzie jakieś 200 m2, do ogrzania ok. 160 m2. Są tam 2 mieszkania, w jednym mieszkam ja, a drugie wynajmuję. Instalacja c.o. wspólna. Mam kocioł bezklasowy i koszty ogrzewania obu mieszkań wynoszą łącznie ok. 7 tys. zł (palenie wysokokalorycznym węglem i drewnem liściastym - dane oczywiście za zeszły rok:). Ale 01.01.2024 przychodzi obowiązek wymiany kotłów bezklasowych i nie wiem co dalej wybrać. U mnie (Wlkp) jest zakaz kotłów zasypowych na węgiel. Mocno się zastanawiam nad kotłem zgazowującym drewno. Gdybym miał ocieploną chałupę, to poszedłbym w gaz, stąd moje pytanie. Pozdrawiam! -
Wybór miarkownika ciągu Miarkownik ciagu
sonboten47 odpowiedział(a) na lampik1 temat w Kotły zasypowe
Dzięki Bora za odp.🙂 Tak sobie przeczytałem w Twoim opisie, że masz nieocieploną chałupę, którą ogrzewasz gazem. Stare czy nowe budownictwo? Jesteś zadowolony z gazu pod względem ekonomicznym? Pytam, bo ja też mam nieocieplony dom, stare budownictwo i ponad 20 lat temu odszedłem od gazu zw względów ekonomicznych. Jednak przy obecnych cenach węgla, a i drewna (jeśli policzyć razem z robocizną), to kto wie jak by to było... Pozdrawiam! Ten termometr to oczywiście 3/4", ot pomyłka pisarska. -
Wybór miarkownika ciągu Miarkownik ciagu
sonboten47 odpowiedział(a) na lampik1 temat w Kotły zasypowe
Dotychczasowy miarkownik Regulus odmówił posłuszeństwa - tzn. nie jest całkiem "głuchy" ale jakby reagował w znacznie mniejszym zakresie (temp. rzeczywista musi się duuużo różnić od zadanej, żeby on raczył drgnąć - przedtem tak nie było, a mam go ładnych parę lat). W związku z tym planuję zakup Honeywella FR124, z tym, że z tego co widzę, to Honeywell ma miarkowniki tylko na 3/4", natomiast ja mam na kotle króciec 1". Czy można dać redukcję - tzn. czy nie zakłóci to pracy miarkownika? Przy okazji wymienię też termometr, bo stary też coś ostatnio zaczyna wariować - co polecacie w rozsądnych pieniądzach (termometr prosty/pionowy na 3/3")? -
Gdyby ktoś z posiadaczy kotła MPM DS WOOD 18 mógł mi napisać, jakie są maksymalne wymiary szczap przeznaczonych do spalania w tym kotle byłbym wdzięczny. Planuję zakup takiego kotła i chciałbym już przygotowywać opał pod ten kocioł. Pozdrawiam!
- 5294 odpowiedzi
-
- MPM DS
- instalacja buforowa
- (i 4 więcej)
-
Witam! Tak jak wszyscy, stoję przed wyborem źródła ogrzewania na najbliższe cca. 20 lat. Obecnie palę z kotle bezklasowym wykonanym przed ponad 20 laty przez miejscowego kotlarza. Zainspirowany poradami z tego forum zamontowałem kierownicę powietrza wtórnego w górnych drzwiczkach i od jakichś 10 lat całkiem sprawnie, ekologicznie i ekonomicznie ogrzewam dom o pow. ok. 240 m2 (stare budownictwo) paląc węglem (od góry oczywiście) oraz drewnem. Obecnie, zmuszony sytuacją, rozglądam się za nowym źródłem ciepła i po namyśle skłaniam się ku MPM ds wood 18 i mam pytanie do jego użytkowników jakich wymiarów szczapy można w nim spalać. Znam dane z instrukcji (palenisko 730 x 370 mm i obwód polana ok. 20 cm), nie jestem jednak pewien czy to znaczy, że maksymalna długość polana to 37 cm? Chciałbym też wiedzieć, jakie maksymalnie grube mogą być polana, tak realnie, bo te 20 cm obwodu nie napawa optymizmem... Chciałbym też zapytać, jak rozumieć parametr stałopalności 5,5 h - czy to znaczy, ze kocioł pracując z maksymalną mocą ma taką stałopalność, czy to jest jego