Skocz do zawartości

Juzef

Stały forumowicz
  • Postów

    965
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    40

Treść opublikowana przez Juzef

  1. Dlatego trzeba tak dobierać moment rozpalenia i ilość paliwa, by wypalało się z grubsza wtedy, kiedy chcemy. Może ja mam jakiś łatwy w obsłudze dom i kocioł, ale nigdy nie miałem z tym problemu. Jest cieplej - palę raz z rana, gdy jest 21st, 2-3h i jest 22-23st, do wieczora się wypala, a do rana wystygnie do tych 20-21st. Jest poniżej -5, to rozpalam rano, pali się do 20.00, po czym na noc rozpalam po raz drugi i mam na okrągło 22-23st. Temperatury oczywiście wedle uznania. Jak przeczytasz o ciągłym paleniu, to się dowiesz, że to nie ma takiego znaczenia. Ciepło w domu zależy od jego wygrzania, a nie od tego, czy na kotle jest temperatura zadana czy niższa w danej chwili. Każdy producent tak pisze. Jedynie niektórzy wspominają o rozpalaniu miału od góry. Ten sposób jest utrwalony tradycją, co nie znaczy, że najlepszy. Defro, Stalmark czy Kołton(producent ma poczucie humoru)? Na pewno renomę producenta trzeba uwzględniać, bo prócz ceny przekłada się też na jakość materiałów i wykonania. Defro to wszyscy znamy, Stalmarka może niektórzy, a Kołtona - pierwsze słyszę. To że nie istnieje w internecie to też o czymś świadczy. Ale patrząc na konstrukcję: Defro nadal ma "najwięcej" wymiennika. Stalmark - mniej, ale jak na górniaka to bywają gorsze modele. Kołton - porównywalnie do Stalmarka, zakładając że wszystkie poziome płyty u wylotu spalin to płaszcz wodny, choć ze szkicu w DTR wiele się nie da wnioskować. Doprowadzenia powietrza wtórnego nie ma żaden z nich. Przydałoby się do czystego spalania, ale ostatecznie można żyć bez lub pokusić się o wykonanie otworów samemu. Widzę też, że tak Defro jak i Stalmark występuje w wersji z dolnymi drzwiczkami rozdzielonymi (ale chyba w wersjach z dmuchawą). To byłby plus, gdyby jednak dało się wziąć któregoś z nich z rozdzielonymi dolnymi drzwiczkami. Połączone dolne drzwi to nie tragedia, ale też nie zaleta. Ogólnie Stalmark i ten Kołtun to uboższe podróbki Defro i różnicę w jakości może by się dało zauważyć jedynie w realu. Tylko do Kołtona ja bym ostrożnie podchodził ze względu na podziemny charakter jego działalności.
  2. Powtórzę: tak, w Defro Optima Komfort spokojnie możesz palić od góry. Jakbyś się zresztą rozejrzał, to znajdziesz potwierdzenie. Bez wentylatora. Najlepiej w ogóle go nie kupuj, tylko od razu miarkownik.
  3. Palenie drewnem w Per-Eko KSW wydaje mi się szaleństwem z uwagi na jego lichy wymiennik. Defro na tle innych górniaków ma wymiennika całkiem sporo, więc jeśli bardzo zależy ci na dużym otworze załadunkowym, to Defro nie jest taką złą opcją. Ale jak by nie patrzeć, w górniaku na drewnie cudów (dużej sprawności i stałopalności) nie osiągniesz. Oczywiście tak w Defro Optima Komfort jak i Per-Eko KSW da się palić od góry.
