Cześć. Wczoraj zapaliłem pierwszy raz w tym sezonie w piecu (stary na drewno/węgiel). Odpaliłem samym drewnem, bardziej po to żeby przejść się po domu i posprawdzać jak chodzą kaloryfery. Co ciekawe pierwsze piętro oraz drugie wszędzie było ciepło, a parter całkowicie zimny (5 róznych kaloryferów - wszystkie chłodne). Uznałem, że pierwsze co zrobię to odpowietrzenie wszystkich kaloryferów oraz sprawdzenie naczynia, które mam przy suficie na 2 piętrze (najwyższe). Powietrza w grzejnikach nie ma, ale okazalo się, że naczynie na górze jest puste. Dzisiaj więc podłączyłem standardowo wąż do pieca (mam z boku wylot na wodę i zawsze się w ten sposób dolewało wody do układu). Po minucie lania wody nastąpił "gdzieś wyżej" głośny pojedyńczy huk, który rozległ się na cały dom. Natychmiast wyłączyłem wodę i pobiegłem do naczynia na górze, które swoją drogą dalej jest puste, nigdzie w domu nie ma żadnych widocznych śladów jakichkolwiek uszkodzeń. Po tej sytuacji nie robiłem już nic i posiedziałem trochę z chatem gpt, ktory podaje wiele mozliwych przyczyn i mowi, ze nie powinienem nic robic dopoki nie wezwę fachowca, ktory to mialby okreslic czy jest bezpiecznie. Może mi ktoś poradzić / dopowiedzieć co mogło się stać? Nie mam działającego manometru, to czy wody było już wystarczająco w układzie określane było zawsze tym, że na dole obok pieca wyprowadzony został wąż, którym woda wylatywała co wskazywało, że jest jej już wystarczająco w układzie. Dzisiaj po minucie dolewania nastąpił huk, naczynie dalej puste i woda z węża nie wylała się ani kropelki. naczynie jest typu otwartego. Dolewałem wody na wg. mnie zimny układ bo wszystkie kaloryfery zdążyły już być zimne, a temperatura pokazywana na piecu wróciła do 17 PS. co do wzywania fachowców to po prostu staram się ogarniać tak duzo jak tylko mogę samemu, ponieważ nie mam obok siebie nikogo godnego zaufania, fachowcow u mnie albo brakuje bo nie opłaca im się przyjeżdzać, albo starają się tak wykiwać klienta jak tylko mogą