Próbowałem rozgryźć sposób naliczania zużycia ciepła przez ciepłomierze od podstaw. Wzory na podstawie, których ciepłomierz oblicza zużyte ciepło to całki, srałki itd... Generalnie nie jest to proste. Mnie interesuje rozpatrzenie dwóch przypadków, który z nich będzie (patrząc okiem ciepłomierza) rozwiązaniem oszczędniejszym.
Przyp. 1. Mamy ustaloną temperaturę na sterowniku na 23stC. Temperatura spada poniżej, to otwiera się zawór na powrocie i woda ciepła jest kierowana do kaloryferów. Kaloryfery nagrzewają się i po chwili sterownik wyłącza zawór. W tej chwili woda w obiegu przestaje krążyć i ochładza się. I tak po chwili cykl się powtarza. Tylko, że przy takim systemie działania za każdym cyklem przez powrót idzie woda mocno wychłodzona. Więc różnica temperatur pomiędzy wejściem a wyjściem jest bardzo duża.
Przyp. 2. Ściągamy siłownik z zaworu na powrocie, więc obieg jest otwarty i jedynym ograniczeniem przepływu wody w kaloryferach są zawory przy kaloryferach. W takim przypadku woda w obiegu krąży cały czas. Zakręcamy sobie kaloryfery w kuchni, łazience i sypialni (nie przebywamy tam długo w ciągu dnia). Odkręcamy na maxa zawór przy kaloryferze w pokoju dziennym, więc praktycznie bez przerwy jest obieg otwarty. Lecz woda na powrocie nie zdąży się wychłodzić jak w przypadku nr.1, więc różnica temperatur między wej. a wyj. jest o wiele mniejsza (rura od powrotu przy liczniku jest bardzo ciepła). W domu mamy o wiele cieplej niż w przypadku nr.1 (sprawdzałem).
Czy drugi przypadek nie będzie lepszym rozwiązaniem (czy będzie mniej GJ na ciepłomierzu)?