  4. Ciekawe rzeczy o ważeniu tu czytam, bo sam się z tym ostatniej jesieni pałowałem. Próbując ocenić dokładność zwykłej łazienkowej wagi elektronicznej, sprawdzałem na niej graty o wadze od kilku do kilkudziesięciu kilogramów. Odchyły były rzędu 1-2%. Potem ważyłem na niej worki z 30-40kg węgla i wniosek końcowy był taki, że zabrakło ~180kg w tych kupionych dwóch tonach. Ale byłem świadom, że taki wynik można łatwo podważyć, więc nie robiłem dymu sprzedawcy. Po prostu więcej u niego nie kupię. Jakby tego było mało, w pozostałych 1800kg było jeszcze ponad 100kg miału. Natomiast w marcu mnie przycisnęło z zakupem węgla i znalazłem innego sprzedawcę. Ten, zapytany o zgodność wagi odparł, że się zgadza, bo gdyby było inaczej, to nikt by u niego więcej nie kupił. Ma chop racje. Tą samą wagą chałupniczo zważone i wynik był 5% ponad normę. Jasne więc, że 1kg czy 10kg na tonie w te czy we wte to nie tragedia, ale jak przyjeżdża 10% mniej, to już sprawa jest podejrzana. Nieco bardziej w temacie, to z racji oby już ostatecznej wiosny dokonałem małego podsumowania kosztów ogrzewania w porównaniu do otrzymanych efektów. Bo tak się składa, że przez większość zimy mierzyłem temperatury wewn/zewn/instalacji CO z automatu 24h na dobę. Wniosek z tego mam taki, że średnio w domu było +21st. i poza paroma dniami, gdy nikogo nie było obecnego, aby mógł rozpalić, warunki były komfortowe bez konieczności siedzenia w kufajce. To wszystko w cenie poniżej 2000zł w domu ok. 160m2 (może 180-200m2, bo piwnica się ciut grzeje też) ogrzewanych z lat 80. gdzie istotne ulepszenia to przeważnie nowe okna i 6cm styropianu na ścianie. Mogło być 1500-1600zł, gdybym od razu kupił pełne 2 tony dobrego węgla, ale wkopałem się w ekogroszek czeski, licząc na wiosnę w marcu.
  5. Czy ktoś z użytkowników tego typu kotłów mógłby dostarczyć zdjęcie stanu wnętrza kotła, tzn. stopnia zabrudzenia przy normalnym paleniu węglem? Przydałoby mi się do artykułu. Znalazłem niemieckie jedno dobre, ale ten zdaje się pelletem opalany.
  6. Chyba jednak ten nierdzewny SWD baniak wybiorę. 500zł droższy od Biawara emaliowanego, a gwarancji niby 10 lat. O ile to nie firma-krzak, to powinno się opłacić. Tylko patrząc na ceny nierdzewnych innych, to mam dziwne podejrzenie, że nierdzewność może nie być stuprocentowa :) Co ciekawe, wyżej wspominany sprzedawca używanych Viessmannów też daje 10 lat gwarancji. Interesujące. Ale znowuż odpowiednia dla mnie sztuka u niego to min. 4000zł.
  7. Huh, dobrze wiedzieć takie krytyczne szczegóły zawczasu. Większość instalacji mam na stalowych rurach. Ciepłą pociągnę nową na tworzywie sztucznym, ale baterie stalowe pewnie zostaną. Mam własną studnię, ale tam woda jest podejrzana. Kiedyś jak pierwszy bojler elektryczny zainstalowałem, to po nagrzaniu i 2 dobach odstania, woda zaczynała śmierdzieć zgniłymi jajami. Teraz ciągnę z wodociągu, choć jakbym chciał, to ze studni też mogę. Wodociągowa jest w porządku, mało kamienia i żadnych niespodzianek, ale chlorowana to ona nie jest. Nadmienię, że rezyduję we Wrocławiu, a tu wody dawno nie chlorują, tylko jakieś tam inne metody stosują, tak że nie zdradza woda żadnych podejrzanych oznak.
