Kupiłem nowy piec. Podłączyłem bez rozbierania fabrycznie złożony w całości razem z podajnikiem. Był lipiec. Rozpaliłem pół godziny, jest ok więc wygasiłem i czekałem na październik. Odpaliłem, kilkanaście minut i zerwanie zawleczki. Czyszczenie i znowu 5 minut zerwanie. Po prostu zrywało co 5 minut. Po wymontowaniu podajnika okazało się, że w kolanku w piecu do którego wchodziła żmijka były dwa 5 milimetrowe bomble po spawaniu. Pierwszy na wejściu rysował i dawał opór żmijce, drugi na końcu kolanka blokował węgiel. Efekt był taki, że pierwszy bombel tarł, a drugi blokował większe grudki węgla. Węgiel docierał do bombla i nie mógł przejść. Dalsze podawanie mieliło węgiel w kolanku i tworzyło miał. Miał w końcu dawał takie tarcie, że zrywało zawleczkę. Spawy zeszlifowałem i śmiga jak ta lala.