Okazało się, że jest pełny dostęp, jednak szpilki były krzywe i wyrwanie tej pokrywy to była pierwsza masakra (stąd moja myśl, że to jest nierozbieralne), wyjęcie zawirowywaczy to już druga masakra, wd to sobie można psiknąć śrubkę żeby łatwiej poszło, u mnie się skończyło na 4l ropy, do starego uchwytu grzejnika nad kotłem podwiesiłem na pasie transportowym tę dźwignię która normalnie rusza czyszczakami do tego stopnia, że kocioł uniusł się 2-3mm nad ziemię i czyszczaki ani drgnęły... młotek i deska dębowa na podwieszonym kotle i dopiero się udało.
Po rozmowie z producentem usłyszałem, że pierwsze wypusty tak miały i że przyślą mi w ciągu tygodnia nowe czyszczaki. No i tym sposobem dzisiaj minął czwarty tydzień i nadal czekam, a telefon głuchy...
Co rozumiesz poprzez leczenie na stałe?