  8. Odkopuję temat, bo problem mam podobny. Potrzebuję bojlera min. 300L z dwoma wężownicami. Nie wiem tylko, ile musiałbym wybulić, aby się taki bojler po 3 latach nie rozsypał? Jakiekolwiek egzemplarze zaczynają się od 2 tys. ale obawiam się, że to nienajlepszy pomysł. Te germańskie używane nierdzewne wydają się być fajnym pomysłem, ale czy 4000zł za 350L nierdzewnego Viessmanna z dwoma wężownicami to uczciwa cena? Z drugiej strony trafiłem na inny nierdzewny bojler 300L znanej niemieckiej firmy SWD (zapewne czasowo przebywającej na Tajwanie) za 2800zł. Zastanawia mnie tylko, skoro to nierdzewka, po co tam możliwość montażu anody...
  9. Wszystko zależy od konkretnej osoby. Niektórym trudno cokolwiek przetłumaczyć, a zmienić przyzwyczajenia to już w ogóle. Nikogo na siłę się nie da uszczęśliwić i to trzeba przełknąć. Ja u siebie też nie podołałem tłumaczeniu co i jak, więc wziąłem się sam za palenie. I jak się okazało, że nagle w domu jest ciepło, do kotłowni nie trzeba zaglądać, a przepał taki sam jak był wcześniej, tylko że wtedy rano bywało +15st, to się wszyscy w domu przekonali. Ale raczej nie na zasadzie zrozumienia że tak lepiej jest palić, tylko w stylu "o, ten to wiedze tajemną posiada, to niech on pali, zejdźmy mu z drogi" ;)
  10. Bazowałem na tym opisie. Nawet dosyć to działa, choć do tej pory zbyt długo nie było okazji potestować. A propos samego czujnika, to się okazało, że w obudowie na końcu miał niewielką nieszczelność, przez którą do środka dostały się zanieczyszczenia i dlatego padł. Producent przesłał mi więc nową sztukę. Obejrzałem pięć razy, pomierzyłem i działa dobrze na ten moment. Zobaczę jak się spisze.
  11. Nie znam. Cóż, może faktycznie mój Camino zbytnio daje w palnik momentami i się czujnik ugotował. Od początku nastawiałem się jednak na użycie pt1000, bo przecież w wielu kotłach jest on fabrycznie stosowany jako czujnik temp. spalin. Co więcej, pierwsze dwa czujniki miały w sumie prawo zdechnąć, bo wywtórcy deklarowali okolice 250st.C jako maksimum możliwości wyrobu. Choćby dlatego były one lutowane, bo zakres pracy był poniżej temp. topnienia cyny. Ale ten trzeci miał 400st. wytrzymać, a takiej temp. nawet nie osiągnąłem. Zobaczę, co powie producent. Zobaczymy, chyba faktycznie się na termoparę sztachnę.
  12. Gdyby mi wystarczał po prostu termometr, to bym dał termometr i pewnie by było prościej. Potrzebuję czujnik, bo podpinam go pod Arduino. Próbowałem 3 różne pt1000 i w zasadzie dwa pierwsze miały prawo zdechnąć, bo fabryka dawała zakres 250st.C. a na trzecim max co widziałem to 300st.C przez parę chwil. W pierwszym więc urwał się kabel w sposób wykluczający naprawę, drugi się rozlutował. Ten trzeci jedno palenie przeżył, a przy drugim na początku padł. Dziwne to bardzo, bo nie wiem, czy ja coś źle robię, czy może wadliwa sztuka się trafiła. A nawet nie był wystawiony na spaliny wprost, tylko włożony w tulejkę stalową po czujniku nr 2. Padnięcie się objawiło tak, że nagle rezystancja spadła do 760Ohm i przestała zależeć od temperatury. Odeślę sprzedawcy, to się okaże co to za lipa, bo sam jest ciekaw problemu. Czujnik wyglądał pancernie, gościu też ponoć wielu reklamacji nie ma, więc może to mój Camino przy rozpalaniu daje w komin niczym silnik rakietowy...
