Skocz do zawartości

wielecki

Forumowicz
  • Postów

    22
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez wielecki

  1. Korzystam z okazji bycia członkiem forum i zapytuję własnie tu bo temat nie standardowy, czym pokryć ścianę wewnetrzną suszarni do drewna aby wilgoć do niej nie przenikała. W suszarni bedzie panowała temperatura powyzej 100 stopni i duza wilgotność. Obecnie sciana jest pokryta sklejką wodoodporną a ta nie wytrzymuje tych warunków.
  2. Cyt. Teraz jeżeli zamkniesz PW to zerwiesz płomień i raczej trudno będzie Ci do spalania powrócić i zacznie się uwalnianie gazu bez spalania (węgiel się skoksuje) Niekiedy po ponownym otwarciu PP na takim gazującym złożu skutkuje tym że dym zaczyna wydostawać się górnymi drzwiczkami dlatego też w tej sytuacji lepiej nia otwierać powietrza pod rusz a lepiej delikatnie uchylić drzwiczki załadowcze (niekiedy może fuknąć ale dalej już powinno być ok) ...dokładnie to się działo na małej dyszy. Prawdopodobnie z powodu małej dyszy płomien zanikał i nie szło za pieruna go powtórnie rozchuśtać. Próbowałem otwierać krótki obieg ale wtedy jak bym niezłą petardę odpalał, aż dżwiczki zasypowe podskakiwały i wyrzucało paprochy na kotłownie. Mozna sie było przestraszyć. Jednak nie pomagało to nic tylko powodowało coraz intensywniejsze wywalanie dymu przez słabo uszczelniony zasyp. Jedynym i zarazem chyba bezpiecznym rozwiazaniem jak sie wydaje było pozostawienie go na tym biegu jałowym az do samoistnego częściowego wygaszenia, nie piszę wypalenia bo zostawało sporo jak sie okazuje koksu. Faktycznie wyglada więc na to że w dużej mierze zgazowuję węgiel ale czy to dobrze czy żle pewnie okaże się po portfelu. Na razie w moim skraplaczu susza nie spadła ani jedna kropla, ale sporo ciepła wypuściłem przez komin. Poza tym mam już w mieszkaniu 24st, za dużo, do rana było by pewnie jeszcze więcej. Fakt temperatura na wyjsciu czopucha spadła do 95st ale na kotle jest 60st. co jest u mnie bardzo żadkim zjawiskiem i dalej ostro podgrzewa mieszkanie. Będę próbował chyba go trochę przydusić poprzez uszczelnienie drzwiczek bo zwłaszcza przez pierwsze godziny (jakieś 6 godzin) zdecydowanie za bardzo hula ale wtedy pewnie trzeba by było kontrolować też pw. zeby nie zaciagał wszystkiego tamtedy.
  3. Pewnie masz rację. Chociaż drzwiczki bez uszczelek to i tak coś nie hyba nie gra do końca. Jak zammkne wlot pw to temperatura za czopuchem szybko spada ze 120 do 100 w 5 minut. Odgłos huku ustaje. Wydaje mi się że główny problem tzn. brak reakcji na dodatkowe powietrze rozwiązany. Lekkie uchylenie klapki pp podnosi wyrażnie temperature spalin :) ale czy aby nie za dużą dyszę wyciołem? Czy gdyby była mniejsza kocioł byłby bardziej podatny na pp? No i z komina czarnawy dymek pomimo że temperatura wylotu spalin wyjatkowo wysoka jak na mój styl palenia .
  4. Mierze to sondą z miernika elektonicznego. Kabelek długosci 60cm z termistorem na końcu wpuszczony w wyczystkę kominową. Temperatura za czopuchem spadła właśnie do 110st. Przy wylocie z komina mam dalej ok 40. Temperatura nie rosnie jak podejżewałem ale jest wietrznie, może to bardziej wychładza komin. Dżwiczki dalej pozamykane. Czekam az się węgiel skoksuje i zobaczymy czy będzie reakcja na dodatkowe powietrze.
  5. Dysza zwiekszona dwukrotnie. Wszystkie doplywy powietrza z wyjatkiem wtórnego (brak regulacji) pozamykane. Ciągnie za dobrze. W moim miejscu spaliny mają 140st. co na razie powoduje tylko 40 przy wyjsciu z komina ale jak sie nagrzeje to strata bedzie duzo większa. Mam nadzieje uzyskac jakiś fajny kompromis.
  6. Panowie nie "obruszajcie" sie za bardzo, naprawde cenie sobie to forum ijego uczestników. Zaledwie kilka godzin od pierwszego posta, zrobiliscie mi małą burze w głowie. Nie trzeba Was specjalnie ciagnać za język. Dziekuję. Zastanawia mnie tylko dlaczego wciąż uwazacie że żle spalam. Splam optymalnie z mojego punktu widzenia. Nie kisze opału. jest huk ognia, jest mało sadzy. Nie ma tylko jak mi się wydaje zbednie wysokich temperatur w kominie. Jak to w termodynamice wszystko idzie po krzywych, często parabolicznych gdzie mały wzrost jednego pożądanego czynnika powoduje duzo większy wzrost drugiego, tutaj korzysci z temperatury spalin vice strata kominowa. Ide powiekszac dyszę.
