Witam wszystkich Panów Palaczy i Ekoterrorystów.
To moja pierwsza wizyta Tutaj. :-)
Napiszę tak:
Od 19-u lat palę w piecu KWKD-15 (Nr o111). Wyłącznie koksem.
W grudniu ub. roku kupiłem nowy KWKD-15 na wszelki wypadek, bo stary jeszcze hula.
I też będę palił koksem (ze Zdzieszowic) tak długo, dopóki będzie można go kupić.
Kiedy ecoterroryści zlikwidują składy opałowe będę miał zagwozdkę, ale kotła na złom nie wyrzucę.
Z kilku powodów.
Raz na kilka lat wiosną, lub latem mam w piwnicy gdzie stoi piec ok. 1m wody. Roztopy i powodzie. Ot, tak mieszkam.
Kiedy woda opadnie wystarczy wysuszyć piec i po kłopocie.
Taki podajnikowy wynalazek z jego napędami, czujnikami, sterownikami itd. po pierwszym zdarzeniu staje się złomem za 10-13 tys. złotych.
Mieszkam w starym budynku - obecnie czterorodzinnym- z ok. 1900 roku.
Są tu dwa dwukomorowe kominy. po jednym kanale na lokal.
W/g Kominiarza, żeby wszystko było OK - istnieje potrzeba wyciągnięcia ponad dach czterech przewodów kominowych (dymowy, spalinowy, nawiewowy i wentylacyjny) na lokal, tzn. 16 błyszczących rur na czterospadowym dachu o wym. ok. 11x11 metrów.
No dobra, 12, bo cztery schowa się w istniejących kanałach dymowych.
Z tego powodu nie założę ogrzewania gazowego.
Będę palił koksem, a kiedy go zabraknie ...
No cóż. Trzeba będzie sobie jakoś radzić.