  13. @albodek Takie przypadki powinny być ścigane bezwzględnie, ale już z poziomu mieszkańców. Gdyby jeden spróbował spalić zdechłego kota i po chwili miałby pod drzwiami dziesięciu wściekłych sąsiadów, a przy drugiej próbie - patrol straży miejskiej, to by wiedział, że lepiej zerwać deski z podłogi na opał niż palić śmieciami. Tylko że ludzie - ci co palą i ci co wdychają - zwyczajnie nie przywiązują do tego wielkiej wagi. Wszak ten syf nie zabija od razu. A dla palących wartością zwykle jest pozbycie się śmieci. Sam po sobie wiem, bo dłuższą chwilę oduczałem rodziców pozbywania się starych butów przez wrzucanie do pieca. Na szczęście do nich to dotarło z czasem, ale nie jestem pewien, czy aby "ekologia" była decydująca. To że ludzie niby zastępują sobie uczciwy opał śmieciami też do mnie nie przemawia. Normalny dom za mało tego produkuje. Musieliby okoliczne śmietniki obskakiwać. Zresztą dla naprawdę biednych istnieje pomoc społeczna i zdobycie paru ton węgla nie jest niemożliwe. Może łatwo mi się mówi, ale gdybym miał z kimś walczyć w tej sprawie, to też bym miał problem. Ale taka już u nas mentalność, że choćby na 10 domów w jednym ktoś palił śmieci, to pozostałe 9 nie poczuje jakiegoś wspólnego interesu w pacyfikacji śmierdziucha przez nasłanie nań właściwych służb, bo to przecież "donos". A to że koleś im funduje raka czy inne świństwa to nic. @def Inne opcje rozwiązania problemu... Jeśli problem zdefiniujemy jako smród z kominów, czyli nieprawidłowe spalanie węgla przez ludzi, to wydaje mi się, że zmiana sposobu palenia jest najmniej kosztowna i najłatwiejsza. Lansowanie wymiany kotła czy zmiany paliwa jest często bez sensu (wywale starego kopciucha, kupie nowego kopciucha). Inne rzeczy, jak np. filozofię grzania non-stop zamiast przepalania, można dodać przy okazji. Odbiorców mam z grubsza rozpracowanych. Oczywiście zrobiłem to tylko ot tak dla celu stworzenia ulotki informacyjnej, tak bym wiedział o czym pisać, a o czym nie, aby każdy choć okiem chciał rzucić. Niestety aby dotrzeć do wielu ludzi analogowych, trzeba by dysponować czasem na reklamę w TV gdzieś przed odcinkiem "Klanu". Jednak macki internetu sięgają daleko i jest pewna szansa, że młodsze pokolenie przekaże informację starszym. W analogowym świecie na promocję trzeba by albo mieć skądś kasę, albo skołować kogoś do współpracy na zasadzie pro publico bono. Choć w internecie jeszcze sporo można zrobić. Prócz starych wyjadaczy kotłownianych po 50-tce mamy też niemałą grupę ludzi koło 30-40 lat, którzy przeprowadzili się z mieszkań w dzicz i nie mają pojęcia o paleniu. Ci szukają porad w Internecie. Podobnie młodsi w Internecie siedzą, choć problemami w kotłowni mogą się nie interesować. Ale już to, że ojciec pogoni szuflować, albo że w domu zimno, może ich dotykać. Certyfikat. Coś podobnego mi po głowie chodziło. Ale raczej jako podział rynku na egzemplarze warto-nie warto kupić, z opisem wad i zalet, może z jakąś oceną jakości konstrukcji. Problem taki, że to tylko teoretycznie można ocenić, na oko na ekranie. Chyba, że producenci mi zechcą przysyłać kotły do testów ;) Problem drugi taki, że od razu by trzeba połowę rynku skreślić i dział "nie warto kupować" byłby dużo obszerniejszy. Niemniej wezmę się za coś takiego niebawem, formę się dookreśli. Inteligentni technicznie producenci, powiadasz. Jakoś w to nie wierzę. Walą nieraz takie ewidentne babole, że głowa mała. Ale może po prostu nikt ich nie motywuje? Najprymitywniejszy ulep i tak się sprzedaje, byle miał dmuchawę i sterownik. Myślę, że sukcesem dużym byłoby, gdyby do prostych górniaków producenci w instrukcji zalecali rozpalanie od góry. To już byłby postęp. Nie mówię nawet o poprawkach konstrukcyjnych wytykanych na takich forach jak to. Producentowi musiałoby zależeć na tym, by ich kocioł dobrze spalał, a do tego potrzebny jest świadomy klient, który by tego oczekiwał. Choć gdyby to ubrać w słowa o oszczędności kasy, to ludzie by się skusili. Tylko po co, skoro stos blach zespawany na krzyż się sprzedaje.