maksymalna stałopalność i wtedy kocioł pracuje pod małym obciążeniem? I ostatnie: czy kocioł ten może pracować bez bufora (tzn. czy przepisy wymagają aby był zamontowany bufor). Wiem, że bufor to wygoda i ekonomia, ale kociołek na mój metraż i sprawność energetyczną budynku jest słabowity (mocniejszego nie ma), poza tym trudno będzie z przyczyn finansowych jednorazowo przepchnąć dwie inwestycje (kocioł i bufor). W przyszłości chciałbym mieć bufor, choćby po to żeby mieć CWU latem. Będę wdzięczny za wszelkie informacje, rady i konstruktywne uwagi. Zamieszczam link do wyników energetycznych mojego budynku: https://cieplo.app/wynik/l39v Pozdrawiam wszystkich użytkowników tego forum:)
- 5294 odpowiedzi
-
- MPM DS
- instalacja buforowa
- (i 4 więcej)
-
Witam po przerwie :rolleyes: Milczałem nie dlatego że problem został rozwiązany albo zrezygnowałem z walki z kotłem, tylko dlatego że dopadł mnie nawał roboty. Już trochę się ogarnąłem i mogę ze spokojem odpowiedzieć na Wasze propozycje. Najpierw jednak napiszę jak się sytuacja rozwijała w weekend. W sobotę wyczyściłem piec i komin. Wybrałem około 20 l sadzy. Komin był czyszczony poprzednio 04.12.2017, wyczystki pieca czyszczę co 2-3 tygodnie. Nie powiem, zaskoczyła mnie ta ilość sadzy. Sadza była "puszysta" tzn. leciutka, pozbawiona spieków, skorup etc. Po wyczyszczeniu jest dużo lepiej, choć w moim subiektywnym odczuciu to nie to co było wcześniej. Niemniej powróciłem do poprzedniej procedury - miarkownik na 60°C, PW otwarte cały czas na maksa, zasyp około 30 kg. Dziś rozpalałem około 05.30 i jeszcze się pali (dosypałem ze 4 szufle miału węgla brunatnego (oczywiście nie na raz tylko po jednej szufli), który mi pozostał i pokutował pod wiatą. Jest nadal "drzemka" kotła ale nie tak głęboka (niestety nie mam już mojego wspaniałego termometru-pirometru) ani długa jak w okresie kryzysu. Zapowiadają mrozy i na ten czas pozostanę przy tej metodzie. Aha - zauważyłem że kocioł pracuje z większą kulturą - nie ma bulgotania świadczącego o miejscowym podgotowywaniu wody. Zauważmy przy tym jednak, że jest obecnie jest chłodniej niż było w zeszłą środę-piątek. A teraz w odpowiedzi na Wasze posty: 1. Ocieplenie domu To jest kwestia bezdyskusyjna że byłoby wskazane ocieplenie domu. W tej chwili jest to jednak niewykonalne, z braku pieniędzy. Nie chcę się wdawać w szczegóły ale naprawdę nie stać mnie obecnie na żadne inwestycje. Bryłę chałupy i jej gabaryty widać na zdjęciach, jest kawał grzmota. Parter ma grube mury - ok 50 cm z pełnej cegły, jednak piętro ma fasady na jedna cegłę, a ścianki boczne mansard/przybudówek są na pół cegły. I to jest masakra. Ocieplanie choćby tych przybudówek/mansard wiąże się niestety z ingerencja w pokrycie dachu. Dach to zresztą osobna kwestia. z jego właśnie powodu nie zdecyduję się na wariant oszczędnościowy zaproponowany przez Bertholda, choć pomysł jest dobry. Dach wymaga bieżących napraw, co się staram ogarniać, choć dekarze dostają gęsiej skórki jak słyszą o reperacji starego dachu (typowa odzywka: "Ja to robię całe dachy na nowo"). Nie znaczy to jednak że nic nie robię w kierunku ograniczenia strat ciepła. Jak mi tylko wpada w łapy jakaś odpadowa wełna to rozkładam ją po prostu na strychu na podłodze. I to jest na chwilę obecną chyba wszystko co mogę w kwestii ocieplenia budynku zrobić. Może w ramach walki ze smogiem będą jakieś sensowne programy to wtedy spróbuję, samodzielnie nie ma szans. 