Cześć!
Rok temu zrobiłem remont mieszkania i wstawiłem piec dwufunkcyjny Immergas. Już przy montażu monterzy zrobili mi wodę z mózgu. Jeden był za sterownikiem, drugi nie. Ostatecznie skusiłem się na sterownik pokojowy. Wydawało mi się, że umieściłem go w najchłodniejszym pokoju, ale jednak nie. Mimo to, dalej testowałem i w efekcie największy rachunek był w styczniu na kwotę 200zł (średnio jakieś 120zł miesięcznie w okresie grzewczym). Temperatura na sterowniku to było coś w granicach 21/18. Było raczej chłodno w domu.
Plusy:
- niskie rachunki
Minusy:
- jeden pokój chłodniejszy
- łazienka zimna
W tym roku chciałem przetestować opcje drugą, lecz już po pierwszym dniu jestem w szoku. Spalanie nie wzrosło o 5 czy nawet 20%, ale o 150%! Przed odłączeniem spalał 2m3 na dzień (miesięcznie 60m3, czyli jakieś 120zł), teraz pali po 5m3 (miesięcznie 150m3, czyli jakieś 300zł). Grzejniki w pokojach ustawione na 3,1, czyli na 21 stopni (chociaż termometr na parapecie pokazuje 23 stopnie). W łazience na 4,5, czyli na 26 stopni.
Plusy:
- ciepło w całym domu (łazience też)
Minusy:
- rachunek wzrośnie nawet 3 krotnie!
Ważne informacje:
- temperatura na kotle 60 stopni
Skąd taka różnica? Czy da się coś z tym zrobić?
EDIT: Ostatnio podczas serwisowania fachowiec podsunął mi jeszcze jeden pomysł, ale nie wiem, co o nim myśleć. Powiedział, aby podłączyć sterownik. Ustawić na 21 stopni. W pokoju ze sterownikiem termostat na 3, chłodniejszy pokój na 4, a łazienka na full. Ma to jakiś sens? Czy to nie będzie tak, że pokój ze sterownikiem będzie nagrzewał się do 21 stopni dłużej, co nie jest takie złe, ale chłodniejszy pokój dostanie czadu i nagrzeje się nie do 21, a do wyższej temperatury?