  14. @def Co rozumiesz przez "przemyśleć i przygotować"? Moja koncepcja sprowadza się do tego, by ludzi nie straszyć, a przekonać argumentami głównie finansowymi. Z tym że większość odbiorców to ludzie z "offline'u". Potrzeba więc takich jak my, którzy patrzą co dzień na ich kopcący komin i zechcą coś z tym zrobić. Pójdą i nie powiedzą im "panie, wyłącz ten smród bo po policje dzwonie" tylko "weź pan tu ulotke, poczytaj pan, ile kasy z tym dymem puszczasz i pomyśl, czy warto". Oczywiscie można by to zrobić lepiej, szerzej, głośniej, ale myślę, że taki kopcący mimo wszystko lepiej przyjmie informacje od sąsiada, niż krzyczenie na niego z telewizorni czy billobardu. Def ma sporo racji. Część kopcących to na pewno ludzie przywykli do bylejakości. Ale wiedza przeciętnego człowieka w temacie węgla to: wsypać do pieca, podpalić i dosypywać. Jakiekolwiek zmiany tutaj to jak próba wynalezienia koła na nowo - nikt nie wierzy, że można lepiej, niż już jest, a że jest źle - cóż, to węgiel, tak ma być. Co ja mówię - kilka lat temu sam bym nie pomyślał, że coś w tym można zmienić! Z drugiej strony liczę, że def racji nie ma. Patrząc po swoim doświadczeniu wiem, że nawet jakby nagle niebiosa sie rozstąpiły i na ziemię zstąpił kocioł idealny, co produkuje z jednej strony ciepło, a z drugiej drukuje banknoty, ale kosztuje 5 tys. to ludzie i tak by od razu go nie kupili. Bo stary działa. Bo nowego sie boję. A większość by nie widziała różnicy między starym a nowym. Z tej samej przyczyny można się obawiać, czy ludzie zechcą zmieniać sposób palenia. To na pewno nie będzie łatwe, ale myślę, że schowanie straszaków a wyeksponowanie braku nakładów na nowy kocioł oraz solidnych zysków zachęci choćby część. Nawet niechyba 5-10% ludzi zaczęło palić czyściej, to już byłby sukces.
  15. Upierdliwy? Chyba jak patrzysz z pozycji użytkownika dolniaka. Bo jak dla mnie palenie od góry to była rewolucja, mniej roboty, mniej syfu i długo nie mogłem uwierzyć, że do kotłowni potrzeba zaglądać tylko raz-dwa dziennie, więc przychodziłem co pół godziny popatrzeć, czy aby wszystko w porządku ;) @Hermogenes Akcja odgórna, łatwo się mówi. Niby faktycznie wedle norm europejskich to u nas jest śmierdzący dymem zaścianek, ale dla zwykłych ludzi to jednak sytuacja normalna i mało kto pomyśli by to zmieniać. Zróbcie sobie każdy myślową lobotomię i poszperajcie za skojarzeniami do słów "komin" i "węgiel". Co jest pierwsze? Nie, wcale nie "ciepło", tylko "dym" i "smród". A nawet jak się trafią aktywiści od czystego powietrza, jak ostatnio np. w Krakowie, to są technicznie tak nieskazitelnie głupi, że szok. Na wszystko mają proste rozwiązania: zakazać węgla, filtry instalować na kominach w domach, niech wszyscy gazem grzeją a jak nie stać ich to won z miasta. A sami nigdy nosa poza