2. Zmniejszenie paleniska i palenie ciągłe Zrobiłem próbę bodajże w piątek. Nie mogłem dopasować posiadanych cegieł szamotowych sensownie do paleniska. Powoduje to określone kłopoty, bo w jeśli są szczeliny pomiędzy cegłami to wpadają tam węgielki i przy ciągłym paleniu może nam się w sposób niekontrolowany zająć całe złoże. Czy docinacie np. kątówką lub czym innym cegiełki na wymiar? Czy użyć standardowej cegły czy cienkiej? Może jak bym kupił kilka nowych cegiełek to by było lepiej, bo stare to wiadomo: a to jakaś nadlewka, a to obłupana i nie stoi stabilnie. Czy obkładać korę paleniska do samej góry (do drzwiczek)? Jak użyję normalnowymiarowych cegieł, to palenisko zmniejszy się radykalnie. Przedtem na węglu brunatnym robiłem tak, że obkładałem tak do połowy wysokości. Zdawało egzamin ale wtedy chodziło mi o grzanie głównie ciepłej wody, była więc mowa o bardzo poważnym ograniczeniu mocy kotła. Czy używacie jakiegoś lepiszcza (glina) do tego? Chętnie bym obejrzał jakieś fotki... Co do palenia ciągłego - wszystko to o czym piszecie jest dla mnie jasne: jeśli utrzymam stałą temperaturę w ciągu doby zaoszczędzę energii cieplnej. Muszę z tym poeksperymentować. Nie jestem zwolennikiem przekładania żaru (zwłaszcza gdy jest go stosunkowo dużo) i trochę mnie to przeraża. Z kolei czekanie na całkowite wypalenie się poprzedniego załadunku kłóci się z ideą ciągłego palenia. Będę musiał popróbować - dobrać ilość paliwa tak, żeby drugie rozpalenie nie wypadło np. w środku nocy :angry: Kwestia poeksperymentowania. Na razie staram się gdy wsad przygasa stosować spalanie kroczące. Czy jest ono dużo mniej ekonomiczne od górnego rozpalania? Chętnie się zapoznam z Waszymi sposobami na powtórne rozpalanie. 3. Ocieplenie pieca. Tak jak z ociepleniem domu, pomysł nie jest zły. Kocioł ma 20 lat i myślę że długo nie pociągnie. Szczerze mówiąc, dostrzegam pewien pozytyw w nieocieplonym kotle - ogrzewa on nieco piwnicę i trochę mniej się jeden z pokoi wyziębia od spodu. Takie jest moje zdanie ale gdyby nie to, że kocioł ma już swoje lata to bym poważnie pomyśłał. Z uwagi na wiek kotła nie chciałbym się wdawać w jego modernizację. Pozwoliłem sobie tylko w tym roku przed sezonem zamontować KPW oraz na ruszcie pionowym zrobiłem zaślepkę z grubej blachy (tak na oko może 10 mm) żeby brał powietrze tylko od dołu a nie od czoła (są jedne drzwiczki do popielnika i paleniska). I to moim zdaniem zdaje egzamin. Może się jeszcze zdecyduję na to co pisał HP79 żeby przyspawać kawałek pręta do klapki PP żeby ułatwić pracę miarkownika. 4. Dziury w kominie. Nie ma żadnych dziur, to co widać na zdjęciu to tylko przebicie przez ścianę. 3. Dziura koło czopucha. Jak jużpisałem, dziury nie ma. Dziękuję za wszystkie rady i pozdrawiam :rolleyes:
- 37 odpowiedzi
-
- rozpalanie od góry
- kocioł górnego spalania
