Witam. Dziękuję za dotychczasową pomoc, odpowiadam na pytania:
1. Temperatura do ogrzania domu to +-60 st., dużo zależy od temperatury na zewnątrz, jak nie ma dużego mrozu to wystarczy 50, jak było -20 to było 80 a czasem nawet i więcej :D Napisałem, że okna są "ciepłe" ale tak naprawdę dopiero będą, bo w okresie wakacyjnym wymiana, teraz też są wprawdzie pcv ale to pierwsze okna jakie były na rynku i po kilkunastu latach wieje przez nie gorzej niż przez drewniane.
2. Głównym paliwem w nowym kotle będzie sam węgiel, drewno okazyjnie - w sezonie letnim do c.w.u.. Teraz paliwem jest węgiel do rozpalenia i otrzymania żądanej temperatury, a następnie piec jest zasypywany flotokoncentratem ażeby "trzymał" ciepło.
3. Co do stałopalności to zależy mi na tym, ażeby w zimie zasypując kocioł około godz. 21-22 następnego dnia rano (godzina 6-7) w piecu jeszcze się paliło - bez konieczności rozpalania kotła na nowo.
4. na sam kocioł chciałbym przeznaczyć około 4000 zł.
Co do twojego ostatniego pytania: kocioł zmieniam ze względu na (mam nadzieję) oszczędności mojego czasu i pieniędzy, jak i dla świętego spokoju. Co do oszczędności to teraz sytuacja wygląda tak, że regulacja kotła odbywa się za pośrednictwem zagiętego gwoździa, który przesuwam po drzwiczkach popielnika zwiększając lub zmniejszając dopływ powietrza, jak i przez regulację ciągu w kominie (wajcha w czopuchu, nie wiem jak to się profesjonalnie nazywa). Efekty tego są takie, że temperatura ma spore wahania - za mało powietrza to przygasa i robi się w domu chłodno, trzeba kocioł "rozpędzić" co pociąga za sobą spore ilości paliwa, z kolei za dużo powietrza powoduje rozgrzanie kotła (znowu spora ilość paliwa) i w domu robi się za ciepło - takie błędne koło. Obecnie spalam ok. 10 ton opału na sezon grzewczy (2 tony węgla i 7-8 ton flotokoncentratu). Poza tym co chwila trzeba latać do kotłowni ("otworzyć", "zamknąć" kocioł, dorzucić paliwa i tp.). Mam nadzieję, że po zmianie kotła ilość spalanego paliwa (węgla) spadnie do wartości 6 - 7 ton i że do kotłowni będę schodził raz na kilka godzin dorzucić do kotła a temperatura będzie taka jaką sobie ustawię. Pozostaje jeszcze kwestia świętego spokoju: kocioł ma już słuszny wiek i obawiam się, że padnie w najgorszym z możliwych momencie (tęgie mrozy, święta albo coś w tym stylu) i o ile kupno nowego kotła nie będzie problemem, to znalezienie kogoś (np. w Boże Narodzenie) kto dobrze go podłączy - a przeróbek mam sporo nie będzie takie łatwe.