Ja zazwyczaj przesuwam i korzystam z bocznego, ale Teściowa przyjdzie i rzuci jakkolwiek, ciężko reformować. Temperatura przy 65 na piecu około 23-24 w pomieszczeniach na parterze (piwnica pod podłogą nie pomaga), przy 55 dopiero dziś zobaczę, ale pewnie koło 21-22. Rury częściowo ocieplone w kotłowni idą prosto do mieszkania, w mieszkaniu ich prawie nie widać, w pokojach głównie nad podłogą się ciągną. Grzejniki przy 65 parzą, przy 55 są gorące, ale u góry, im niżej tym chłodniej. Terminu "rozbiór ciepłej wody" niestety nie rozumiem, woda z pieca osiągając zadaną idzie do boilera i kaloryferów, przez brak drugiej pompy mam 65st zarówno w grzejnikach jak i w kranie. Boiler ciężko mi ocenić z pamięci, wielkości pieca mniej więcej, też Elektromet, izolowany fabrycznie.
Zdjęcia zrobię wieczorem.
EDIT: Po nocnym paleniu od tej 22 do 6 rano ile mogę z rana dorzucić naraz? Powiedzmy, że węgiel się ładnie popalił, zostało trochę (albo bardzo dużo, np. dziś, piec nawet nie dmuchał, bo miał dalej 55st) czerwonych węgielków, przesuwam to, dorzucam drewno i/lub rozpałkę, daję powietrze na full, żeby się zajęło i ile tego mogę dosypać, żeby zaś długo trzymało?