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Witam po przerwie :rolleyes: Niestety zaatakowała mnie praca i nie miałem wczoraj czasu odpowiedzieć na Wasze posty, choć je przeczytałem i przemyślałem. Zanim przejdę do odpowiedzi to tylko krótko opiszę wczorajsze i dzisiejsze palenie. Wczoraj (15.02.2018) 08.00 rozpalenie, miarkownik nastawiony na 75°C, PW otwarte na maksa. 09.00 - 35/47/HI (jak temp. przekracza 100°C to termometr w ten sposób daje znać że wartość jest powyżej zakresu) 10.00 - 45/53/55 (przymknąłem PW na 2-3 mm) 11.00 - 30/40/29 12.00 - 28/38/28 13.00 - 53/64/98 - piec się obudził, dalej nie monitorowałem. Widać,że jak się go prowadzi na wyższym pułapie temperatur, to drzemka jest nieco krótsza i nie tak głęboka :wacko: Mankamentem jest to, że o 20.00 musiałem znowu zasypać kocioł i podpalić. Wyłożyłem szamotem palenisko, niestety tylko dół, widać na zdjęciu - tylko tylna ściana paleniska (wymiennik) był obłożony na 2 cegły. Cegły nie chciały się wkomponować, a ja nie miałem czasu żeby rzeźbić, więc na próbę zrobiłem tylko taką prowizorkę. Paliło się ładnie ale tylko prze 5 godzin. Gdybym dał więcej cegieł i tym samym jeszcze bardziej zmniejszył palenisko, to stałopalność raczej by się nie wydłużyła :(. Dziś rano wyjąłem cegły (nie bez problemu) i rozpaliłem normalnym zasypem (25 kg) o 08.00 rano, miarkownik PP nastawiłem na 65°C, PW na maksa i nic nie przymykałem. Paliło się nawet ładnie, spadek był ale krótki i nie tak radykalny, niestety nie miałem dziś czasu na pomiary. Pali się do teraz z temp. 50 °C wskazywaną przez termometr na kotle, czyli realnie około 60°C. Jest całkiem nieźle ale to nie to co było np. 2 tygodnie temu. No i jak dla mnie bardzo ważne - kocioł dalej pracuje bardzo głośno, bulgoce woda, nawet teraz, ponad 12 godz. od rozpalenia. Nie mam dziś czasu i nie mogę szczególowo odnieść się do wszystkich Waszych propozycji, odpowiem tylko @Dorecho i @Tajne: to co widać na zdjęciu to nie połączenie czopucha z przewodem kominowym. To przebicie przez ścianę, za ściana czopuch skręca i wchodzi do przewodu kominowego, połączenie jest szczelne jeśli ji uwierzycie na słowo ^_^ Jutro rano wyczyszczę komin i mam nadzieję, że wieczorem znajdę czas żeby podzielić się wrażeniami z jutrzejszego palenia. Proszę o sugestie odnośnie przyczyny głośnej pracy kotła - paliwo jest to samo, kocioł też, nastawy tez te same co kiedyś, a kultura pracy wyraźnie gorsza. Pozdrawiam :D
- 37 odpowiedzi
-
- rozpalanie od góry
- kocioł górnego spalania
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Nie mogę już niestety edytować mojego przydługiego postu w którym zamieściłem raport z "monitoringu" spalania. Dodaję zatem tutaj jeszcze jeden pomiar: 23.00 - 40/49/44
- 37 odpowiedzi
-
- rozpalanie od góry
- kocioł górnego spalania
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
@ HP79 Nie pale w nocy bo dotychczasowy system palenia wystarczał mi. Rozpalałem o 07.30, wygasało o 01.00 - 02.00 w nocy (mówię o wsadzie 25 kg), ewentualnie gdy na dworze było "bardzo" zimno, to przed spaniem wrzucałem parę szczap twardego drewna. Próbowałem kiedyś 2 x na dobę ale jeśli czekać aż się całkiem wypali to czasem można się przeliczyć, a rozpalanie z przekładaniem żaru jest dość klopotliwe. Trzeba przed zasypaniem węgla dobrze wyczyścić palenisko z rozżarzonych węgielków, raz kiedyś przeoczyłem i nowy zasyp zajął się od dołu. Masakra. A co do palenia kroczącego - wiem, czytałem, czasem stosuję. Jednak moim zdaniem jest to sposób mniej ekonomiczny niż palenie od góry no i trzeba często biegać i szuflować. Pracuję w domu ale nie mogę sobie na to pozwolić żeby przez pół roku biegać do piwnicy co pół godziny dosypywać po szufelce węgla. Moim zdaniem jak się wypali wsad a jest potrzeba to można ze 2 razy dosypać po szufli ale na dłuższą metę to nie jest rozwiązanie. Byłem bardzo zadowolony z palenia od góry aż do tego czasu. Może spróbuję rozpalać teraz 2 razy na dobę, zależy mi na tym, żeby nie przekraczać 25-30 kg węgla, bo muszę trzymać dyscyplinę finansową. Jak myślisz, jest to możliwe - 200 m2 nieocieplonego starego budynku? Dodatkowy mankament jest taki, że kiepsko u mnie z drewnem na rozpałkę ale to jest jeszcze jakoś do ogarnięcia. Pozdrawiam :)
