Skocz do zawartości

Harryman

Forumowicz
  • Postów

    68
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    1

Treść opublikowana przez Harryman

  1. Dziękuję wszystkim za dotychczasowe uwagi. Chciałbym pociągnąć temat przerobienia mojego kotła na dolniaka. Zgodnie z wcześniejszą sugestią, spróbuję zdobyć przykrycie paleniska od góry. Pytanie co dalej. Odległość dolnej krawędzi przegród od rusztu to około 14 cm. Sądzę, że nieco za dużo. Brak ruchomego rusztu, brak pochylenia w kierunku szczeliny (dwóch szczelin w moim wypadku). Dmuchawa zamiast naturalnego ciągu. Czy to w ogóle ma sens? W ostatniej dostawie miału, jakieś 20% masy stanowiła woda, więc to mi się nie kalkuluje. A wydaje mi się, że palenie węglem w tym kotle zrobionym na górniaka jest niedostatecznie wydajne. Może na dolniaka będzie lepiej. Tym bardziej, że mógłbym jeszcze zredukować jego moc pozostawiając zaślepiony jeden z palników.
  2. Firma w której pracuję ma podobną powierzchnię użytkową i kocioł o mocy 35kW. Po solidnym wyziębieniu (np. tygodniu niepalenia) potrzeba kilku dobrych dni żeby dmuchawa w kotle mogła odsapnąć. Zważywszy na warunki jakie muszą panować u Ciebie, nie dziwi mnie tak powolne tempo nabierania temperatury, a zastanawia jedynie kolosalne zużycie paliwa. U nas nawet jak kocioł jest nieustannie w trybie pracy, to nie spali więcej niż 40-50kg na dobę.
  3. Ukróćmy te męki: http://czysteogrzewanie.pl/warsztat/rodzaje-kotlow-weglowych/
  4. Najpierw proponowałbym się upewnić, czy na pewno masz do czynienia z kotłem dolnego spalania.
  5. Jak mieszkałem u rodziców to zdarzały mi się czasem takie historie. Odwracałem ciąg na właściwy kierunek z pomocą dmuchawy. Po podłożeniu ognia włączałem dmuchawę i zamykałem drzwiczki. Trochę się przy tym nakopci w kotłowni, ale po kilku sekundach jest już wszystko OK.
  6. Teoretycznie mogę spróbować orzecha, ale jeśli dobrze rozumuję, będzie on miał jeszcze mniejsze opory dla przepływu powietrza niż groszek. A groszek hula sobie na 55-60 stopni (50 nastawione na sterowniku) prawie bez udziału dmuchawy, przez lekko niedomkniętą klapkę pod nią. Wyniki próby opisałem tutaj: https://forum.info-ogrzewanie.pl/topic/5126-spalanie-ekogroszku-w-typowym-piecu-mialowym/?p=209414 Niestety nie wiem jak wypadł groszek I, bo do domu wróciłem o 2 w nocy, a kocioł był już wtedy całkiem zimny.
  7. Chciałbym podzielić się swoimi spostrzeżeniami z tymi, którzy może kiedyś trafią do tego tematu tak jak ja trafiłem kiedy wpadłem na pomysł palenia groszkiem. Wszystkie próby wykonane w podobnych warunkach, tj temperatury w okolicach zera na zewnątrz (od -3 do +3 st.). Temp. zadana na sterowniku to 52 stopnie. Zasyp 30kg miału po 510zł. za tonę wystarczy na około 12 godzin palenia. To daje 1,28 zł. za godzinę Zasyp około 28 kg. groszku 30MJ po 720zł. za tonę palił się przez 17 godzin. To daje około 1,20 zł. za godzinę. Przy czym temperatura mimo zadanej 50 przez niemal cały czas wahała się w granicach 55-60 st. na samych przedmuchach. Klapka od dmuchawy delikatnie się nie domyka, więc cały czas był minimalny dopływ powietrza. Dodatkowo za groszkiem przemawia minimalna ilość popiołu i bardzo krótki czas dogasania. W zasadzie, kiedy temperatura zaczyna spadać poniżej zadanej, to od razu można czyścić palenisko i palić od nowa. Przy miale ten proces jest bardzo długi i prowadzi do dużego spadku temperatury w obiegu CO.
  8. Cegły ułożone są na ruszcie przy bocznych ścianach. Raczej nie ma możliwości żeby powietrze poszło bocznymi kanałami, bo całość zasypałem od góry popiołem, co powinno go skutecznie uszczelnić. Na początku palenia, obserwowałem jeszcze te boczne wyloty żeby skorygować ewentualne nieszczelności. W jednym miejscu było widać że leci dym, to sypnąłem tam dwie łopatki popiołu i po problemie. Po 3 godzinach palenia dym znikł całkowicie. Nawet przy pracującej dmuchawie nie widać, żeby coś leciało z komina. Nie mniej, sądzę że dymiło się dłużej niż powinno. Zobaczymy jak długo wytrzyma ten zasyp. Żeby było ekonomicznie opłacalnie, to musiałby dać radę chociaż ze 20h. Mam jeszcze pytanie - czy przy paleniu od góry, dolne drzwiczki nie powinny być zimne aż do końcowej fazy palenia?
