Witam. Dziękuję za odpowiedzi.
Z ciągłą pracą pomp byłoby zapewne ok po ustabilizowaniu się pracy, ale ustabilizować się ona nie może i prawdopodobnie znalazłem tego przyczynę - obserwowałem parametry palnika i problemem jest chyba to, że po rozpaleniu pieca temperatura palnika powoli, ale jednak, biegnie mi do 75 stopni - po osiągnięciu tej wartości automatyka odpala czynności ochronne. Przestaje pchać paliwo, następuje wygaszenie, czyszczenie i ponowne rozpalenie. W czasie tych czynności temperatura palnika schodzi do 55 st około, więc piecyk może dalej hulać.
Podsumowując: w przeciągu godziny piec pracuje normalnie ~35-40 minut, a nie pracuje (wygaszanie czyszczenie i ponowne rozpalenie) ~20-25 minut. W ten sposób praca się nie ustabilizuje, a wszystkich pętli podłogówki nigdy nie dogrzeje, bo przy bezwładności podłogówki, dużej powierzchni, łącznie 28 pętlom w domu piec musiałby tyrać bez przerwy dobre kilka godzin.
Na początku użytkowania pieca, w czasie wygrzewania domu - tynków i posadzek, pamiętam, że na palniku zawsze był fajny mały płomień, może 5-10 cm nad górną krawędź palnika. Obecnie, z przyczyn mi nieznanych, mam na palniku pożogę, płomień wali na 35-40 cm powyżej palnika. Stawiam, że to odpowiada za ciągłe przegrzewanie palnika, o którym pisałem. Szukałem przyczyny zbyt dużego płomienia i jedyne poszlaki znalezione w sieci to nadmuchy, parametry paliwa i ciąg kominowy. Paliwo mam przeważone, ale i tak próbowałem nawet przekłamywać jego parametry, żeby wpychał niższe dawki na cykl - nic to nie dało. Nadmuchy regulowałem w zakresie całej dostępnej skali - nic to nie dało. Kominiarza mam na wtorek i zobaczymy. Ręce mi opadają i nie mam pomysłu co robić. Może mają Państwo jakieś pomysły?
Załączam zdjęcia i gif płomienia.