- 37 odpowiedzi
-
- rozpalanie od góry
- kocioł górnego spalania
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Witam wszystkich dyskutantów :) Dziś dałem sobie i kotłowi trochę luzu, tzn. nie ingerowałem zbytnio w jego pracę. Plan był taki (od razu powiem, że nie do końca udało mi się go zrealizować) żeby kociołek bujnąć na nieco większą niż zwykle temperaturę, z nadzieją że wtedy on sam z siebie przełamie moment usypiania. Rozpaliłem jak zwykle PP ze szczeliną ok 15 mm u dołu klapki, PW na maksa. Chciałem tak zostawić póki temp. na kotle nie osiągnie jakichś 60-70°C. Jak było faktycznie zobaczycie sami, poniżej zamieszczam raport z pomiarów. Pierwsza wartość to wartość odczytana z termometru zamontowanego na kotle. Nie od dziś wiem, że kłamie o jakieś 10°C. Wartość druga to pomiar termometrem zdalnym. Mam taki medyczny, który ma również tryb pomiaru temp. powierzchni do 100°C. A więc wartość druga to temp. zmierzona na zewnątrz kotła, na jego płaszczu (kocioł nie ma izolacji) w obszarze paleniska. Wynik uśredniony z kilku pomiarów. Wartość trzecia to temp. czopucha, mierzona z lewej strony wyczystki czopucha, również uśredniona. Temperatury zewnętrzne: rano -4° do około 0°C w południe i -1°C ok. godz. 15.00, czyli pole do popisu dla kotła jest :D 08.00 - rozpalenie (PP - około 15 mm szczeliny, PW na maksa - wielkość wlotu PW widać na zdjęciach, temp. w domu 16,4°C 08.30 - 20/29/83 09.00 - 37/45/90 09.30 - 43/50/83 (zauważmy, że już spada temp. czopucha, a więc jak mniemam również spalin - jest to pierwsza wielkość jaka spada ale wtedy umknęło to mojej uwadze) 10.00 - 40/48/55 (widać już spadek temp. na kotle, w tym momencie wiem, że mój plan nie wypali, podłączam miarkownik do klapki PP bo jest dużo większa szczelina, mocno zmniejszam PW - zostaje może ledwie 3-4 mm) 10.30 - 35/44/44 (zamykam całkiem PW) 11.00 - 32/42/41 (jest tragedia, przestaję chodzić co pół godziny do piwnicy, w domu temperatura 18,2°C) 12.00 - 23/34/26 13.00 - 22/34/23 14.00 - 26/38/24 (kocioł zaczyna się budzić) 15.00 - 30/42/26 15.30 - 40/50/38 (złapał cug na dobre, w ciągu pół godziny duży przyrost, głośna praca - wcześniej tego nie było) 18.00 - 50/60/54 (i to jest temp. która by mnie zadowalała, teraz - godz. 20.00 jest tak samo, ale już widać biedę w palenisku i za jakąś godzinkę zacznie wygasać. Ładunek węgla był około 35 kg. Kilka uwag: 1. Ekonomika do d..py. Rano pomieszczenia nawet się nie zdążą nagrzać gdy kocioł idzie spać, a po pobudce pomieszczenia ledwie się zdążą nagrzać zanim złoże się wypali do cna. 2. Po głębszym zastanowieniu stwierdzam, że wcześniej takich spadków nie było. Tzn. były ale mniejsze/krótsze. Węgiel ten sam (KWK Wujek), naprawdę nie sadze aby to była wina węgla, procedury tez te same. w sobotę wyczyszczę komin i kocioł, może to coś da (na pewno nie zaszkodzi). 