ogrzewany z ciepłowni bloczek nie wystawili. Z tego co poczytałem choćby na stronie NFOŚiGW, kasy jest sporo tak z kraju jak z UE na przedsięwzięcia dot. edukacji ekologicznej. Problem w tym, że aby dostać dofinansowanie, to trzeba by się porządnie zebrać, w sensie jakaś fundacja, firma, organizacja pozarządowa etc. i zadziałać w skali krajowej. Inna kwestia to poziom wykonania takiej kampanii. Używając przytoczonego przykładu śmieci, rzadko kiedy mnie takie kampanie przekonują. To jest po okładanie odbiorcy twardym batem niestrawnej wiedzy na przemian z kopaniem karami i mandatami. A ludzie wbrew pozorom nie robią niczego dla sportu, tylko skoro pali jeden z drugim te pieluchy i zdechłe koty, to myśli, że mu się to opłaca. Sztuka cała trafić do odbiorcy nie haratając go, przekazać wiedzę tak, by przyjął to na rozum i portfel i mógł się przekonać, że to ma sens, a nie znowu rząd w Warszawie wymyślił coś bez sensu i karać będzie. Najpierw trzeba nauczyć. Dopiero potem karać, gdy nauka nie pomaga. @reded A propos wyższości dolniaków, to sam czytałem tu i tam i różne opinie zebrałem, ale na stronie napisałem, że mając kasę lepiej kupić dolniaka. I jeszcze to uszczegółowię dokładniej w dziale dot. zakupu nowego kotła. Bo nawet szukając dobrego dolniaka można wdepnąć w masę szmelcu... @albodek O to właśnie mi chodzi. Nie można po prostu ganiać z batem i toczyć piany z ust. Jak się człowiekowi zacznie wytykać, że kopci, to mu się wolność szlachecka napuszy i nie trafisz do niego za nic. A przez portfel do rozumu droga znacznie łatwiejsza. Ktoś może inny sposób palenia wyśmiać w pierwszej chwili - no bo jak to, tyle lat żyje i gdyby był sposób na takie oszczędności, to by go znał. Ale jeśli obok sąsiad jeden z drugim spróbuje i mu kilka stówek w kieszeni zostanie - to wieść się rozniesie błyskawicznie, a i nieprzekonany zmięknie.
  16. Nie sądzę, by takie odgórne nawrzucanie wiedzy wszystkim było skuteczne. Mnie w gimnazjum nie obchodziło zbytnio, co się w piecu dzieje :) I generalnie człowiek się tym nie przejmuje, chyba że pół dnia siedzi w kotłowni i walczy, bo kiepsko idzie palenie, zatyka się komin, spala po 4-5t w małej chałupce albo i dodatkowo chodzi po domu w kufajce. Mnie właśnie ciągłe zimno i szuflowanie zmusiło do postawienia sobie pytania, czy nie da się inaczej. I zacząłem szukać, czytać, aż trafiłem na sposób palenia od góry. Dlatego wydaje mi się, że to co może zrobić każdy, to właśnie wyjrzeć za okno, zlokalizować najmocniej dymiący komin i tamtejszemu palaczowi dostarczyć informację, że może palić wygodniej i taniej. Jest spora szansa, że to będzie dla niego (palacza) nowina jak znalazł w jego sytuacji ;) Chyba, że ktoś lubi się taplać w syfie, smrodzić i ma kasę na 5t węgla, to bez chęci z jego strony nikt mu nie pomoże.