  7. Tak sobie pomyślałem że jeżeli chodzi o realną stratę kominową to w praktyce, czyli u każdego z nas jest ona dużo większa od tego co podaje producent. To chyba o to mi chodzi. Bo nie potrafie inaczej wytłumaczyc faktu ze spalam stosunkowo nie dużo drewna.
  8. Każde 25-30 stopni to zaledwie ~1% na sprawności - zgadza się ale chyba na wyjsciu z kotła a nie komina. Płomienia nie widziałem, przynajmniej jeżeli chodzi Ci o ten wychodzący z palnika, nie mam możliwości zaglądania podczas pracy., Za to słychać go, ładnie chuczy. Sadzy nie produkuje, jedynie trochę jasnego pyłu na ściankach wymiennika i na rurze doprowadzającej pw.. Po dwuch tygodniach od czyszczenia jakieś 1.5mm. Nie wiedziałem że trzeba cenić Przemka, bo niby skąd, ale mogę go zacząć cenić czemu nie. Oby tylko nie było tak jak z Rosjanami w Afganistanie których to podobno tubylcy wypędzili bo jako że są w dużym stopniu analfabetami to nie mogli sie naczytac mitów jacy to Rosjanie sa grożni, bez kompleksów stawili czoła i powyganiali z kraju. :)
  9. Jestem przekonany o tym że sąsiad ma wiekszą stratę kominową, po prostu czuję ręką że dużo ciepła ucieka kominem. Pewnie że spala dokładniej ale wydaje mi się że to przegięcie pały. Moim celem nie jest ekologiczne spalanie a raczej ekonomiczne. Oczywiście mam na uwadze stan urządzeń ale te wydają się być ok. Trzeba szukać kompromisu pomiędzy różnymi zmiennymi. Ja kładę duży nacisk na minimalizowanie strat kominowych i pod to staram się dopasować resztę czynników. Jak na razie jest dobrze. Dodam że też potrafię spalac bezdymnie tylko powoduje to szybki spadek zasypu. Zdaję sobie sprawę że zaczynam... obym nie musiał zmieniać zdania.
  10. Jestem bardzo zadowolony ze spalania drewna. Do tej pory spaliłem nie wiecej niż półtora m3 drewna sosnowego, temperatura w domu nie spadła poniżej 19st. Sąsiad musi utrzymywać jakieś takie bardzo wysokie temperatury zasilania i powrotu co skutkuje dużą strata kominową. W ujściu czopucha gdzie ja mam nie więcej niż dziesiąt stopni on musi trzymać grubo ponad 100 co daje 70 na wyjsciu z komina. Fakt jemu z pieca nie kapie, i na razie póki wszystko sie kręci nie gania do kotłowni ale myslę że to tematy do przeskoczenia. Na razie przetestuję ten węgiel, jak nie bedzie zadawalającej poprawy to rozważe przejście na 100% drzewa w przyszłym sezonie. Na razie mam 5ton wegla do zutylizowania :)
  11. Tak wiem że to paskudny syf, ale mam nadzieję zabezpieczyć ten obszar chodżby przez naspawanie dodatkowej blachy w całym końcowym odcinku kanału..
  12. Jutro zabieram się za powiekszenie dyszy. To mogę zrobić w miarę bezbolesnie. Dzieki za podpowiedzi.
  13. Nie szukał oszczędności? Co Ty dla kampanii weglowej pracujesz czy cóś? :) oszczędności to główny powód dla którego zacząłem grzebać przy piecu. Komin mam suchy, w każdym razie nic nie po nim nie cieknie, sadzy mało ładnie się czyści. Wykrapianie się wody na styku pary z chłodniejszą wodą..... pogodziłem się z tym, przy najblizszej sposobności zabezpiecze to miejsce. Korzyści z mozliwości utrzymywania niskiej temperatury a tym samym małej straty kominowej przeważają. Nie myślę nawet stosować zaworów drożnych czy niedrożnych, korzyści z prostoty układu przeważają. Dla ciekawostki powiem że śmieję się z sąsiada który to ogrzewa taki sam dom tyle że ocieplony wywalił połowe rocznych dochodów na piec atmosa i chwali się jakie to ma czyste spaliny. Mina mu rzednie gdy mu przypominam że zużywa więcej drewna niż ja. Do poprawnej pracy kotła musi utrzymywac min 70 stopni przy wylocie z komina. Sprawność powyżej 80%, dobre.