3. Najważniejsze spostrzeżenie: mój kociołek zawsze lubił sobie posyczeć i postękać ale wczoraj i dzisiaj był normalny bulgot na płaszczu z lewej strony o ile mogę zaufać swoim uszom. Przy tym temperatura na płaszczu była około 60°C. nie mam wytłumaczenia. @ wszyscy dotychczasowi dyskutanci Dziękuję za zainteresowanie moim problemem. Wszystkie posty czytam uważnie i analizuję, nie wszystkie rady mogę od razu zastosować, niektóre (te wiążące się z inwestycjami) niestety chyba nie zostaną wdrożone - kocioł jest stary (20 lat służby - szacunek:) i nie widzę sensu przeprowadzania większych modernizacji. Zakładając wątek, myślałem (i dalej myślę) że gdzieś popełniam błąd, tylko nie wiem gdzie. Dodam, że tej zimy np. na Boże Narodzenie gdy były temp. zewnętrzne rzędu +10°C kocioł ciągnął na zasypie 25 kg, ładnie trzymał temperaturę, nie wariował, cichutko sobie pracował na miarkowniku, zupełnie bezobsługowo. Jedyna różnica, że wtedy paliłem węglem z KWK Marcel, z tym, że moim zdaniem ten z Wujka lepiej mi się sprawuje - nie ma spieków, mniej jest niedopałów. Załączam kilka zdjęć przedstawiających mój hardware;) Jak wspomniałem, w sobotę wyczyszczę komin i piec, tylko dlatego że jest to jedyna rzecz, jaka mi przychodzi do głowy że mogła się z biegiem czasu pogorszyć (komin czyszczony na początku grudnia). Wyczystki pieca i czopucha ogarniam co 2 tygodnie. Ostatnio jak był kominiarz to było b. mało sadzy i pochwalił mnie za stan komina. Druga rzecz jaka zamierzam wypróbować to zmniejszenie paleniska. Obłożę po prostu ścianki boczne i tylną cegłami szamotowymi. Nie będzie wtedy dochodzić do miejscowego zagotowywania wody na płaszczu. Zapraszam do śledzenia wątku i uczestnictwa w dyskusji. Serdecznie pozdrawiam :rolleyes:
- 37 odpowiedzi
-
- rozpalanie od góry
- kocioł górnego spalania
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
No a ja właśnie palę periodycznie, przy kotle jaki mam nie widzę innej możliwości. Co myślicie żeby szamot dać po bokach, tam gdzie płaszcz wodny?
- 37 odpowiedzi
-
- rozpalanie od góry
- kocioł górnego spalania
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
@ Panus Chciałbym mieć taki spadek jak u Ciebie;) Napisz jaki masz kocioł (moc) i co ogrzewasz. Napisałeś że PP na stałej szczelinie - ile ona wynosi? No i co z PW? @Dorecho Jak mierzysz "produkcję" ciepła przez kocioł? Gdybym dał 10-12 kg (czyli około połowy tego co teraz) to miałbym mniej jak połowę pojemności komory spalania, gdzieś tak w okolicach 1/3. Ciekaw jestem na ile to wystarczy, no i ciężko będzie to rozpalić (gimnastyka połączona z nurkowaniem w czeluściach kotła;). Ale spróbuję. @ HP79 A propos zmniejszenia paleniska. Pisałeś o tylnej ścianie, żeby ją obłożyć szamotem. Na tylnej ścianie jest wymiennik ciepła. Czy to nie wpłynie negatywnie na (i tak kiepską) sprawność kotła i ekonomikę palenia? Czy lepiej żeby złoże węgla było małe w przekroju poprzecznym (mała podstawa) a wysokie, czy też niekoniecznie, biorąc pod uwagę domniemane kłopoty z ciągiem i spalaniem koksu? Tak na chłopski rozum, z punktu widzenia wydłużenia stałopalności to chyba lepiej żeby złoże było wysokie. A na stałopalności mi właśnie zależy, bo chałupa nieocieplona i mocno się wyziębia przez noc:( Plan na jutro - od rozpalenia nieco mocniej go bujnąć, może przełamie moment "przysypiania"? Pozdrawiam!
