Jak dużo? Z tego co gdzieś wyczytałem to w piecach górno-dolnych jedyna sensowna metoda spalania to palenie kroczące z kilkucentymetrowym zasypem.
Od lat tato palił w nim w ten sposób, że co jakiś czas przegarniał popiół i dosypywał na żar 2 szufelki węgla i tak co godzinę albo jeszcze częściej, a to wymaga ciągłego schodzenia do piwnicy po stromych schodach, a jego zdrowie i lata już nie te co kiedyś, więc im mniej będzie musiał tam chodzić tym byłoby najlepiej. Mimo jego oporów ("nie ma nadmuchu, żadnej automatycznej regulacji doprowadzanego powietrza, woda się zagotuje!") namówiłem go dziś na palenie kroczące, tzn. przegarnięcie całego żaru na bok i wsypanie na pusty ruszt 4,5 szufelek węgla i tym sposobem paliło się dłużej ale zostało więcej niespalonego żużlu (bo wg niego za bardzo przykręciłem klapkę powietrza w dolnych drzwiczkach).