  9. Witam ponownie. Tak jak pisałem w pierwszym poście tego tematu, postanowiłem spróbować groszku zamiast miału. Kupiłem po 2 worki groszku I (27MJ) oraz groszku wysokokalorycznego 30MJ (koksujący?). Dzisiaj rano napaliłem tym pierwszym. Załadunek objętościowo taki sam jak przy paleniu miałem, czyli 3 węglarki (wagowo 30kg miału, na oko 25kg groszku). Rozpaliło się znacznie szybciej niż miałem i to na całej powierzchni paleniska. W miale zazwyczaj najpierw zajmował się jakiś niewielki fragment. Temperatura utrzymuje się prawie na samych przedmuchach. Mam tylko jedno ALE. Na zdjęciu poniżej widok komina po około godzinie palenia: Zdecydowanie za dużo czarnego dymu. Jak przypuszczam, winą należy obarczyć zbyt duże palenisko?
  10. Sądzisz, że gdybym wykorzystywał jego optymalną moc, to opisane wyżej wady nie stanowiłyby problemu? Powiedz jak w tym kotle napalić żeby jego dolno-górność uznać za korzystną cechę? Dorzuciłem rano trochę opału z nadzieją, że jeszcze ze 4 godziny potrzyma i w domu nie wychłodzi się za bardzo. Wracam z pracy, a tam cały czas nastawiona temperatura :D Jest jedna wada - aż drżę jak pomyślę ile opału poszło niepotrzebnie w komin przez ostatnie 2 miesiące. Jest pozytywnie, a być może uda mi się wydusić jeszcze więcej. Poza zabawą z samą konstrukcją, pomyślałem o wymianie sterownika na taki z PiD. Zastanawiam się ile można na tym zyskać. Takie tańsze (np. inter electronics IE-30) można dostać do 200zł, więc całkiem znośnie.
  11. No nieźle. Po całej nocy nie mogę rozpalić przed pójściem do pracy... Bo w kotle cały czas zadana temperatura. Przed przeróbka budzilem się rano i grzejniki były już zimne. Dołożyłem sposobem opisanym w sąsiednim temacie o paleniu bocznym kroczacym. Jak te kotły są konstruowane, że byle amator skutecznie poprawia je 4 ceglowkami?
  12. Zatkałem te boczne przeloty. Ułożyłem na ruszcie pod blokami cegły szamotowe i sypnąłem trochę popiołu dla uszczelnienia. Wrzuciłem dwie węglarki miału i rano wszystko będzie jasne. Jak się ładnie dopali do końca, znaczy że jest lepiej. Jak się będzie jeszcze paliło na pełnej temperaturze, znaczy że jest lepiej niż lepiej ;)
  13. Wydaje mi się, że ten ruszt jak na dolniaka jest stanowczo za duży. Znalezienie i dorobienie właściwego kawałka blachy to dla mnie nie takie hop siup. Chętnie poeksperymentuję, ale będę potrzebował na to więcej wolnego czasu. Na początek prosztsze wydaje mi się zatkanie czymś bocznych wylotów i zrobienie z tego klasycznego górniaka. Przy okazji przypomniała mi się zagadka z początku sezonu. Po około 1,5 miesiąca po wprowadzeniu postanowiłem zrobić gruntowne czyszczenie tego kotła. Nalot jaki w nim powstał przy paleniu poprzedniego użytkownika miał parę cm grubości. Obczyściłem to wszystko dokładnie i.... okazało się że dopalanie końca zasypu jest mało wydajne. Od tamtej pory zawsze wybierałem popiół z żarem, mimo że wcześniej zawsze miałem dokładnie dopalony żwir. Początkowo obwiniałem o to gorszy sort opału (bo jakoś zbiegło się to w czasie). Teraz dopiero zrozumiałem, że czyszcząc, udrożniłem te boczne wyloty.
  14. No to mnie nie pocieszyłeś. Sfajczyłem już w tym kotle prawie 3t. miału, więc da się tak palić. Ale do ideału bardzo mu z tym daleko. Z przeróbką zacząłem już kombinować, jak spidoman zasugerował, że to dolniak. Ale nie bardzo widzę możliwość przykrycia paleniska, ponieważ te bloki od góry kończą się w połowie wysokości drzwiczek: Niby można popróbować, ale nie wiem czy to gra warta świeczki. Pytanie podstawowe, na ile szczelne musiałoby być to przykrycie? A jeśli nie uwzględniać przeróbek, to jak powinienem palić w tym kotle - odpalając od góry, czy z dołu? Kocioł ogrzewa 150m2 domu parterowego. Nad domem nieużytkowe poddasze. Ściany niby ocieplone, ale strop praktycznie nie (trochę pyłu drzewnego przykrytego szlaką). Przy temp. poniżej 0 muszę palić bez przerw, bo zbytnie wychłodzenie domu spowoduje, że powrócenie do znośnych temperatur nie będzie możliwe, do póki na dworze się nie ociepli. Ale to raczej kwestia niewielkich grzejników i braku ocieplenia na stropie niż samego kotła.