  17. Większość Szanownego Gremium na pewno słyszała o metodzie rozpalania kotłów górnego spalania od góry, promowanej przez ob. Last Rico. W duchu tego nurtu zebrałem się i stworzyłem stronę czysteogrzewanie.pl prezentującą w zwięzłej i zrozumiałej (mam nadzieję) formie ideę palenia węglem od góry - czyli spalania go czysto. Bez zbędnego smędzenia o przepisach, ekologii i zdrowiu, co wielu być może nie rusza, a ze skupieniem się na kwestii finansowej i komforcie życia w zimie. Teraz do Was prośba. Widzicie za oknem komin sąsiada, dzień w dzień wyrzucający kłęby syfiastego dymu? Jeśli dotąd nie próbowaliście, weźcie sprawy w swoje ręce. Wydrukujcie ulotkę informacyjną, wręczcie sąsiadowi. Albo chociaż pod osłoną nocy wrzućcie mu ją do skrzynki. Przeczyta, pomyśli, policzy. Spróbuje palić czysto? Dobrze dla niego i dla otoczenia. Oleje? Trudno. Ale jeśli potem od jednego, drugiego, trzeciego sąsiada usłyszy, że oni spróbowali i są zadowoleni, kasa w kieszeni a w domu ciepło - dlaczego miałby też nie próbować? Jeśli uważacie sprawę za słuszną - proszę rozpowszechniać wiedzę wśród nieuświadomionych, np. poprzez facebookowy przyczółek, ale głównie myślę liczą się kanały analogowe do ludzi, co kompa być może nie używają :) Dla skomputeryzowanych polecam infografiki nt. ogrzewania - odrobina wiedzy w prostej i przejrzystej formie. Gwoli wyjaśnienia, przedsięwzięcie jest nastawione na zysk: czystsze powietrze dla nas wszystkich i setki czy tysiące złotych oszczędności każdej zimy u tych, którzy zdecydują się palić czysto, zamiast poginać z szuflą w sadzy i dymie, co jak im się wydaje jest normalnym środowiskiem palacza węglowego ;) dziękuję za powagę Juzef
  18. Spróbowałem jeszcze raz z innym czujnikiem na pt1000, który ponoć do 400st. miał dać radę. Raz rozpaliłem i max. odczyt był 350st. przez parę minut, potem parę godzin na 200st. Niestety za drugim rozpaleniem sam z siebie złapał zwarcie gdzieś wewnątrz i tyle go widziałem. Nie wiem, czy to taki szajs produkują, czy ja może tam 600st. osiągam w kominie i stąd każdy jeden pada. Nie mam wyjścia, jak zainwestować w coś bardziej pancernego :)
  19. @darbor1 Jeśli jesteś absolutnie pewien, że kocioł jest dolnego spalania, to nie masz co myśleć o KPW, bo to wynalazek do kotłów górnego spalania. W dolniaku ona jest niepotrzebna. Jakbyś popatrzył choćby tutaj,to masz tam rysunek obrazujący działanie KPW. Ona kieruje powietrze wtórne w rozżarzony zasyp. W dolniaku powietrze wtórne masz w zupełnie innymi mejscu, a góra zasypu się nie pali.
  20. Czy ktoś spotkał się z solidnym a nieprzesadnie drogim czujnikiem temperatury spalin? Próbowałem już dwa razy z różnymi czujnikami na bazie PT1000 z allegro w cenie ~30zł i w pierwszym po kilkunastu paleniach przewód wylazł z metalowej obudowy. W drugim zaś stało się to po pięciu minutach od instalacji - przy rozpalaniu wyszedłem na chwilę, a gdy wróciłem, kabel zwisał luzem, a metalowa końcówka z rezystorem w środku tkwiła nadal w czopuchu. Dziwne to. Chyba spaliny przekroczyły temperaturę topnienia cyny i kabel się odczepił ;) Do czego więc zmierzam... może ktoś spotkał się z czujnikami tego typu solidniej wykonanymi i wytrzymującymi chociaż te 300st.C? Różni sprzedawcy podają różną temp. max. dla swojego czujnika. Na samym PT1000 nawet 500st.C wrażenia nie robi, ale obudowa już taka solidna nie bywa. Czujniki fabryczne np. od Zębca widzę w cenach ponad 100zł. Ale z zewnątrz wygląda to nie lepiej niż sztuki za 30zł.