- 37 odpowiedzi
-
- rozpalanie od góry
- kocioł górnego spalania
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Jak palę drewnem to palę oczywiście od dołu. Nie ma problemów z ciągiem, pali się ładnie o ile drewno jest suche. Problem w tym, że nie mam tej zimy drewna, tyle co na rozpałkę. Natomiast węglem dawno już nie paliłem od dołu, dokładnie to odkąd usłyszałem o paleniu od dołu i po raz pierwszy spróbowałem :D a co do ciągu, to dodam jeszcze, że na jesieni paliłem w tym kotle miałem węgla brunatnego (rozpalając od góry) i dawał radę bez dmuchawy. Stałopalność była żenująco niska ale spaliłem to co mi zostało po poprzednim sezonie. Pozdrawiam :lol:
- 37 odpowiedzi
-
- rozpalanie od góry
- kocioł górnego spalania
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Dziękuję za wszystkie rady, starałem się dziś niektóre z nich wdrożyć w życie, niestety z mizernym skutkiem. Zacząłem od rad jakie otrzymałem od Skyluxa, ponieważ sam podobne procedury już stosowałem. Ale po kolei. 07.30 - rozpalenie (oczywiście od góry), wsad ok. 25 kg węgla, co stanowi ok. 75% objętości komory spalania. PP otwarcie klapki (zob. zdjęcia w pierwszym poście) ok 1 cm, PW na maksa. 09.35 - 45°C na kotle (termometr zaniża o ok. 10°C, czyli faktycznie ok. 55). PP zmniejszyłem, szczelina na grubość zapałki (umieszczonej na dole klapki), PW zamknąłem, widać było pojedyncze płomyki od góry, żar zszedł do dołu 10.00 - 35°C, nie było już płomyków od góry, zwiększyłem PP do niecałego 1 cm otwarcia klapki PP mierząc na jej dolnej krawędzi, PW zamknięte; 10.30 - 30°C, wobec tego otworzyłem dolne drzwiczki jak szeroko - na dole się pali ale bez wigoru, u góry głucho, PW zamknięte; 11.00 - 25°C, jak wyżej, po wejściu do piwnicy wyczuwalny swąd, otworzyłem okno (dopływ tlenu do spalania i wietrzenie), żeby ograniczyć zasmradzanie piwnicy zamknąłem dolne drzwiczki a klapkę PP ustawiłem tak jak podczas rozpalania czyli ok. 1 cm rozwarcia u dołu klapki. 13.00 - 30°C dopiero teraz temperatura zaczyna wracać i to był koniec kryzysu, 15.00 - kocioł na pełnych obrotach, głośna praca (syczenie z kotła - znaczy miejscowo się woda zagotowuje, co nie jest dobre). Załączam zdjęcia dymu z komina - godz. 11.00 czarny dymek, 13.00 dym biały, godz. 15.00 brak dymu. Po dzisiejszym dniu nie jestem nic mądrzejszy. Do kotła musiałem dorzucić węgla ok. 20.00 co jest rekordowo złym rezultatem, bo normalnie (tzn. kiedy kocioł pozostawiam samemu sobie i się mu nie wtrącam do pracy) taki zasyp starcza do 22.00 a nawet dłużej. Różnica jest też taka, że normalnie spadek zaczyna się później, bo około 11.00 i trwa tak z grubsza do 15.00. Dodam, że dzień był w miarę chłodny - okolice 0°C, ranek i popołudnie słoneczne, południe pochmurne. Tak na moje wygląda tak, że trochę racji mają chyba Dorecho i Smok, bo emisja spalin na kotłownie chyba świadczy o słabym ciągu. Moim zdaniem czarny dym z godz. 11.00 świadczy o niecałkowitym jeszcze dopaleniu się części lotnych.Jutro dalszy ciąg eksperymentów - planuję rozpalić go i bujnąć na wyższą temperaturę, zostawić PP na rozwarciu ok. 0,5 cm, a stopniowo przymykać PW. Chyba że są inne propozycje ;) Podobno w przyszłym tygodniu ma nadejść sroga zima :huh: Pozdrawiam :D PS. Na zdjęciach komin dymny to ten dalszy.
- 37 odpowiedzi
-
- rozpalanie od góry
- kocioł górnego spalania
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
