Dziękuję za odpowiedzi, widzę że to jednak nie taka banalna sprawa, bo zdania są odmienne.
Moim zdaniem, również bez sensu jest całkowite zakręcanie kaloryferów, ale mieszka ze mną jeszcze babcia żony, która co chwilę mi zakręca kaloryfery całkowicie, np. w łazience. Jeśli chodzi o regulator to też potrafiła zrobić tak, że kaloryfery w salonie na 3 (czyli chyba 22*C w pokoju), a regulator ustawiony na 24 i piec próbuję w kółko złapać temperaturę, której się nie da. Jak ująłem na 22 i dałem kaloryfer na 4 to po jakimś czasie się wyłączył, a w pokoju było cieplej. Ewidentnie widzę, że mamy tutaj błędne przekonania i staram się udowodnić jak jest najlepiej. Czytałem, że w pok.oju z regulatorem powinno w ogóle nie być termostatów, albo odkręcone na full (5)
Tyle, że tak było w bloku gdzie rachunek za ciepło był stricte związany z tym ile wody przepłynęło przez kaloryfer. W domu miałem tak, że woda była ta sama w kółko, więc jeśli rozgrzeję cały zbiornik (no bo nie da się ogrzać np. 1/3 zbiornika) czyli te np. 80 litrów, to nie zrobi dużej różnicy czy te 80 litrów wpuszczę do 3 czy 8 kaloryferów. Owszem będzie pewna różnica, ale moim zdaniem nie jakaś olbrzymia. Aczkolwiek tutaj nie mam pewności, więc prosiłbym jeszcze o wyjaśnienie.
Obecny dom mam słabo ocieplony, planuję coś w tej kwestii podziałać, ale na razie postanowiłem skupić się nad optymalnym wykorzystaniem tego co mam. Zobaczmy na przykładzie, mam dwa pokoje obok siebie, taka sama wielkość. W jednym śpię, a drugi jest praktycznie nieużywany, mam tam tylko jakieś ciuchu itp. więc tylko wchodzę, zabieram coś i idę w inne miejsce. Moim zdaniem lepiej mieć w obu tych pokojach nastawienie temperatury np. 3 niż w jednym 3, a w drugim 0, bo przez drzwi i tak mi ciągnie to zimno do tego ciepłego. No, a woda w kotle i tak jest zagrzana, więc można część z niej wpuścić do tego kaloryfera.