Otóż przejąłem lokal, w którym znajduje się piec kaflowy. Stare budownictwo, piec ma około 70-80 lat.
Według informacji uzyskanych od byłego właściciela nie był używany od 15 lat.
Kiedy chciałem w nim rozpalić ogień pierwszy raz dym wydostawał się z pieca poprzez górne drzwiczki i szczelinę pomiędzy kaflami.
Podpalony papier gasł, bo dym nie wychodził kominem.
Dzisiaj otworzyłem okrągłe otwory rewizyjne i w piecu było pełno sadzy i martwego popiołu.
W tym piecu otwory znajdują się jeden na samym dole pieca, drugi kilka kafli nad górnymi drzwiczkami.
Najpierw zrzuciłem odpady z góry na dół, potem dolnym otworem wszystko. Było tego pełne wiadro 10 litrów, czyli sporo.
Zatkałem otwory rewizyjne i spróbowałem znowu, podpaliłem kilka kartek papieru i niestety bez zmian.
Nadal dym wydostaje się do pomieszczenia, chociaż ciut mniej, chyba że tak mi się wydawało.
Kwestia komina - nad piecem ktoś zrobił sobie dziurę w ścianie do komina, taką jakby kratkę wentylacyjną - wyrwałem to i zrobiłem test, czy jest ciąg. No i jest. Podpalona gazeta jest wciągana ku górze, tak mocno że aż ogień gaśnie, a pajęczyny poruszają się od wiatru. Potem to zatkałem, ale nadal brak ciągu.
Co robić? Spisać piec na straty, czy może jest jakiś sposób jeszcze żeby go używać?