  15. Strumień powietrza z dmuchawy kierowany jest wyłącznie do popielnika. Sprawdzałem to organoleptycznie, ale na 99% właśnie tak jest. Paliłem grubszymi asortymentami węgla, ale przy rozpalaniu od góry tylko miałem. Tak jak pisałem, będę próbował z groszkiem lub orzechem, ale to dopiero w przyszłym tygodniu. Póki co mam jeszcze trochę grubego węgla, może w sobotę spróbuję. Na eksperymenty mam tylko weekend, bo nie rozpalę w piecu, pozostawiając go w nieznanej konfiguracji bez kontroli na 10 godzin. Myślę o tym zatkaniu bocznych przelotów - nawiązując do pierwszej odpowiedzi - czy to miałaby być zwykła wełna, taka jakiej używa się np. do ocieplenia stropów? Zastanawiałem się też nad wsypywaniem opału w te boczne luki, ale byłoby to dość problematyczne.
  16. Nie ma możliwości regulacji obrotów dmuchawy. Ale liczę, że przy paleniu węglem dmuchawa będzie zbędna. Jak paliłem dorzucając węgiel na żar, a czasem klapka od dmuchawy się nie domknęła to temperatura sama szła w górę. Nie sądzę żeby to był dolniak, bo co by o tym świadczyło? Wyciąg spalin z komory spalania jest u góry - pomiędzy zieloną przegrodą a tylną ścianą kotła (na rysunku widać tam odstęp).
  17. Witam, W październiku ubiegłego roku wprowadziłem się do "nowego" domu. Dom był niezamieszkany od około roku, i od zeszłej zimy jeszcze wyziębiony, dlatego sezon grzewczy zacząłem od razu po wprowadzeniu. W kotłowni zastałem kocioł jak na zdjęciu. Żeby go dobrze wyczuć na początku paliłem mieszając węgiel i miał, dorzucając to od góry na żar. Problem zaczął się, kiedy chciałem palić tak jak w miałowcu należy. Pełny załadunek w ogóle nie chciał się zająć. Metodą prób i błędów doszedłem, że optymalnym załadunkiem są 3 węglarki. Przy temperaturach w okolicach 0 wystarczy mi to na około 12-14 godzin palenia. Nieźle, ale chciałbym lepiej. W zeszłą sobotę poświęciłem więcej swojego czasu na analizę tego co się dzieje w piecu, że nie da się rozpalić przy większej ilości paliwa. No i doszedłem. Przekrój kotła, a dokładniej komory spalania, wygląda tak jak na rysunku poniżej. Proszę nie oceniać rysunku, jestem elektronikiem, a nie rysownikiem :P ) W komorze spalania mamy po bokach bloki, oznaczone na rysunku kolorem błękitnym. Jak sądzę jest w nich woda i odpowiadają za odbiór ciepła. I stanowią jednocześnie moje utrapienie. 3 węglarki to dokładnie tyle, aby przykryć komorę spalania do dolnej krawędzi tych bloków. Załadowanie większej ilości powoduje, że w środkowej części paleniska jest dużo grubsza warstwa miału niż po bokach, między blokami a ścianą kotła. Całe wdmuchiwane powietrze, zamiast kierować się na żar, przeciska się bokami. Generalnie rozpalenie 4,5 węglarek miału zajęło mi prawie 4 godziny przez które z komina wydobywało się dużo dymu, a w kotle nie było ognia. Po tym czasie, ogień pojawił się właśnie między blokami a ścianami kotła. Dodaję jeszcze fotkę "wnętrza" w trakcie palenia, chociaż zbyt wiele nie widać. Z tego co się dowiedziałem, a zbyt wiele dowiedzieć się nie można, kocioł wykonany został przez lokalnego majstra. Moje pytania: - czy ta konstrukcja jest poprawna? - czy to na pewno kocioł miałowy? - co zrobić żeby było dobrze? Póki co, radzę sobie podpalając po prostu tymi trzema węglarkami. Dodatkowy problem, to długi czas dogasania miału. Ale z doświadczenia wiem, że to akurat może być przypadłość samego paliwa. Na przyszłą sobotę muszę już zrobić nową dostawę, dlatego planuję spróbować groszku albo orzecha. Istnieje prawdopodobieństwo, że uda mi się nawet tym palić, bez pomocy dmuchawy, a jako regulację mógłbym używać klapki pod dmuchawą. Jak spróbuję, to podzielę się doświadczeniami. Pozdrawiam
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Używając tej strony zgadzasz się na Polityka prywatności.