Kilka dni po ostatnim wpisie doszło do dwóch solidnych wybuchów pod rząd(aż klapka miarkownika trzasnęła), w sumie dużo było w tym mojej winy bo najpierw rozpaliłem od góry a potem trochę dosypałem.
Ale na drugi dzień ojciec chciał wyczyścić rurę spalinową z pieca, i okazało się że trzeba ją wymienić,bo już jest praktycznie przepalona.
Rurę wymieniliśmy, teraz jak rozpalam to na dół daję 3 kawałki drewna, potem zasypuję to kilkoma łopatami węgla czasami znów daję kilka kawałków drewna poziomo, dodatkowo układam również 2-3 kawałki pionowo przez całą komorę spalania i do końca zasypuję węglem i rozpalam od góry. Do tej pory jak na razie brak wybuchów oraz fuknięć.
Temperatura nastawiona na miarkowniku to zwykle 60, początkowo waha się od 58 do 68, jednak potem jest stabilna.
Przykładowo dziś pierw nastawiłem na 60, jak się ustabilizowało to stwierdziłem że przestawię na 70 i zobaczę co się będzie dziać, temp wahała się do 66 do 78 ale się ustabilizowała i aktualnie jest 70.
Klapka powietrza pierwotnego nie domyka się, tylko jest ustawiona szczelina ok 0,5 - 1 mm, rozeta powietrza wtórnego gdzieś na pół, jak była całkowicie otwarta to gasły płomienie.
Przez początkowe kilka godzin w komorze spalania jest mniej bądź więcej żółtych płomieni nawet jak regulator przymknie klapkę(reguluję minimalną szczelinę PP tak aby była jak najmniejsza jednocześnie aby nie zgasić płomieni) potem pomarańczowe płomienie znikają i są płomyki niebieskie takie jak przy spalaniu gazu ziemnego.
Przykładowe zdjęcia z dziś:
Sytuacja gdy temperatura dobiła do nastawionej i miarkownik prawie całkowicie zamknął klapkę:
Kilka minut później temperatura spadła, miarkownik delikatnie odchylił klapkę:
Czy taka sytuacja jest dobra ?
Mam lekką manię sprawdzania temperatury i co chwila chodzę do piwnicy, przykładowo teraz zrobiło mi się trochę cieplej i poleciałem sprawdzić ile jest, jest ok. 68 :)
Rozpaliłem ok 14:30 zobaczymy czy dociągnie do północy.