  14. Palnik do węgla powiększamy czy zmniejszamy w stosunku do drewna?
  15. Jak wcześniej pisałem po zacukaniu pieca, otwarcie drzwiczek popielnika jak i drzwiczek rusztowych na max nic nie daje, nie bierze powietrza. :(
  16. Jeżeli faktycznie para wodna ma taki wpływ na ciąg to czuję że to strzał w dziesiatkę. Przy drewnie ściągałem litr wody przez wyczystkę dolną dziennie, co najmniej cztery razy tyle szło w komin....jak to wytłumaczyć w teorii?
  17. Tak robię zarówno na węglu jak i drewnie. Dół zamknięty ale bez uszczelek, cos tam zasysa.
  18. Teraz czyli po ok. godzinie od otwarcia krótkiego obiegu na max temperatura przy ujściu czopucha do komina wzrosła zaledwie do 80 stopni z 45 (mam termometr w tym miejscu, jest to dla mnie najważniejszy wskażnik do sterowania kotłem, utrzymuję tam temperaturę w zakresie 70-100 aby nie powodować zbytniej straty kominowej). Przy paleniu drewnem było by tam już co najmniej 250 i spaliłoby się z ćwierć zasypu. Wegla szybko nie ubywa ale też nie wydziela ciepła. Czyżby jednak kiepski opał? Ale dlaczego hula jak głupi na początku palenia?
  19. Ale co ogranicza ciąg po kilku godzinach? Za pierwszą przegrodą, nad dyszą zaczyna siękanał dymny ok 25x10cm i wysokości 45cm który do wysokości ok 20cm wy łożyłem płytkami szamotowymi, i podałem tam powietrze wtórne jak pisałem od góry liczac na wytworzenie tam wysokiej temperatury i dopalenie gazów. Kanał ten przy ujściu doczodzi do klapki krótkiego obiegu następnie nurkuje w dół i znowu idzie do góry gdzie wychodzi w połowie wysokości czopuchem do komina.
  20. Ciąg jest przez pierwsze godziny że aż trudno go zmniejszyć.
  21. Ruszt, wodny niestety drożny, jednak nie używam go do napowietrzania (dolne dżwiczki zamkniete), poniewaz lepsze efekty uzyskuje gdy daję pp przez dzwiczki zasypowe. Miarkownika też nie mam ale na szczęście przy drewnie uzyskuję dośc stabilna pracę i już :rolleyes: nie musze latac co godzine do kotłowni. uchylenie max dzwiczek popielnika też nic nie daje jeżeli chodzi o moja przypadłość. Tak jak by tworzył się jakis korek cisnieniowy gdzie cisniena czy gęstości powietrza przed kotłem i za kotłem sie wyrównują i nie ma odpowiedniego ciągu.
  22. Szukam na szybko pomocy bo zimno. otóz jestem swiezo upieczonym (dosłownie po częsci też) palaczem. To mój pierwszy sezon. Palę w 100% grawitacyjniei naturalnym ciągiem w rzemieślniczym dolniaku z klapką krótkiego obiegu którą wykorzystuję do rozpalania i dodawania opału. Doprowadziłemm powietrze wtórne z góry przez górna wyczystkę. Dolną dyszę o wymiarach 33x15 zmniejszyłem szamotem do 20x3. Zmniejszyłem też szamotem palenisko z 33x35 na 22x20. Paliłem do tej pory tylko drewnem sosnowym, byłem z pracy kotła bardzo zadowolony. Spalałem na niskiej temperaturze. Na kotle miałem max 55 stopni. Na 180m2 gierkowskiego nieocieplonego mieszkania zasypywałem 2,3 razy dziennie po ok 15kg dość suchej sosny (po dwa naręcza). Temperaturka była do 22stopni w dzień i spadała do 19 rano. Jak dla mnie ideał. Przyszły "mrozy" i spróbowałem zasypać węglem. Na próbe dałem pół zasypu, ok 20kg wegla. Jak zaczął się palic to pomimo że zamknąłem wszystkie dżwiczki (brak uszczelek) ledwo zbiłem temperature do 60 stpni co i tak jest za dużo bo wdomu miał bym pewnie z 25 i musiał bym wygaszać a chcę palic na okragło. Jednak po jakich dwóch godzinach temperatura spada do 40 stopni i to już jest za mało. Sęk w tym że z tego momentu temperatura nie chce już za żadne skarby podskoczyć wyżej, nawet jak uszczelnię drzwiczki zasypowe szmatą (inaczej dym by wyszedł na kotłownie) i otworzę dolne drzwiczki na maxa, tak jakby nie chciał brać powietrza. Jedynym sposobem na podniesienie temperatury jest otworzenie krótkiego obiegu ale wiadomo czarny dym, straty. Na razie gryzę pazury i nic nie mogę wydumać. Może coś podpowiecie?
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Używając tej strony zgadzasz się na Polityka prywatności.