Kwestia za małego ciągu została rozwiązana. Wątpię, żeby ktoś spodziewał się takiego zakończenia, ja na pewno nie. Opisuję, żeby podzielić się doświadczeniem. Może komuś oszczędzi czasu w podobnej sytuacji. Ale po kolei...
Na pewno polecam ten palnik, kupiłem na Allegro. Najważniejsza jest ta piezo-zapalarka. Bardzo wygodne, można odpalić po włożeniu do wyczystki czy kotła:
Najpierw w ruch poszła kamera endoskopowa i latarka, włożone przez wyczystkę kominową. Niestety, szlag trafił film - wielka szkoda...Widać na nim ściany komina, na nich delikatny, czarny nalot, a u góry, na końcu, zamazany, biało- szary prostokąt..."Chmury"...
Palnikiem najpierw grzałem komin bezpośrednio: jakieś 3 minuty. Trochę mnie zdziwiło, że grzejąc wyczystkę - dym wylatuje otwartymi drzwiczkami z kotła. No ale, przecież komin zimny, drzwi z kotłowni na dwór otworzone, to ciepło leci, gdzie ma najlżej...Drzwiczki zamknąłem, grzałem dalej kolejne 4 minuty. Potem palnik w kocioł - grzałem kolejne 10 minut. Temperatura wody w kotle wzrosła z 23 na 35 stopni. Położyłem drewienko pod gardzielą palnika w kotle, rozgrzałem, dym ciągnęło do środka. Dobra - rozpalam:
Drewna nie za dużo, żeby łatwiej wyjąć, w razie co.
Rozpalenie palnikiem dekarskim poszło bardzo łatwo.
Drzwiczki zamknąłem, zadowolony, że wszystko poszło tak dobrze.
Ale widzę, że z rury między kotłem, a kominem wydobywa się dym:
A ta rura była już ze trzy razy mazana uszczelniaczem kominkowym na łączeniach - więc coś nie tak...Szybko pomazałem nieszczelności kolejny raz, przestało dymić. Wychodzę na dwór, zobaczyć, czy z komina dymi...a tu taki obrazek:
Wpadam do kotłowni, alarm pożarowy wyje, pełno dymu - waliło z wyczystek kominowych:
Pierwsza myśl, żeby wsad wyjąć - ale tylko lekko drzwiczki kotła uchyliłem, to buchało jak z komina parowozu.
Nie bawiłem się, gaśnica w ręce, parę psiuknięć w kocioł - zagasiłem wsad!
Nie, sadze w kominie się nie zapaliły. Przestało dymić.
Zadzwoniłem do "majstra", który rozbierał stare końcówki kominów i murował nowe, niech przyjeżdża. Już wcześniej, przy pierwszym paleniu (zimą) miałem taką samą sytuację, że dym wydobywał się spod blachy dachu oraz leciał "kanałem wentylacyjnym" - na zewnątrz, oraz do środka na poddasze. Ale wtedy było bardzo zimno, wysokie ciśnienie, generalnie mogła być "cofka", a ja na poddaszu miałem dwa otwory fi 5 cm w tym "kanale wentylacyjnym" - przerobionym na techniczny, prowadziłem tamtędy m.in. rury od solarów i rurę wzbiorczą/bezpieczeństwa do zbiornika przelewowego. Pomyślałem - diabli wiedzą, czy komin nieszczelny, ale spaliny na bank na poddasze zassało tymi otworami. Dziury zalepiłem - i już więcej dymienia z tego "kanału wentylacyjnego", ani spod blachy nie było. Do teraz.
Wspomniany majster przyjechał, zafrasował się, wszedł na dach...i prosi, żebym mu wkrętarkę podał.
Bo wylot z komina przysłania blacha, przykręcona 6 wkrętami!!!
Kuźwa! Zamurowało mnie...
Do komina przecież zaglądałem ubiegłej wiosny! No ale...kilka tygodni potem majster przyjeżdżał jeszcze, żeby włożyć dwie końcówki rur z "kominkami": jedną do wyrzutni wentylacji, a drugą do tego drugiego kanału spalinowego po kotle olejowym. No i coś mu się wtedy ubzdurało, że chciałem, żeby mi ten komin zaślepił - bo mam przecież pompę ciepła i żeby mi deszcz do środka nie leciał! Jprdl!
Wcześniej do komina zaglądałem od góry, a potem kamerą od dołu! Nigdy bym nie przypuszczał, że ktoś mi go w międzyczasie zaślepi! Blachą obróbkową dachu: z góry czerwoną, a z dołu...w kolorze chmur!!!
Po odblokowaniu ciąg w kominie prezentuje się tak:
A tak wyglądało pierwsze "palenie":
Problem teraz jest w drugą stronę: cug jest za duży. Udało mi się w końcu nieco to opanować, temperatura spalin trzyma się na 220 stopni (co i tak uważam, jest trochę za dużo) - ale dolna wyczystka kominowa 14 x 28 musi być otwarta na oścież. Rozejrzę się zaraz nad RCK montowanym właśnie w drzwi wyczystki...