Panowie, wracając do tematu związanego ze "ekoterrorem" i związanymi z nimi ograniczeniami dotyczącymi sprzedaży i produkcji "śmieciuchów".
Otóż mam obecnie 15 letni kociołek "dolno-górniak" Sławex (Tomaszów Lubelski) coś koło 14-17kW. Nie rokuję mu zbyt długiego żywota, zwłaszcza, że przez pierwsze 5 lat był użytkowany w sposób fatalny (kiszenie zamiast palenia :angry: ) ze śmierdzącą wodą wylewającą się z wyczystki włącznie przy paleniu/kiszeniu kostki Piasta i drewna bukowego/grabowego.. ogólnie temat rzeka.
Później kociołek spalał już tylko kostkę i orzech z Piasta w oczekiwaniu na śmierć i wymianę... minęło 10 lat i ciągle jeszcze działa, ale cóż nastał nam wicepremier "z Range Rovera" i zrobił tak, żeby jego kolegom z "Sowy i przyjaciół" czy "Amber Room'u" taki plebejusz jak ja nie smrodził dymem...
Tak więc, wobec nierychłego zgonu mojego Sławexa zastanawiam się, nad zakupem jakimś "dolniaka" bez nadmuchów i elektroniki niejako "na zapas".
Na obecną chwilę stawiam na Zębiec KWKD 15kW (jeśli macie Panowie, jakieś sugestie co do innych kociołków o zbliżonych parametrach to byłbym wdzięczny).
Czy warto w takiej sytuacji kupować "na zapas" czy może poczekać, na furtkę podobną do tej z zakazem handlu żarówkami 100W które przestały być żarówkami a stały się punktami świetlnymi czy jakoś tak i nadal są w handlu?
Czy lepiej nie kombinować i kupować póki jeszcze są dostępne (chociaż jak się dzisiaj dowiedziałem, na hurtowniach Zębca KWKD 15kW już nie ma i nie będzie, i to co jest na sklepach to w zasadzie wszystko).