  21. Juzef

    Camino Kwd3

    Ja od prawie roku mam wsadzone zawirowywacze, ale takie w formie nieudolnie skręconych wokół podłużnej osi pasów blachy. Czy one wpływają na stałopalność to nawet nie myślałem. Warunki każdego dnia są inne i nie odważyłbym się wyrokować, czy ew. różnice nawet 10-20% oznaczają że był lepszy ciąg, czy to wpływ zawirowywaczy, czy może chałupa się wygrzała. Jedno co mogę powiedzieć: bez zawirowywaczy przy rozpalaniu taki ogień hulał, że wręcz odparowywało podpałkę z kotła, a czopuch był czerwony. Z zawirowywaczami prędkość spalin jest zauważalnie mniejsza (nie huczy), ogień równie żywy, ale temp. szybciej rośnie na wyjściu z kotła niż w kominie.
  22. Juzef

    Camino Kwd3

    Przy paleniu od góry nie powinno być potrzeby grzebania w popiele ;) Tak jak przedmówca rzekł, mam podobnie, że przy małym zapotrzebowaniu na moc, po skoksowaniu zasyp pali się tylko na dole, a u góry wydaje się zimny. Być może dajesz za mało PG? Jeśliby węgiel miał dość tlenu, to czemu miałby się nie palić... Oczywiście PG powinno być stale uchylone przy odgazowaniu, bez użycia miarkownika. Nie miałem do czynienia z koksującym węglem, ale z koksem hutniczym i owszem - i zachowywał się podobnie jak opisujesz. Jedyny sposób na niego, to był dobry ciąg + więcej PG niż przy węglu, tak by utrzymać wyższą temp. paleniska, inaczej wszystko gasło. Ale mimo tego wszystkiego, pod koniec palenia i tak zostawało mnóstwo niedopalonego koksu.
  23. Żeby zejść z temperaturą to musiałbym jeszcze ze dwa człony wyjąć, bo teraz do 3/7 wstawiłem szamot, także jest praktycznie 3/5, a i tak 60st. przekraczam dopiero poniżej -10st. na zewnątrz ;) Pompkę kiedyś rozważałem, ale doszedłem do wniosku, że skoro grawitacja działa, to nie będę ruszał. Widzę, że to nie takie proste. Ciepłomierza raczej bym nie instalował, aż tak zdesperowany nie jestem. Skoro prędkość wody w instalacji grawitacyjnej rzędu 0,25m/s to już jest huragan, to myślałem, że można by jakoś przybliżyć ją w liniowej zależności od różnicy temp. zasilania i powrotu. Ale nic z tego - przecież w momencie, gdy delta jest największa, czyli przy rozpalaniu (przez moment nawet 40st.) to prędkość wody jest na pewno mniejsza niż potem, gdy cała instalacja się nagrzeje a delta będzie góra 20st.
  24. Tego się obawiałem :) Znając temp. zasilania i powrotu oraz różnice wysokości w instalacji mogę co najwyżej ciśnienie czynne wyliczyć, ale dalej nic mi to nie daje. Prędkość wody czy strumień masowy w każdym wzorze jaki widziałem zależą od obciążenia cieplnego instalacji, a tego też nie znam. Sterownik eCoal z tego co widziałem podaje przybliżoną moc kotła, ale tam zazwyczaj jest pompa w instalacji, więc pewnie z niej dane o przepływie można wydobyć.
  25. Podłączyłem pod kocioł czujniki temperatury (zasilanie, powrót, spaliny) i pomiar śmiga, ale teraz myślę, do czego te dane wykorzystać. Liczyłem, że uda się orientacyjnie wyznaczyć np. moc odebraną z kotła czy stratę kominową. Instalacja jest grawitacyjna. Poszukałem, poczytałem, ale wszystkie rozprawy odnośnie obliczania instalacji grawitacyjnej idą w przeciwnym kierunku - mając moc, wyznacza się przekroje, przepływy itp. Może to są proste rzeczy tylko ja nie umiem szukać, a może nie da się niczego sensownego z samych temperatur wyliczyć?
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Używając tej strony zgadzasz się na Polityka prywatności.