Skocz do zawartości

Meteusz101217

Forumowicz
  • Postów

    3
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Meteusz101217

  1. Edit: Kominiarz był, kotłownia super, więc nie w tym leży problem. Poszukuję dalej źródła wielkiego płomienia.
  2. Witam. Dziękuję za odpowiedzi. Z ciągłą pracą pomp byłoby zapewne ok po ustabilizowaniu się pracy, ale ustabilizować się ona nie może i prawdopodobnie znalazłem tego przyczynę - obserwowałem parametry palnika i problemem jest chyba to, że po rozpaleniu pieca temperatura palnika powoli, ale jednak, biegnie mi do 75 stopni - po osiągnięciu tej wartości automatyka odpala czynności ochronne. Przestaje pchać paliwo, następuje wygaszenie, czyszczenie i ponowne rozpalenie. W czasie tych czynności temperatura palnika schodzi do 55 st około, więc piecyk może dalej hulać. Podsumowując: w przeciągu godziny piec pracuje normalnie ~35-40 minut, a nie pracuje (wygaszanie czyszczenie i ponowne rozpalenie) ~20-25 minut. W ten sposób praca się nie ustabilizuje, a wszystkich pętli podłogówki nigdy nie dogrzeje, bo przy bezwładności podłogówki, dużej powierzchni, łącznie 28 pętlom w domu piec musiałby tyrać bez przerwy dobre kilka godzin. Na początku użytkowania pieca, w czasie wygrzewania domu - tynków i posadzek, pamiętam, że na palniku zawsze był fajny mały płomień, może 5-10 cm nad górną krawędź palnika. Obecnie, z przyczyn mi nieznanych, mam na palniku pożogę, płomień wali na 35-40 cm powyżej palnika. Stawiam, że to odpowiada za ciągłe przegrzewanie palnika, o którym pisałem. Szukałem przyczyny zbyt dużego płomienia i jedyne poszlaki znalezione w sieci to nadmuchy, parametry paliwa i ciąg kominowy. Paliwo mam przeważone, ale i tak próbowałem nawet przekłamywać jego parametry, żeby wpychał niższe dawki na cykl - nic to nie dało. Nadmuchy regulowałem w zakresie całej dostępnej skali - nic to nie dało. Kominiarza mam na wtorek i zobaczymy. Ręce mi opadają i nie mam pomysłu co robić. Może mają Państwo jakieś pomysły? Załączam zdjęcia i gif płomienia.
  3. Witam, Piszę, ponieważ mam potężny problem z podłogówką, który zapewne miałem zawsze, ale jakoś nie zwracałem uwagi dopóki nie przywaliło -25 stopni mrozu na zewnątrz. Posiadam piec Heiztechnik One Plus Basic 20 kW na pellet, do tego 3 pompki Evosta, 2 na podłogówkę, 1 na CWU. W piecu nastawy dosyć standardowe, ale kluczowa jest tu kwestia "Temperatura załączenia pomp" - ustawiona teraz na 50 st. Piec ma następujący tryb pracy: podajnik wrzuca pellet, idzie spalanie, temperatura kotła rośnie tylko do 50 stopni - temp. załączenia pomp, ewentualnie 51-52, po czym podajnik pelletu milknie i temperatura spada do 40, wtedy znowu podaje, idzie do 50-52 stopnie i spada i tak w kółko. Konsekwencją jest to, że pompy załączane są na +- 10-15 sekund, po czym 30 kolejnych sekund nie chodzą. W efekcie (chyba) takiego schematu podłogi nie chcą mi się zagrzać. Grzeje mi fajnie tylko łazienkę, ale to najkrótsza, najskromniejsza pętla. Pytania mam następujące: 1. Czy taki schemat pracy jest normalny? Czy pompa nie powinna pchać ciepła na podłogówkę cały czas? 2. Jeśli powinna, to w czym leży problem? Termostat przed pompą podłogówki jest ustawiony na maxa (40 stopni), w obu rozdzielaczach listwa zasilająca jest ciepła, powrót zimny. Podłogówka była płukana, odpowietrzana. Bawiłem się chyba wszystkimi możliwymi nastawami pieca. Piec ma wbudowaną ochronę powrotu. Z góry dziękuję. Nie wiem już co robić, 2 tony pelletu przeżarte praktycznie ze znikomym efektem. Może ktoś ma ten sam/podobny piec i będzie w stanie pomóc.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Używając tej strony zgadzasz się na Polityka prywatności.