Witam,
właśnie zaczynam swoją pierwszą zimę z kotłem na ekogroszek. Nie będę ukrywał, że ową przygodę wyobrażałem sobie zdecydowanie lepiej ;) W kotle palę od zeszłej soboty i nadal walczę z ustawieniami sterownika. Oczywiście im więcej filmów, im więcej wpisów w internecie, które staram się czytać, tym mam większy mętlik w głowie. Oczywiście rozumiem, że wszelkie ustawienia to rzecz indywidualna, na którą wpływa szereg czynników. Jednak ja po pierwszej nocy ze swoim piecem mam do dzisiaj pewną obawę.
Otóż, po pierwszej nocy z rozpalonym piecem, rankiem w niedzielę przywitał minie zapach spalonego plastiku. Gdy zszedłem do kotłowni i otworzyłem dolne drzwiczki pieca, wysypał się rozpalony węgiel, cała retorta wraz z popielnikiem była zapchana, spalił się plastik na drzwiczkach. No i jakoś tak następne noce z piecem podświadomie nie były zbyt spokojne i asekuracyjnie schodziłem kilka razy w nocy jak do małego dziecka ;)
Dodam, że ustawienia na sterowniku wyglądały tak:
14s czas podawania/60 sekund przerwa podawania/40% siła nadmuchu
w tych ustawieniach węgiel się przesypywał i chyba dlatego doszło do takiej sytuacji jak w niedzielę rano, chociaż przez całą sobotę jakoś źle to nie wyglądało.
No i wracając do meritum, cały tydzień walczę z ustawieniami pieca. Sytuacja niby się ustabilizowała, jednak nie mogę zrozumieć pewnych "zachowań" kociołka. Otóż piec w tym momencie ma ustawienia:
9 sekund czas podawania/75 sekund przerwa/40% siła nadmuchu
Temperatura zadana C.O. - 60 stopni
Temperatura zadana CWU - 40 stopni
Temperatura na zaworze - 42 stopnie
W potrzymaniu
praca - 15 sekund
przerwa - 20 minut
wentylator w podtrzymaniu: czas pracy - 50 sekund; czas przerwy - 5 minut
W ciągu dnia wygląda to tak, że piec osiągając temperaturę 60 stopni przechodzi na potrzymanie na około 10 minut (dwa razy zdąży włączyć się wentylator i nie zdąży podać węgla). Następnie temperatura spada do 55-56 stopni i działa w trybie praca przez 15-20 minut żeby znowu osiągnąć zadaną temperaturę (nie za długo?). Następnie przychodzi moment gdzie temperatura CWU spada na ... 49 stopni (jest dzień, wody nie ruszałem) i potrafi się "rozpalać" nawet ponad godzinę, żeby wreszcie osiągnąć temperaturę 64-65 stopni i działać na potrzymaniu powyżej 20 minut, następnie spaść do 56-57 stopni i pracować przez 10 minut, żeby znowu przejść na 15-20 minutowe podtrzymanie i wreszcie po kilku cyklach znowu obniżyć temperaturę do około 50 stopni. Jestem skołowany. Do tego widać na retorcie, że mam stopiony węgiel, a czytałem, ze powoduje to zbyt duża siła nadmuchu, no więc zmniejszam nadmuch z 45% stopni na 30% ... a temperatura na piecu spada i w nawet przez godzinę nie może osiągnąć zadanej CWU.
Czy jesteście mi w stanie coś doradzić, czy może jest to problem węgla? Ogólnie jakie powinny być proporcje czasu pracy do czasu podawania, bo ja wcześniej wspomniałem u nie czas pracy pieca jest zdecydowanie dłuższy niż czas potrzymania. Optymalna temperatura pieca to 60 stopni, a u mnie zdecydowanie dłużej piec pracuje w ~55 stopniach.
Z góry dziękuję za każdą pomoc.
Pozdrawiam.