Cześć!
Słuchajcie, mam nadzieję, że udzielicie mi cennych wskazówek...
Chcę ocieplić dom budowany na początku lat 90. Ściana trójwarstwowa z dylatacją. Idąc od wewnątrz:
1) beton komórkowy 24cm (zapewne gęstość 600kg/m3);
2) styropian biały 10cm (przyjmijmy λ 0,040);
3) szczelina powietrzna 3 cm;
4) dziurawka silikatowa 12cm.
Szczelina powietrzna jest wentylowana szparą między końcem ściany a dachem.
No i tak: mam dylemat czy ocieplić ścianę elewacyjną styropianem czy wełną. Chodzi o punkt rosy. Czy jak kto woli pocenie się ściany. Wełna niby jest bezpieczniejsza, bo oddycha, ale koszt jej zakupu i robocizna nie są małe. Natomiast styropian jest stosunkowo tani i dobry, ale tylko do pewnego momentu (jak go za dużo to będzie się pociło).
Pierwotnie nastawiłem się na grafitowy styropian 0,031. Potem nasłuchałem się o wełnie... I teraz sam już nie wiem na co się zdecydować...
Na co Wy byście się zdecydowali i dlaczego? Jak napisałem - w całej tej układance chodzi tylko o punkt rosy... No i kasę :)
Pozdrawiam Was serdecznie i liczę na pomoc :)
P.S. Naczytałem się na tym forum różnych wątków, żeby ewentualnie nie powtórzyć tematu, i liczę też na usystematyzowanie wiedzy, bo niezły mętlik w głowie mam ;)
.